12 małp, czyli czas na koniec lub początek

12 małp, czyli czas na koniec lub początek

Ach emocje! Nie spodziewałam się takiej huśtawki uczuć po tak mało znanym serialu. Serial 12 małp skończył się w dniu moich 25. urodzin i wywołał chyba tyle samo emocji, co wchodzenie w ćwierćwiecze istnienia.

Pamiętam, jak nieświadoma czekającej mnie przygody włączałam pierwszy odcinek serialu 12 małp. Jeśli mam być szczera, to sięgnęłam po niego wyłącznie przez małpy w tytule. No i może trochę przez motyw podróży w czasie.

12 małp – sezon czwarty i ostatni

12 małp

Fabuła

 

Doktor Cassandra Railly (Amanda Schull) wraz z Jamesem Colem (Aaron Stanford) podejmują kolejne próby uratowania świata przed Armią Dwunastu Małp. Ich pomysły i możliwości powoli się kończą, ponieważ przeciwnik ma przewagę siłową i plan, którego nie chce zdradzić. Dodatkowo Cassie i James odnieśli ogromną stratę i pchani są nie tylko chęcią uratowania świata, ale też głodem zemsty. To, do czego dąży Świadek na czele Armii Dwunastu Małp zniszczy świat, jaki znamy.

Koniec

Sezon czwarty otwiera odcinek zatytułowany The end, czyli koniec. W pewnym sensie jest to koniec, a w innym początek ostatniej prostej, jaką mają do pokonania bohaterowie. Początek końca, do którego zmierzają nie tylko oni, ale także widzowie. Sam odcinek z hukiem rozpoczyna sezon. Bohaterowie wraz z niemiecką panią naukowiec Katriną Jones (Barbara Sukowa) oraz Hannah (Brooke Williams), korzystając z ostatniej deski ratunku, uciekają przed wrogami. Niewiele pozostało im czasu mimo posiadania wehikułu potrafiącego przenieść człowieka w dowolny punkt w historii i przyszłości (w pewnych granicach).

Środek

Historia przedstawiona w czwartym sezonie 12 małp okupiona jest bólem, stratą, desperacją i bezsilnością wobec potęgi wroga. Wszystkie odcinki udało się twórcom i aktorom utrzymać na równym poziomie i dograć w taki sposób, że każdy z nich się liczy i albo oddala od celu, albo do niego przybliża. To rzadkość w czasach, kiedy seriale wyrastają jak grzyby po deszczu i twórcy skaczą po poszczególnych produkcjach jak pszczoły z kwiatka na kwiatek.

Każdy odcinek odsłania odrobinę historii, która jest konieczna do zrozumienia wymowy finału, który nieodwołalnie pojawia się na końcu sezonu.

Początek

Ostatni odcinek, a właściwie podwójny odcinek, został zatytułowany The Beginning, czyli początek. W kontekście całego serialu może sugerować on dwa z możliwych zakończeń: wygra Armia Dwunastu Małp i świat, jaki znamy przestanie istnieć, albo wygrają nasi bohaterowie i świat dostanie drugą szansę i drugi początek. Do samego końca nie wiedziałam, na którą opcję zdecydują się twórcy, ale przyznam, że z obu byłabym zadowolona. Obie strony do ostatniej sekundy i do ostatnich swoich możliwości walczyły, a stawką był świat.

Bohaterowie

Nie mogę wyjść z wrażenia, jakie wywarli na mnie bohaterowie 12 małp. Każdy z nich dostał własny zestaw cech, historię, drogę i cel, który obok uratowania świata przyświecał im w ich działaniach. Jednocześnie żaden z nich nie był jednoznaczny, miał momenty, w których nie wiedziałam, czy przeszedł na stronę przeciwnika, czy nie. Napięcie związane z samymi tylko postaciami było tak ogromne przez cały sezon, że musiałam ograniczyć picie kawy. Bo ciśnienie miałam podwyższone z emocji.

Travis Fickett oraz Terry Matalas wiedzieli od dłuższego czasu, że czwarty sezon 12 małp będzie ostatnim, dlatego też wiedzieli, że muszą poskładać do kupy resztę układanki. Domyślam się, że z całą zawiłością wątków nie było to łatwym zadaniem. A jednak udało im się to i nie dość, że wyjaśnili genezę niektórych postaci oraz luki fabularne, to nowo wprowadzone postaci wcale w tym nie wadziły. Wręcz pomogły wyjaśnić co nieco bez zbędnego komplikowania czy też upraszczania fabuły.

Zakończenie

Czas na podzielenie się emocjami, które towarzyszyły mi podczas seansów. To było niesamowite przeżycie! Dawno żaden serial nie dostał tak dopieszczonego i mocnego zakończenia. A może ja po prostu na takie seriale nie trafiam.

Do ostatniej chwili nie wiedziałam, w którą stronę przeważy się szala zwycięstwa, a to już o czymś świadczy. Emocje podczas finału sięgnęły zenitu, ponieważ twórcy zaserwowali odcinek pełen nawiązań do wcześniejszych sezonów, wykorzystali mnóstwo elementów przygotowanych na wcześniejszym etapie tworzenia serialu i przede wszystkim dali mi mnóstwo chwil, w których mogłam zaciskać kciuki dla pary, której kibicowałam.

Choć mogłabym skrócić serial o ostatnie dwie minuty, uważam, że zakończenie było niemal doskonałe. A wspomniane dwie minuty z jednej strony bym wyrzuciła, a z drugiej to w sumie było spełnienie moich mokrych snów o 12 małpach. Więc chyba to kwestia tego, czego oczekiwałam po serialu jako całości.

12 małp – emocjonujący serial sci-fi

12 małp to serial nie tylko o ratowaniu świata, ale także o ratowaniu siebie i bliskich przed wpływem innych. Antagonista w tej historii jest postacią bezkompromisową i zaślepioną swoim celem, ale jednocześnie posiada całe zastępy ludzi, którzy potrafią zaszczepić w innych ideologię przywódcy. I chyba to sprawia, że jest to antagonista tak niebezpieczny, a historia tak mocna.

A cała historia jest tak świetnie pokręcona, że rozplątywanie wątków podczas rozwoju fabuły okazuje się świetną zabawą w wyłapywanie wskazówek. Oczywiście nie da się przewidzieć wszystkiego, ale każde wyjaśnienie prędzej czy później dostaje tu swoje uzasadnienie. I to jest to, czego brakuje mi w innych serialach, które zdają się nie mieć końca, albo zostają anulowane po dwóch sezonach. Podsumowania i wyjaśnienia.

Nie ma róży bez kolców

Mam małe uwagi do ostatniego sezonu, a właściwie to jedną. Pojawia się tam pewna legenda, która powtarzana jest wielokrotnie i w pewnym momencie zaczyna działać na nerwy. Gdyby było jej o połowę mniej, byłoby optymalnie, a historia nadal zagnieździłaby się w pamięci widzów.

Serial dobry jak czekolada

12 małp jako całość to serial dobry jak gorzka czekolada. Na początku rozpuszcza się w ustach słabiej niż mleczna, ale kiedy uderzy w kubki smakowe, długo nie daje o sobie zapomnieć. A nawet jeśli nie lubisz gorzkiej czekolady, to znasz jej doskonałe zdrowotne właściwości i jesteś w stanie je docenić.

Trzeba przebrnąć przez kilka pierwszych odcinków pierwszego sezonu, żeby złapać haczyk, ale kiedy już się go złapie, ciężko się uwolnić.

Od serca dla serca polecam 12 małp. Ale mam jedną radę – jeśli będziesz chciał go obejrzeć, oglądaj go od razu w całości bez robienia długich przerw. Zawiłość fabuły niestety nie sprzyja sezonowości. Najlepiej oglądać go w równych i w miarę krótkich odstępach, żeby żaden szczegół nie uciekł.

I jeszcze coś, po obejrzeniu finału zachciało mi się cały serial obejrzeć jeszcze raz, żeby wyłapać smaczki, które mi umknęły przez prawe roczną przerwę między trzecim a czwartym sezonem. Więc niedługo ruszam od nowa.


Oglądałeś serial 12 małp? A może film o tym samym tytule? Podziel się w komentarzu wrażeniami.

A może polecasz jakiś ciekawy serial sci-fi? Coś czuję, że złapałam bakcyla.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa