Muza koszmarów Lazlo Strange the dreamer Laini Taylor

Kiedy sięgałam po Marzyciela, nie miałam pojęcia, że czeka mnie tak wspaniała książkowa przygoda. A ostatnio przeczytałam drugi i ostatnio tom tej dylogii – Muzę koszmarów.

Muza koszmarów – Laini Taylor

Fabuła

Fabuła drugiego tomu rozpoczyna się w tym samym momencie, w którym kończy się pierwszy tom. A jednocześnie w całkiem innym momencie. W jednym wątku Laini Taylor kontynuuje losy Lazla, Sarai i reszty bohaterów, których poznałam w Marzycielu. Nie chcę pisać na ten temat zbyt wiele, by nie zaspoilerować zakończenia poprzedniego tomu i nie popsuć zabawy tym, którzy jeszcze go nie czytali.

Muza koszmarów marzyciel strange the dreamer Laini Taylor

Bohaterowie znaleźli się w sytuacji, która wydaje się bez wyjścia. A przynajmniej bez wyjścia bez ofiar. Władzę dzierży osoba, której nie sposób przemówić do rozumu. Ludzi w Szlochu ogarnął strach.

W drugim wątku autorka opowiada historię dwóch sióstr, Kory i Novy, które tylko razem stanowiły całość. To element historii wprowadzony dopiero w drugim tomie dylogii. Akcja tego wątku toczy się w przeszłości i w miejscu nieznanym z poprzedniej książki. Pojawiają się tu jednak postaci, o których już wcześniej się dowiedziałam ze wspomnień bohaterów.

Postaci

Dwójka głównych bohaterów, Lazlo i Sarai, musi poradzić sobie z nowym stanem, w jakim oboje się znaleźli. Każde z nich na swój sposób stało się kimś nowym i musi rozszyfrować siebie i swoje możliwości. Żadne z nich nie ma dość czasu na poznawanie siebie, a nawet siebie nawzajem. Mam wrażenie, że Lazlo trochę szybciej niż Sarai zrozumiał swoje umiejętności i ich potęgę. Sarai zajęło to więcej czasu, pewnie dlatego, że wydawało jej się, że straciła bezpowrotnie swoje możliwości. Obie te postaci zostały ponownie przedstawione przez Laini Talor w sposób delikatny i niezwykle sympatyczny.

Muza koszmarów zarysowała bardzo wyraźnie postać Minyi. Na szczęście poznawałam jej głębię na równi z bohaterami i jakże byłam pozytywnie zaskoczona, kiedy dotarłam do sedna jej postaci. Okazało się, jak zwykle to bywa, że każdy ma jakiś słaby punkt i czasem trzeba przegrzebać się przez mnóstwo warstw, żeby do niego dotrzeć.

– Połączyć? – powtórzyła kpiąco. – Jakby włożyć rozbite jajko z powrotem do skorupki, która już została rozbita?

Co do historii Kory i Novy, była ona zarówno przyczyną, jak i skutkiem głównej historii Szlochu. Po raz kolejny autorka zostawiła mnie z zaskoczeniem na twarzy. Udało się świetnie połączyć przeszłość z teraźniejszością i tym, co działo się gdzieś równolegle nie wiadomo gdzie. Brzmi to dość chaotycznie, ale ma sens po przeczytaniu książki. Przysięgam!

Klimat

Po raz kolejny zachwyciłam się baśniowym klimatem książki. Uwielbiam legendy wplecione w fabułę i kiedy wynika z nich jakieś ziarno prawdy, które z kolei pozwala w jakiś sposób zrozumieć rzeczywistość w opowiadanej przez autora historii. Muza koszmarów pod tym względem sprawdziła się doskonale.

Muza koszmarów marzyciel strange the dreamer Laini Taylor

Żaden człowiek nie jest w pełni zły ani dobry. Każdy walczy o odpowiedni stosunek zła i dobra w swoim charakterze. I to w dużym stopniu zbudowało obok legend klimat powieści. Bo czym jest dobra historia jak nie właśnie walką dobra ze złem wewnątrz głównych bohaterów?

Istniało takie słowo z mitologii: „sathaz”. Oznaczało pragnienie posiadania czegoś, co nigdy nie mogło być twoje. Oznaczało bezmyślną, beznadziejną tęsknotę, marzenie ulicznika o byciu królem i pochodziło z opowieści o człowieku, który ukochał księżyc.

Narracja

W Muzie koszmarów znaczna część narracji przypadła Sarai. Z pewnością większa niż w Marzycielu. Mam też wrażenie, że to na niej skupiła się akcja, choć to Lazlo posiadał bardziej praktyczną umiejętność niż ona. Ogólnie narracja przypadła w tej książce Novie, Lazlowi, Sarai i Thyonowi. Każde z nich przedstawiło swój punkt widzenia, uzupełniając historię. Trochę zabrakło mi tu zróżnicowania narracji między postaciami. Odniosłam wrażenie, że każda z nich w myślach wyraża się podobnie. Wprawdzie autorka wybrała narrację trzecioosobową, czyli tę bardziej zdystansowaną, ale mimo wszystko dobrze jest, kiedy łatwo można odróżnić od siebie poszczególne narracje.

Cała narracja była jednak spójna – a to duży plus. Więc coś za coś.

Muza koszmarów, ale nie moich

Muza Koszmarów Laini Taylor to świetna książka i wspaniałe podsumowanie dylogii. Podoba mi się to, że większość wątków i zawiłości została wyjaśniona lub przynajmniej uzasadniona, dzięki czemu odczuwam satysfakcję z lektury. Cieszę się też, że autorka zostawił wrota do tego, by kiedyś jeszcze powrócić do znanych już bohaterów i być może kontynuować ich losy.

Czy Szloch odzyskał nazwę? Tak. Ale żeby się dowiedzieć jak to się stało i jak się nazywał w rzeczywistości, musisz sam przeczytać tę książkę.


Czytałeś Marzyciela i Muzę koszmarów?

Co sądzisz o fantastyce młodzieżowej?

Jaką książkę czytasz aktualnie?

Podziel się w komentarzu!


Moją opinię na temat pierwszego tomu dylogii, Marzyciela, znajdziesz TUTAJ.

Marzyciel Strange the dreamer tom 1 Laini Taylor


Za możliwość przeczytania dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail