Narracja w czasie teraźniejszym

Lubię historie. Lubię je poznawać. Lubię się w nich zanurzać. Lubię wrażenie immersyjności. Wiem, że nie każdy zgodzi się ze mną, ale narracja w czasie teraźniejszym psuje mi cały odbiór książki. Nieważne, jak dobra jest fabuła i jak głęboko wykreowani są bohaterowie.

Narracja w czasie teraźniejszym

Kwestia przyzwyczajenia?

Nie lubię narracji w czasie teraźniejszym. Opowiadanie historii w czasie przeszłym jest moim zdaniem bardziej naturalną formą. Jestem przekonana, że od dzieciństwa lubię właśnie takie historie. Coś, co się wydarzyło, a poznaję wydarzenia po fakcie. Nie coś, co dzieje się teraz.

W związku z tym, że opowiadanie historii jest bardziej naturalne z zastosowaniem narracji w czasie przeszłym, bardzo długo była to domyślna forma pisania historii. Praktycznie każda proza fabularna, którą kojarzę, a która wyszła przed obecnym stuleciem, napisana została w ten sposób. Być może więc moje preferencje wynikają z przyzwyczajenia. Problem w tym, że nie mam się, jak przekonać, bo czas teraźniejszy działa na mnie jak proca – odstrzeliwuje mnie daleko od siebie. A nie chcę czytać książek, które nie sprawiają mi żadnej przyjemności i już. Chyba, że zadeklarowałam wydawnictwu i nie sprawdziłam wcześniej, w jakim czasie narrator opowiada historię. Ale to już moja wina.

Dziwne wrażenie

Podczas czytania powieści w czasie teraźniejszym zawsze czuję się osaczona przez historię. Po pierwsze dzieje się ona teraz, niby tuż obok, ale nadal nie potrafię wywołać wrażenia immersyjności. Po drugie, najczęściej wiąże się z narratorem pierwszoosobowym, więc mam wrażenie, jakbym była niewidzialna, a narrator zatrzymywał czas, żeby zdradzić mi szczegóły tego, co dzieje się dookoła. A ja nie chcę być częścią historii. Chcę być jej odbiorcą.

Narracja w czasie teraźniejszym

 

Podczas czytania powieści z narracją w czasie teraźniejszym zawsze mam wrażenie, że fabuła jest chaotyczna, coś mi z nią nie gra. I chyba wymyśliłam, co jest tego problemem. Ten rodzaj narracji nasuwa bardzo mocne skojarzenia z grami RPG, w które wprawdzie sama nigdy nie grałam, ale był czas, kiedy zainteresowałam się nimi trochę poważniej i zrobiłam mały research. Nie kojarzy mi się z dobrze skonstruowaną fabułą, a raczej historią wymyślaną w biegu.

Wyjątkowa sytuacja

Nie uważam, że należy w pełni demonizować narrację w czasie teraźniejszym. Po prostu jako główna forma narracji jest męcząca i trudna w okiełznaniu. W rękach amatora zamieni się w narracyjnego potworka. Bardziej doświadczony pisarz być może będzie w stanie coś z niej wyciągnąć.

Jest jeden przypadek, w którym narracja w czasie teraźniejszym staje się doskonałym narzędziem. W połączeniu z formą pierwszoosobową pozwala ukryć płeć narratora.

Narracja pierwszoosobowa w czasie przeszłym: “Wstałem z krzesła i podszedłem do okna.”

Narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym: “Wstaję z krzesła i podchodzę do okna.”

Spotkałam się kilkakrotnie z taką narracją w thrillerach, które ujawniały punkt widzenia “złoczyńcy”, nie chcąc czytelnikowi ułatwić rozszyfrowania intrygi na zbyt wczesnym etapie. Z tego, co na szybko kojarzę, to spotkałam się z taką narracją w jednej z książek Lisy Jackson. Z oczywistych względów nie zdradzę, w której. Tam jednak jedynie fragmenty opowiadane z punktu widzenia “złoczyńcy” zostały pokazane w ten sposób. Reszta książki przyjęła narrację trzecioosobową w czasie przeszłym, a narracja w czasie teraźniejszym była jedynie narzędziem.

Narracja jako narzędzie

Myślę, że każda forma narracji może być narzędziem, służącym do pokazania czegoś, wywołania emocji, zmanipulowania czytelnika do takiego, a nie innego podjęcia tropu. Pisarze, szczególnie debiutanci, powinni nieco większą uwagę przykładać do wyboru rodzaju narracji. Niestety, często trochę bezmyślnie podążają za aktualnymi trendami, nie zawsze będąc na nie gotowi.


Jakie jest twoje podejście do narracji w czasie teraźniejszym?

A może nie zwracasz uwagi na formę narracji?

Podziel się w komentarzu

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail