Gdybym ze stresu obgryzała paznokcie, to dzisiaj nie miałabym już ani milimetra. Dzisiaj o 19 piszę drugie kolokwium z chemii fizycznej. Stres jest jak najbardziej zrozumiały, bo ostatnie kolokwium zaliczyła garstka.

W moim brzuchu rozgrywa się walka: jestem głodna! i nie! nie potrafię nic zjeść! Obawiam się, że przez to wszystko nabawię wrzodów żołądka, tak jak moja znajoma. Najgorsze jest to, że chwilowo nie mam nad swoimi emocjami żadnej kontroli. Wszystko mnie zżera i nic nie mogę z tym zrobić.

Pozytywnym elementem jest to, że mimo wszystko radzę sobie z zadaniami i mam świadomość, że w przyszłym tygodniu poprawa. Ale i tak: stres, stres, stres.

W sumie, to kilka kursów już zaliczyłam. Jeden nawet na 5,5. Zrobiłam z koleżanką prezentację o metodach łączenia metali i przyniosłam przykłady spawów i lutów. Tak to się robi! W każdym razie część mam już z głowy i mogę poświęcić ostatnie kilka chwil na perfekcyjne przepisywanie dziennika laboratoryjnego z chemii organicznej. A perfekcyjnie, to w tym przypadku idealnie, cudownie, wspaniale, bezbłędnie. A rysunki muszą mieć odpowiednie kąty przy szlifach. Jak nie zaliczę tego kursu z tego powodu, to urwę sobie głowę i postawię na kijku przed blokiem.

Wracam do swoich zajęć.

 

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail