Martwy sezon Aneta Jadowska recenzja SQN

W końcu na rynku książkowym ukazał się kolejny tom cyklu kryminalnego Anety Jadowskiej. Zdążyłam już zapomnieć o pierwszym – Trup na plaży i inne sekrety rodzinne. A tu niespodzianka – Martwy sezon.

Martwy sezon – Aneta Jadowska

Po kilku ciepłych i turystycznie bogatych miesiącach przyszła do Ustki jesień. Hotele, motele i pensjonaty świecą pustkami. Wiatr świszczy w okiennicach… Wielka Niedźwiedzica niestety nie ma się zbyt dobrze. Magda Garstka odkrywa, że pensjonat jest nawet w większych kłopotach niż się wydawało. A w dodatku nie ma od dłuższego czasu kontaktu z ciocią Tamarą, która pojechała w artystyczną podróż po Skandynawii.

Ponadto pojawia się podejrzenie, że w Wielkiej Niedźwiedzicy zostało popełnione morderstwo. Problem w tym, że nie ma zwłok

Po raz kolejny zostałam pozytywnie zaskoczona przez Anetę Jadowską. Po Trupie na plaży… oczekiwałam lekkiego ale nie banalnego kryminału z interesującymi postaciami. Kryminału było w książce dość niewiele. Szczerze mówiąc, w pewnym momencie czułam się zniechęcona, że jestem już w połowie książki, a jeszcze nikt nie oddał ducha. A nawet, kiedy już coś zaczęto sugerować, jakoś ten wątek zszedł na drugi plan.

Pierwszy plan zdecydowanie należał w Martwym sezonie do Tamary, która ostatecznie pojawiła się w Ustce. Magda Garstka, która w pierwszym tomie niewątpliwie grała pierwsze skrzypce, tym razem pozwoliła zalśnić artystycznej duszy kobiety, która zaczęła dojrzewać do tego, by w końcu zrobić w życiu coś dla siebie.

W książce pojawił się także Czarek, nowa postać, dawna miłość Tamary i niezwykle nomen omen czarujący mężczyzna.

Co jednak w książce spodobało mi się najbardziej? Przede wszystkim podjęte wątki. Osoby pełnosprawne nie zdają sobie sprawy z tego, jak skomplikowane jest życie osoby, która choćby tymczasowo jest ograniczona ruchowo. Ten temat stał się ważną częścią fabuły, ale na szczęście nie został potraktowany jedynie jako narzędzie narracyjne. Przedstawienie niedostosowania świata do osób niepełnosprawnych rozszerza perspektywę i pozwala spojrzeć na świat z innego punktu widzenia. Schody przestają być metaforą trudów w dążeniu do celu, a stają się realną przeszkodą.

Ponadto po raz kolejny pojawił się wątek przystani dla kobiet będących ofiarami przemocy domowej. Tym razem jednak rozszerzono ten wątek do problemów finansowych ośrodka i niemożliwości publicznego zebrania pieniędzy na rzecz ratowania Wielkiej Niedźwiedzicy.

 

Sumarycznie oceniam Martwy sezon na plus. Choć, jak już wspomniałam, oczekiwany przeze mnie wątek kryminalny, pojawił się dopiero w drugiej połowie tomu. Martwy sezon to niewątpliwie wartościowa książka, przedstawiająca ważne tematy w lekkim ale nie banalnym tonie. Dodatkowo fajnie czytało się go jesienią, kiedy pogoda za oknem zlewała się z tą opisaną w książce. Opustoszała przez turystów Ustka także ma swój niepodrabialny klimat.


Czytałeś Martwy sezon lub Trup na plaży i inne sekrety rodzinne?

Co sądzisz o poruszaniu istotnych tematów w lekkich książkach?

Podziel się w komentarzu!


Książkę przeczytałam dzięki portalowi CzytamPierwszy.pl



O poprzednim tomie przeczytasz tutaj.

Trup na plaży i inne sekrety rodzinne

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail