Pierwszy raz w saunie, czyli wyciągnęli mnie siłą między gołych facetów

Pierwszy raz w saunie, czyli wyciągnęli mnie siłą między gołych facetów

Jestem otwarta na nowe doświadczenia. Chyba, że mogę przez nie stracić życie albo związane są z pokazywaniem mojego ciała w ilości większej niż minimalnej. Dlatego na propozycję wyjścia do sauny zareagowałam z brakiem entuzjazmu. W końcu jednak dałam się przekonać. Przeczytaj, jak wyglądał mój pierwszy raz w saunie.

Pierwszy raz w saunie

Brak doświadczenia = niewiedza

Kiedy tylko padła propozycja wyjścia na saunę z chłopakiem i jego kolegą, w moim mózgu pojawiła się blokada. Po pierwsze sauna to rozebranie się, a rozebranie się znaczy pokazanie ciała. A tu leży pies pogrzebany, bo nie lubię się pokazywać, niezależnie, czy czuję się z moim ciałem dobrze, czy źle.

Zresztą, poza rozebraniem się, nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Zawsze musi być ten pierwszy raz, ale ja lubię, kiedy już pierwszy raz jest bezbłędny. Albo przynajmniej orientuję się, co robić i jak się zachować.

Pierwsze wrażenie – przebieralnia

Sądnego dnia udaliśmy się w trójkę do wrocławskiego Aquaparku, który to 11. listopada mimo święta narodowego, oferował przyjemności (lub też nieprzyjemności) w postaci sauny. Po opłaceniu dwugodzinnej wejściówki potuptałam niechętnie w kierunku wskazanym przez kierunkowskaz. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po przekroczeniu progu saunarium, to męskie przyrodzenia.

Nastawiłam się wcześniej na to, że nie uda mi się uniknąć widoku ptaszków. Na miejscu okazało się jednak, że nie doceniłam ich ilości. Przed mną stanął las męskich pindolków. Że tak to określę. Nie wiedziałam, w którą stronę mam iść, a patrząc w sufit trudno było mi się orientować w nieznanym mi pomieszczeniu. W końcu znalazłam wolną szafkę, szybko ją zaanektowałam i zaczęłam przebierać się w strój Ewy. Jak na saunę przystało. Teoretycznie mogłam zostać w stroju kąpielowym, ale nie mam w zwyczaju używać półśrodków.

Pierwsze wrażenie – sauna

Po prysznicu w towarzystwie nagich kobiet przyszła pora na pomidora. Owinięta w dwa ręczniki (jeden na ciele, w celu ochrony intymności, drugi na głowie, w celu ochrony włosów przed przesuszeniem) udałam się z chłopakami na saunę właściwą. Poczułam się trochę jak w amerykańskim filmie, Grecji i luksusowej łazience jednocześnie. Na szczęście w strefie relaksu, z której wchodzi się do poszczególnych saun, ludzie w większości chodzili owinięci w ręczniki. Czułam się prawie swobodnie.

Na początek wybraliśmy saunę o niezbyt wysokiej temperaturze. Tak, nieco ironicznie, na rozgrzewkę. A potem korzystaliśmy po kilka do kilkunastu minut z pozostałych dobroci. Łącznie z lodowatymi prysznicami i leżakami.

Ogólne wrażenia

Zdałam sobie sprawę, że ciężko jest mi się rozluźnić. Siedzenie jedynie w ręczniku w otoczeniu praktycznie samych gołych facetów wyjątkowo mnie krępowało. Pomogła dopiero chęć wskoczenia do zimnego basenu, co zmusiło mnie do odwieszenia ręcznika i pokazania się światu jak mnie Pan Bóg stworzył. A potem to już wszystko było mi jedno.

Najbardziej przypadła mi do gustu sauna z jakimś olejkiem aromatycznym w powietrzu. W niej też niestety dość szybko poczułam potrzebę, by wyjść. Jednak wysoka temperatura w połączeniu z aromatem nie są dla mnie dobre na dłuższą metę. Najswobodniej czułam się w saunie parowej, gdzie nie widziałam dalej niż czubek własnego nosa. W związku z tym inni nie widzieli mnie, a ja nie widziałam ich przyrodzeń wyglądających śmiało spod nonszalancko rzuconych na udo ręczników.

Zalety sauny

Przez kolejny tydzień dość dokładnie obserwowałam swoje ciało. Zauważyłam, że wyraźnie poprawił się stan mojej cery. Pozbyłam się części wągrów, które ostatnio były moją wielką zmorą.

Poza tym skóra na całym moim ciele stała się niezwykle gładka. Jedynie musiałam ją dobrze nawilżyć, bo po saunie wyraźnie czułam, że niewiele brakuje mi do stania się pustynią.

W trakcie saunowania czułam się bardzo zrelaksowana. Szczególnie, kiedy już przestałam krępować się obecnością obnażonych mężczyzn.

Pierwszy raz w saunie – wnioski

Sauna to świetny sposób na spędzenie wolnego wieczoru. Porządnie się spociłam, co pozwoliło mi oczyścić się od środka i poprawić stan mojej skóry. Pierwszy raz od dawna udało mi się zrelaksować. Oglądanie seriali i czytanie książek też relaksuje, ale jednak obie te czynności wywołują emocje, które oddalają mnie od stanu pełnego rozluźnienia. Spokojna muzyka, siedzenie bez rozmawiania i pocenie się pasują do siebie doskonale.

Na pewno będę co jakiś zaglądała do sauny. W końcu, kiedy przymknie się oko na czyjąś goliznę, można zaakceptować także swoją.

Zaakceptowałam też inny rodzaj nagości. Jak wiadomo, sauna i makijaż kompletnie do siebie nie pasują. To związek bez przyszłości. Dlatego, żeby nie robić sobie dodatkowych problemów podczas przygotowań i przebierania, pojechałam na saunę bez makijażu. Tak mi się to spodobało, że w ciągu ostatniego tygodnia trzy razy wychodziłam do pracy bez makijażu, a dwa razy z minimalnych. Nie spodziewałam się, że jeszcze się takiego czegoś doczekam.

Mój pierwszy raz w saunie okazał się nie być ostatnim.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa