Stranger Things 2, czyli kolejny powrót do lat 80.

Stranger Things 2, czyli kolejny powrót do lat 80.

Kiedy w zeszłym roku jakiś miesiąc lub dwa po premierze zaczęłam oglądać Stranger Things, nie spodziewałam się, że oto właśnie wkraczam w niebezpieczne rejony lepkiego klimatu lat 80. Serial spodobał mi się na tyle, że na wiadomość o zamówieniu przez Netflixa u braci Dufferów kolejnego sezonu poczułam zawód i radość jednocześnie. Zawód, bo drugie sezony bywają gorsze od pierwszych. Radość, bo mogłam oczekiwać kontynuacji przygody.

Stranger Things – sezon 2

Praktycznie do ostatniego dnia unikałam wszelkich spoilerów, przewidywań, informacji o obsadzie, a nawet trailerów. Przyznam się jednak, że widziałam trailer drugiego sezonu przygotowany z okazji piątku 13. Na szczęście niewiele z niego wynikało, więc nie musiałam niczego żałować.

Fabuła

Akcja drugiego sezonu odgrywa się niecały rok po wydarzeniach z pierwszego. Poza tym, że (niektórzy) bohaterowie muszą radzić sobie psychicznie ze skutkami tego, co działo się przed rokiem, niewiele się zmieniło. Miasteczko Hawkins wciąż jest tym samym miasteczkiem co dawniej. A może nawet odrobinę normalniejszym, bo nie kręcą się tu już faceci w czarnych furgonetkach. Jednak pod płaszczem normalności nie wszystko jest takie, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Niejeden z poznanych wcześniej mieszkańców kryje tajemnice związane z wydarzeniami sprzed roku. Tajemnice kryje też nowe laboratorium z nową kadrą.

W drugim sezonie po raz kolejny zostałam wrzucona w świat, w którym nie wszystko do końca jest jasne. Dzieciaki wciąż namiętnie grają w planszówki, rodzice skrajnie ignorują je, lub wręcz przeciwnie są nadopiekuńczy. Szeryf nadal jest szorstkim sceptykiem. I na dodatek z jednym bohaterem zaczynają dziać się rzeczy dziwne i niepokojące. W pierwszych minutach pierwszego odcinka pokazany jest pościg na ulicach jednego z wielkich amerykańskich miast. Coś wyrwanego z kontekstu, co dopiero później okazuje się mieć sens.

Postaci

Mam wrażenie, że w drugim sezonie Stranger Things uwaga przeniosła się z Mike’a na jego przyjaciół. To ich perypetie wysuwały się na pierwszy plan, podczas gdy Mike pojawiał się gdzieś w tle wycofany i tęskniący za Jedenastką. Jeśli było to zamierzone, to brawa, ponieważ obojętność i zrezygnowanie wyrysowane na twarzy chłopaka śniły mi się po nocach. Widać ma on coś po swoim ojcu, który większość swojego czasu antenowego przespał w fotelu.

W serialu pojawiły się nowe postaci. Jedną z nich jest Bob, chłopak mamy Willa. To bardzo zdolny, niezwykle empatyczny człowiek, który nie powiedział ani jednego złego słowa przez cały sezon. Dusza człowiek. Lubię takich ludzi w życiu, ale nie znoszę na ekranie.

Do Hawkins przeprowadzili się Max i Billy, rodzeństwo o bardzo agresywnych stosunkach. Max, buntowniczka na desce, wpadła w oko Lucasowi i Dustinowi, którzy to zabiegają o jej względy na swój nerdowski sposób. Przez to dziewczyna zostaje wciągnięta w niedające się wyjaśnić wydarzenia. A ponadto próbuje poradzić sobie z brutalnym przyrodnim bratem. Billy to chłopak w wieku Nancy, Jonathana i Steve’a. Ależ aktor go grający ma urodę! Coś jakby skrzyżowanie Zacka Efrona z jakimkolwiek rockmanem lat 80. Doskonale zagrał skrajnego dupka i rasowego podrywacza w jednym.

Zostałam kompletnie zaskoczona przez Steve’a, będącego w pierwszym sezonie typem antybohatera. W drugim sezonie pokazuje całkiem inną twarz stając się wsparciem dla Nancy i świetną nianią!

Nancy natomiast skupia swoją uwagę przede wszystkim na szukaniu sprawiedliwości dla swoje przyjaciółki, która niestety zginęła po drugiej stronie. Jednocześnie jest rozerwana między prawdą i rzeczywistością.

Klimat

Jak i w poprzednim sezonie, tu dało się odczuć swoistą nostalgię skierowaną do lat 80., których to nie mam prawa pamiętać, bo urodziłam się już w 90. Klimat w Stranger Things niezawodnie budują stylizacje aktorów, świetnie dobrana muzyka (należąca przy okazji do mojej ulubionej) i scenografia. Ach, jak chętnie przeniosłabym się w ten świat, łącznie z niebezpieczeństwami i brakiem dzisiejszych udogodnień.

Od ponad roku unikam binge-watchingu, czyli oglądania wielu odcinków serialu po kolei bez przerwy. W przypadku Stranger Things trudno było mi się powstrzymać, tym bardziej, że wartka akcja i krótkie widełki czasowe wręcz zmuszają do takiego obejrzenia. Dałam jednak rady oglądać maksymalnie trzy odcinki dziennie, więc ostatecznie nie miałam wyrzutów sumienia.

Nie jest to serial bez wad

Oczywiście serial nie pozostał bez wad. Pojawia się tu na przykład motyw dziwnych wizji, które mają jakieś przełożenie na rzeczywistość. Jednak skala tych wizji (co staje się jasne w trakcie oglądania serialu) nie wynosi 1:1, ale zmienia się w zależności od punktu. I jakimś sposobem bohaterowi, który nie wie, co się tak naprawdę dzieje, udaje się bez żadnego problemu rozwiązać zagadkę i znaleźć szukany cel na podstawie wizji co do kilku metrów. Zresztą sam motyw wizji i połapania się bohaterów, którzy próbują zrozumieć bohatera z wizjami, jest kompletnym przerostem formy nad treścią. Coś w stylu lampek na ścianie z poprzedniego sezonu, ale tam miało to sens. Tu tego gruntownego sensu niestety zabrakło.

Coś, co także mogę uznać za wadę, to zachowanie Mike’a, Dustina, Lucasa i trochę Willa. W poprzednim sezonie dało się wyczuć w nich dzieciństwo i tę specyficzną niedojrzałość poprzedzającą okres dojrzewania. Teraz jednak zatracili większość swojego prywatnego życia i niemal w pełni skupili się na próbie rozwikłania problemu i uratowania świata. Zabrakło mi tu elementów dzieciństwa. Poza zbieraniem słodyczy na Halloween nie znalazło się tu nic takiego. Jedyne wytłumaczenie, jakie mam, to fakt, że wydarzenia drugiego sezonu toczą się w zaledwie kilka dni. Dlatego też intensywność problemów mogła zabrać całą ich uwagę.

Taką mikroskopijną wadą były także włosy Willa. Nieważne co się z nim działo, jeśli jego włosy były akurat suche, zawsze układały się idealnie. Proszę o namiary na stylistę.

Podsumowanie

Podsumowując, nie zawiodłam się na drugim sezonie. Trochę inne wyważenie rozwoju akcji i zmiana nacisku na przedstawienie bohaterów pozwoliły na świeży odbiór serialu. Jednocześnie drugi sezon okazał się trochę bardziej mroczny, choć z drugiej strony odniosłam też wrażenie, że samo niebezpieczeństwo czające się w tym sezonie, było mniej przerażające niż to w poprzednim. W pierwszym sezonie tajemnica mieszała się z czającym się wszędzie niebezpieczeństwem. W drugim sezonie wiele wiadomo już w połowie sezonu, przez co serial zostaje obdarty z tajemnicy.

Wady i błędy zdarzają się zawsze. A częściowo wynikają z naszych upodobań i przyzwyczajeń. Finalnie jednak jestem w stanie przymknąć oko na wszystkie niedogodności, jeśli całość wychodzi na plus.

Krótko o wrażeniach z pierwszego sezonu pisałam w podsumowaniu roku 2016.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail
  • Bardzo dużo słyszałam o tym serialu, muszę się wreszcie za niego zabrać, bo nie widziałam nawet pierwszego sezonu :/

  • Obiecałam sobie z mężem, że w końcu zaczniemy korzystać z Netflixa, ale cały czas coś stoi nam na przeszkodzie ;/

  • Ewa

    Jedyną wadą tego serialu jest to, że ma tak mało odcinków! Pierwszy sezon był bezapelacyjnie rewelacyjny, drugi zaś nieco zbyt “szeroki”. Niemniej nie mogę się doczekać kolejnej odsłony 😉

  • Jeszcze nie skończyłam oglądać tego sezonu bo niestety muszę czekać aż mój chłopak będzie miał czas bo oglądamy razem 😉 Nie wiem więc jak się skończył ale jak na razie muszę stwierdzić że ten sezon chyba podoba mi się nawet bardziej niż pierwszy 🙂 Mam wrażenie że więcej wiemy, nie jest tak jak w pierwszym sezonie że momentami człowiek nie wiedział o co chodzi. Jestem na TAK! 🙂

  • Małgorzata Hert

    Trochę słyszałam o tym serialu, ale jak zawsze brak czasu 🙁 Mam ochotę to nadrobić po tym wpisie 🙂

  • Grafy w podróży

    Do pierwszego sezonu podchodziłem trochę sceptycznie. Ale dostał u mnie bardzo wysokie noty. Piszesz, ze drugi sezon bardziej mroczny, zapowiada się ciekawie. Kończę Watahę i do dzieła.

  • Polecam 🙂 Świetna podróż sentymentalna w lata 80. 🙂

  • Ja w końcu się przemogłam 🙂 Polecam, warto!

  • Myślę, że mała ilość odcinków ma swój urok. Historia nie jest taka rozwleczona.

  • Z tego samego powodu ja też czekałam niecierpliwie tydzień na obejrzenie drugiego sezonu 😛 Mi jedynie odcinek 7 nie podszedł, reszta była świetna 🙂

  • Zatem zapraszam do oglądania 🙂

  • Ja jestem w połowie drugiego sezonu Watahy właśnie 🙂 Jakoś ostatnio mam szczęście do dobrych seriali 🙂

  • booklicity

    Skończyłam wczoraj oglądać i bardzo mi się podobało! Szkoda że to już koniec a teraz znowu tyle czekania…

  • W sumie dobrze, że ogólnie wyszło dobrze i nie jesteś zawiedziona 🙂

  • jotka

    Miło Cię widzieć i słyszeć, serialu nie znam, ale tematyka może być ciekawa. Odbiór kolejnych sezonów zalezy od wielu czynników, wypada przekonać sie samemu 🙂

  • Nie ogladam seriali o ktorych dosc glosno bo sie staly popularne weic zapewne poczekam ejszcze z dwa lata nim obejrze sezon pierwszy. Raczej obejrze bo swietnie o nim piszesz 😀

  • Słyszałam całkiem sporo pozytywnych słów na temat tego serialu, a już zachęcająca jest dla opinia,że to powrót od lat 80- tych:)

  • Nie ogladalam, ale coraz więcej pozytywnych słów słyszę i czytam o tym serialu.

  • I to jest najważniejsze 🙂

  • Często twórcy zaczynają przy kolejnych sezonach za bardzo kombinować. Tu udało się nie przesadzić 🙂

Comments are closed.

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa