Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego, czyli co poszło nie tak z sezonem drugim

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego, czyli co poszło nie tak z sezonem drugim

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego to serial, którego nie da się skategoryzować do konkretnego gatunku. Tytuł sugeruje kryminał, a dla nieco bardziej wprawionych serial z elementami filozofii. Pierwszy sezon posiadał oba elementy, a do tego trochę sci-fi, groteski, romansu, psychologii. W drugim za to zabrakło po trosze wszystkiego.

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego

Fabuła

Todd (Elijah Wood) wraz z Farah (Jade Eshete) po wydarzeniach z poprzedniego sezonu uciekają przed prawem. Szukają też przyjaciół, z którymi urwał im się kontakt i nie wiadomo, gdzie przebywają. Dirk (Samuel Barnett) znajduje się w siedzibie Czarnego skrzydła (ang. The Black wing), gdzie nieudolnie próbuje się na nim przeprowadzać eksperymenty. Siostra Todda, Amanda (Hannah Marks), włóczy się po świecie kierując swoimi wizjami.

Todd z Farah trafiają do miasteczka Bergsberg, gdzie wplątują się w lokalną sprawę kryminalną. Miejscowy szeryf Sherlock (zgadnij, po kim ma imię) Hobbs (Tyler Labine) i jego wiecznie pijana lub naćpana współpracowniczka Tina (Izzie Steele) korzystają z ich pomocy. W miasteczku tym pojawia się także Bart (Fiona Dourif), kobieta będąca holistyczną zabójczynią, co oznacza mniej więcej tyle, że zabija wszystkich, których ma ochotę zabić. Do Bergsberg przybywa także Amanda, ale przez dziwne wydarzenia nie jest w stanie spotkać swojego brata.

Klimat i wątek główny

W pierwszym sezonie pojawiło się mnóstwo elementów zaliczających się do fikcji naukowej. W drugim sezonie zachowano część tych elementów w Czarnym skrzydle, ale dodano tu coś nowego. Już w pierwszym odcinku zaskoczyła mnie magia i jej wykorzystanie. Wszystko oczywiście odpowiednio absurdalne i zastanawiające. Jednakże nagromadzenie baśniowości i science fiction wcale nie wyszło serialowi na dobre.

W pierwszym sezonie nagromadzenie wątków prowadziło do zgrabnego wyjaśnienia i zakończenia. Każdy wątek miał swój początek, koniec i sens. Drugi sezon nagromadził jeszcze więcej wątków, ale już nie złożyły się one do kupy jak puzzle. Dodatkowo zderzenie dwóch rzeczywistości: naukowej i baśniowej wcale nie wypadło tak absurdalnie, jak mogło się wydawać twórcom. Wątki te zostały w dużym stopniu rozdzielone, więc nie miały nawet okazji stworzyć serialowej bomby atomowej. Jedynie jeden element łączył te dwa wątki, a jak to w serialach bywa, jeden to za mało.

Bohaterowie

W myśl tekstu piosenki First thing first zespołu Neon Trees, która przygrywała w finale pierwszego sezonu, bohaterowie dostali to, na co zasłużyli. I w drugim sezonie muszą radzić sobie z konsekwencjami. Dlatego też przechodzą więcej niż wcześniej, a ich zmiany są bardziej widoczne.

Niestety humor postaci w drugim sezonie już nie gra tak jednogłośnie. Ponieważ postaci zostały na większość sezonu rozdzielone, ich starcia charakterów pozostawiają sporo do życzenia. Nowi bohaterowie nie zgrali się dość dobrze ze starymi, a kontrasty między nimi nie działają tak dobrze, jak w założeniu.

Ogólne wrażenia

Nadal świetnie się bawiłam przy serialu, ale Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego straciła w drugim sezonie swój humor. Jeśli ktoś lubi ogromną dawkę absurdu i poplątaną fabułę z pokręconymi bohaterami, z pewnością warto dać serialowi szansę, ponieważ jest on jedną z tych bardziej wyjątkowych produkcji.

Szkoda tylko, że trzeciego sezonu nie będzie. Czuję, że mogłabym się przy nim nadal świetnie bawić.


O pierwszym sezonie serialu przeczytasz tutaj:

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently'ego

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa