Topieliska Ewa przydryga wydawnictwo muza recenzja

Po Topieliska sięgnęłam tak szybko, jak tylko się dało. Moją uwagę zwróciłam szeroko zakrojona akcja marketingowa. W pewnym momencie bałam się, że Topieliska wyskoczą mi z lodówki! Ale ponadto książka zachęciła mnie też klimatyczną okładką i opisem fabuły (którego nie doczytałam do końca, bo chyba za dużo zdradzał).

Topieliska – Ewa Przydryga

Fabuła

Polę budzi telefon z przychodni. Jej mąż z synkiem nie pojawili się na umówionej wizycie u lekarza. Wkrótce okazuje się, że w drodze do lekarza mieli wypadek samochodowy. Ciało męża Poli znaleziono po kilku dniach, ale synek przepadł bez śladu. W kobiecie budzą się wspomnienia i smutek zmieszany z niepewnością o losy synka. Pojawiają się pytania. Czy wypadek na pewno był wypadkiem? Czy ktoś trzeci maczał w tym palce? Dlaczego spotkało to właśnie rodzinę Poli? I co ukrywał mąż?

O książce

Topieliska to thriller psychologiczny. Historia została opowiedziana w pierwszej osobie, z perspektywy Poli. Choć wolę narrację trzecioosobową, w thrillerach pierwszoosobowa spełnia się lepiej. Choćby ze względu na możliwość przekazania czytelnikowi emocji bohaterów. Tutaj autorka bardzo sprawnie manewrowała myślami Poli, pozwalając stopniowo wątpić w szczerość zmarłego męża. Naprawdę się wczułam!

Topieliska ewa przydryga wydawnictwo muza recenzja

Powieść jest spójna i dobrze napisana. Przy okazji trzyma w napięciu, serwując kawałki układanki co kilkanaście stron. Jednak ostatni, najważniejszy, plot twist nie zaskoczył mnie. Pewnie dlatego, że czytałam niedawno książkę z podobnym motywem, więc byłam wyczulona na takie wskazówki. Niemniej jednak jest to zakończenie mocne i robi wrażenie, szczególnie kiedy nie jest się na nie przygotowanym.

Topieliska dotykają bardzo wielu wrażliwych i drażliwych tematów, szczególnie związanych z dziećmi i macierzyństwem. To zdecydowanie książka, która poruszy empatycznych czytelników. Więc nadaje się zarówno dla wrażliwców, jak i dla osób, które po prostu lubują się w łagodnych thrillerach.

O marketingu

Co do marketingu, to zadziałał jak należy, bo sięgnęłam po książkę. Ale moje oczekiwania wobec tej książki były tak duże, że kilka dni wstrzymywałam się z rozpoczęciem lektury po premierze. W końcu nikt nie lubi zawodu. I jeśli mam być szczera, to książka spełniła moje oczekiwania tak już na granicy. Ale to niestety magia marketingu… Zaostrza nasz apetyt, ale też zwiększa oczekiwania.

Polecam nie czytać całego opisu z tyłu okładki. Zdradza tyle z fabuły, że połowę książki czyta się jakby drugi raz. Cieszę się, że zakończyłam lekturę opisu mniej więcej w połowie i zostawiłam sobie przyjemność poznawania nieznanego.


Czytałeś Topieliska? Zamierzasz?

Jaka książka twoim zdaniem dostała zbyt dużą dawkę marketingu?

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail