Zbrodnia nad urwiskiem, czyli śląski kryminał w Irlandii

Zbrodnia nad urwiskiem, czyli śląski kryminał w Irlandii

Kiedy czytałam pierwszy tom przygód Gucia i Szymona Solańskiego spod pióra Marty Matyszczak, nie byłam zadowolona z humoru, jaki wypływał z książki. Zmęczył mnie też nadmiar psich nawiązań. Stwierdziłam jednak, że takie lekkie kryminały są idealne na lato i sięgnęłam po drugi tom – Zbrodnia nad urwiskiem. A nuż kontynuacja pozbędzie się zbędnego balastu.

Zbrodnia nad urwiskiem – Marta Matyszczak

Fabuła

Szymon Solański zostaje wezwany przez pewnego ekscentrycznego starszego pana. Jego wnuczka, Kasia wyjechała jakiś czas wcześniej do Irlandii i od kilku dni nie ma z nią kontaktu. Martwiąc się o nią, wysyła Solańskiego na irlandzką wyspę Inishmore w celu znalezienia jej i sprawdzenia, czy wszystko z nią w porządku.

Po dość burzliwym (dosłownie) dotarciu na miejsce i pierwszych starciach z lokalnymi mieszkańcami Szymon znajduje Kasię, ale bynajmniej nie w stanie, w jakim miał nadzieję jej dziadek.

Porównanie do pierwszego tomu

W porównaniu z pierwszym tomem muszę przyznać od razu, że zarówno klimat, jak i styl Zbrodni nad urwiskiem w moim odczuciu poprawiły się. Przede wszystkim autorka zrezygnowała z ciągłego powtarzania psich nawiązań, co w Tajemniczej śmierci Marianny Biel wydawało mi się szukaniem na siłę. Sam humor jest w drugim tomie jakby trochę mniej obecny, choć nadal to tu, to tam znalazło się miejsce na rozluźnienie sytuacji. I to nawet w dobrych proporcjach do całości powieści.

Podobnie jak w poprzedniej książce bohaterowie poboczni obdarzeni zostali zestawem cech, który sprawia, że każdy jest inny, na swój sposób ekscentryczny. I to jest chyba ten element, który najbardziej irytuje mnie w humorystycznych kryminałach. Postaci są jakby oderwane od rzeczywistości i niemożliwe do polubienia. Przynajmniej w moim odczuciu.

Rozumiem groteskę, która czasem trafia w mój czuły punkt i bawi mnie, po czym zmusza do głębokiego zastanowienia. Zbrodni nad urwiskiem daleko do groteski, daleko też do realizmu.

To jednak z założenia lekki kryminał…

i tak właśnie postanowiłam go potraktować. Wybaczyłam więc specyfikę postaci, przełączyłam się na tolerancję humoru i po takim przymknięciu oka Zbrodnia nad urwiskiem okazała się naprawdę dobrym kryminałem. Wiem, że brzmię dzisiaj jak grumpy cat, za co przepraszam autorkę serii Kryminał pod psem, bo wcale nie chcę nie lubić jej książek. Słowo daję. Gdybym chciała ich nie lubić, nie sięgnęłabym po drugi tom. Po prostu mimo najlepszych chęci z mojej strony wciąż zgrzyta na linii lekki kryminał – ja.

Wracając do przedmiotu recenzji… Wydaje mi się, że trafiłam na jeden z tych nielicznych momentów w roku, kiedy książka o takiej fabule i takim klimacie jest wprost optymalna. Akcja toczy się na odizolowanej Zatoką Galway wysepce, która dodatkowo otoczona jest sztormem, co nie dość, że dodatkowo fizycznie izoluje jej mieszkańców, to jeszcze powoduje utrudnienia komunikację ze stałym lądem przez brak zasięgu. Jednak przede wszystkim nieustający deszcz wręcz oblepia klimat miejsca i czuje się w powietrzu nienaturalną wilgoć.

Dlaczego więc uważam, że sięgnęłam po tę książkę w idealnym momencie?

Zbrodnia nad urwiskiem - Marta Matyszczak

Ostatnio niemal codziennie padało i mogłam niemal na własnej skórze odczuć to, co bohaterowie. Może tylko w nieco wyższej temperaturze. Jesień to kolejny dobry moment na tę powieść.

… ale kryminał mimo wszystko

Jednym z zarzutów do poprzedniego tomu był dość nienaturalny początek śledztwa Szymona Solańskiego. Jego motywacją było przeczucie, które musiało nie pozwalać mu spać, żeby tak długo szukał śladów bez nadziei, że finansowo całe śledztwo mu się zwróci.

Tutaj zarówno początek, rozwinięcie jak i zakończenie są spójne, logiczne i choć rodzą pewne pytania, pozostają kryminałem, który broni się w swoim gatunku. A chyba to liczy się najbardziej.

Podsumowując – Zbrodnia nad urwiskiem

Ogólnie rzecz biorąc lektura Zbrodni nad urwiskiem przyniosła mi więcej dobrego niż złego. Wątek, który interesował mnie najbardziej, czyli śledztwo, był spójny i ciekawy, szczególnie w połączeniu z wieloletnią korespondencją między dziadkiem zaginionej Kasi i jego bratem. Na pozostałe elementy mogę przymknąć oko.

Książka ta z pewnością spodoba się miłośnikom lekkich i humorystycznych kryminałów, do których ja niestety nie należę. Choć przyznam, że z rzadka lubię sięgać po takie książki, kiedy akurat najdzie mnie na nie ochota. W planach mam przeczytanie także kolejnych tomów serii Kryminał pod psem Marty Matyszczak, więc stay tuned!


Jakie jest twoje podejście do lekkich kryminałów?

Czytałeś Zbrodnię nad urwiskiem? A pozostałe tomy serii? Daj znać, co o nich myślisz!


O pierwszym tomie serii pisałam tutaj. Zapraszam!

Tajemnicza śmierć Marianny Biel - Marta Matyszczak || Zielona Małpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa