Kategoria: Filmy

Znajdziesz tu recenzje filmów.

Lot nad kukułczym gniazdem, czyli szaleństwo tkwi w każdym z nas

Lot nad kukułczym gniazdem, czyli szaleństwo tkwi w każdym z nas

Kiedy jakiś czas temu uznałam, że moje zaległości filmowe są nie do wybaczenia osobie, która o kulturze pisze, postanowiłam poświęcić trochę czasu na obejrzenie kilku(dziesięciu) filmów uznawanych za klasyki. Żeby jednak nie strzelać sobie w kolano, wymyśliłam, że będę oglądać jeden lub dwa miesięcznie –  tym razem padło na Lot nad kukułczym gniazdem. W końcu trochę na bieżąco też muszę być.

Read More Read More

Piękna i Bestia, czyli Disney w realu

Piękna i Bestia, czyli Disney w realu

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że pójdę do kina na Piękną i Bestię, bo nie jestem wielką fanką przenoszenia dobrze znanych mi już filmów animowanych, którymi zachwycałam się w dzieciństwie. Mam zawsze obawy, że nowsza, lepsza wersja wcale nie będzie lepsza. Jednak postanowiłam dać szansę Belli, bo to ona jest moją ulubioną księżniczką w pałacu Walta Disneya.

piękna i bestia recenzja disney film emma watson

Jak to zwykle u mnie bywa, starałam się unikać wszelkich informacji na temat samego filmu. Wiedziałam więc tylko, że rolę Belli zagra Emma Watson, znana oczywiście z adaptacji serii o Harrym Potterze i kilku nieco mniej rozdmuchanych filmów. Ogólnie opinia na temat obsadzenia tej roli jest dość podzielona. Jedni podniecają się Emmą, inni twierdzą, że kompletnie nie pasuje ona na tę księżniczkę. Jakie jest moje zdanie? Po obejrzeniu filmu skłaniam się ku drugiej z wymienionych opinii.
Z wszystkich postaci, które w Pięknej i Bestii się pojawiły, Bella była najbardziej nijaka. I to mnie dość mocno zasmuciło, bo to z tą miłośniczką książek i jej odmiennością zawsze się utożsamiałam. Dodatkowo duet Belli i Bestii był kompletnie pozbawiony jakiejkolwiek chemii. Nie wiem, czy to wina któregoś z aktorów, czy sposobu przedstawienia ich na ekranie, w każdym razie ich relacja to coś, obok czego można przejść obojętnie.
Najlepiej wykreowane postaci to przede wszystkim ludzie z pałacu Bestii, zaklęci w meble i zastawę. W ich przypadku kompletnie nie przeszkadzał mi dubbing, który w przypadku Belli odbierał jej resztki charakteru. A właśnie! Dubbing! Nie był on najgorszy, bo większość postaci miała dobrze dopasowane głosy. Jednak głos Belli nie dość, że nie pasował mi do postaci, to miał przedziwną modulację, która wyrywała ją z ekranu. Za to za ogromną zaletę uważa przetłumaczenie piosenek z filmu na język polski. W oryginale Emma Watson nie śpiewa najlepiej, w trailerze rzuca się w uszy potworny autotune, czy cokolwiek, czego użyto do korekcji głosu Belli. W polskiej wersji na szczęście brakuje widocznych poprawek.
Nie sposób nie wspomnieć czegoś o Bestii, bo ta postać została udoskonalona przez efekty specjalne i, moim skromnym zdaniem, zrobiono tu kawał dobrej roboty, czego raczej nie dałoby się osiągnąć samą charakteryzacją. Wszelkie argumenty przeciwko wyglądowi Bestii oddalam. W dodatku Piękna i Bestia nie była scenę w scenę przełożona z filmu z 1991 roku, ale dodano dosłownie kilka małych momentów, sprawiających, że cały film nieco się pogłębił bez popadania w depresję. Takie kosmetyczne zmiany sprawdziły się tu doskonale. Tak jak Dan Stevens w roli Bestii.
Inni aktorzy, których postaci wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, to Luke Evans (jako Gaston) i Kevin Kline (jako ojciec Belli). Nie wiem, czy jakikolwiek inny aktor mógłby tak doskonale i okrutnie odwzorować adoratora Belli. W jego mimice można  dostrzec wyciekający narcyzm i ślady bezwzględności. Z pewnością tego aktora będę kojarzyć właśnie z tą rolą jeszcze długo.
Jestem ogólnie zarówno zachwycona, jak i zawiedziona tą adaptacją. Z pewnością dobranie innej, może odrobinę mniej znanej aktorki, do roli Belli, pozbawiłoby mnie tego uczucia niedosytu. Ładna buźka to niestety nie wszystko. Mimo to polecam wybrać się do kina i obejrzeć Piękną i Bestię. Choćby przez wizualną część zdecydowanie warto. I oczywiście piosenki.

Bridget Jones 3 – czyli zabrałam chłopaka do kina

Bridget Jones 3 – czyli zabrałam chłopaka do kina

Bridget Jones jest postacią, która wywołuje we mnie naprawdę różne uczucia. Przede wszystkim jest jednak kobietą całkiem nieidealną, marzącą o tym, aby być szczęśliwą i zakochaną. Czyli tak, jak każda kobieta w rzeczywistości. Obok fajnej kariery i zachowania urody z młodości to właśnie szczęście jest celem. Dlatego, mimo małej niechęci do hollywoodzkich romansów, wybrałam się na seans.

Bridget Jones 3

Rok produkcji: 2016

Reżyser: Sharon Maguire
Produkcja: Francja, Irlandia, USA, Wielka Brytania
Wytwórnia: Universal Pictures
Scenariusz: Helen Fielding, Dan Mazer, Emma Thompson
W rolach głównych: Renee Zellweger (Bridget Jones), Colin Firth (Mark Darcy), Patrick Dempsey (Jack Qwant), Emma Thompson (Dr Rawlings)

Bridget Jones, ta sama, którą poznaliśmy kilkanaście lat temu i pokochaliśmy jako tę, której jakoś nic nie wychodzi, ale w końcu, na samym końcu i ona ma swój happy end, powróciła. Zrzuciła kilka kilogramów, zyskała trochę lat i straciła swojego mężczyznę gdzieś po drodze. Znów sama, na kanapie w zbyt dużym swetrze, świętująca w samotności kolejne urodziny. Tym razem na jej drodze ponownie staje dwóch mężczyzn – znany wszystkim Mark Darcy i przystojny Jack Qwant. Bridget staje na początku przygody życia, jaką jest macierzyństwo, a my możemy towarzyszyć jej w pierwszym etapie – ciąży.

O Bridget Jones 3 mogę powiedzieć jedno: dawno się tak nie uśmiałam. Typowo amerykański humor z komedii dla nastolatków dawno mi się przejadł. W tym filmie natomiast uświadczyłam pełno humoru sytuacyjnego i subtelnych nawiązań do poprzednich filmów z serii. Zaskakujące puenty i kwestie głównej bohaterki przyprawione jej specyficznym podejściem do życia sprawiły, że cała sala kinowa (nie tylko ja) trzęsła się ze śmiechu. Łącznie z moich chłopakiem – nie żałował wyjścia do kina.

Nowy mężczyzna w życiu Bridget okazał się szarmanckim i dowcipnym. Prawdziwy wybawca w trudnych chwilach, romantyczny i przynoszący kobiecie ogromny bukiet kwiatów. Czy jednak to wystarczyło, żeby podbić serce niepoprawnej romantyczki?

Na drugim biegunie pan Darcy – poważny adwokat, przechodzący przez rozwód. Mężczyzna, o którym Bridget nie potrafi zapomnieć. Mężczyzna, który kilkanaście lat wcześniej podbił serce niepoprawnej romantyczki swoim uśmiechem. Ale czy po tylu latach udało się odbudować dawne relacje?

Zakończenie przewidywalne, ale czego innego można spodziewać się po Bridget? Moim zdaniem film ten był najlepszy z całej serii – myślę, że to duża zasługa reżyserki (również pierwszej części). A Renee Zellweger powróciła na duże ekrany w pełnej krasie. Mam nadzieję, że dane nam będzie zobaczyć jej trochę więcej w najbliższym czasie.

Film o Bridget Jones nie mógłby obyć się bez choćby odrobiny Daniela Cleavera (Hugh Grant). Dlatego na początku i na końcu filmu pojawia się małe cameo. Nie będę zdradzać w jakiej sytuacji, aby nie spoilerować. Sama nieźle się zdziwiłam i nie chciałabym odbierać nikomu zaskoczenia.


Wybieracie się na Bridget Jones 3? A może zdążyliście się sami przekonać, czy ten film to wasza bajka? Jak wrażenia?

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa