Spokój. Wewnętrzny, mentalny spokój… Dzisiaj czuję się tak trochę, jakby ktoś przyczepił do mnie pełno balonów wypełnionych helem. Jakby mi ktoś doczepił sprawne skrzydła. Nic, tylko lecieć. Gdyby nie mróz.

Otóż rano zerknęłam na stronie mojego wydziału, czy przypadkiem nie ma już wyników z piątkowego kolokwium. Były. W tym momencie poczułam się jakby ktoś dmuchnął mi w twarz po zjedzeniu czosnku. Kliknęłam w dokument i moim oczom ukazała się lista moich współstudentów oznaczonych numerami indeksu. W pierwszej grupie – słabo, w drugiej – zaliczyło kilka osób, w trzeciej (mojej)… jedna osoba – ja! W kolejnych grupach były pustki.

Od tego momentu jestem lekka jak piórko i zadowolona. Chemia fizyczna – zaliczona i z głowy! Jestem jedną z tych nielicznych osób, które nauczyły się na tyle, żeby mieć z ćwiczeń 80 % punktów i dostać minimum 4.0. Podstawy chemii fizycznej są blokiem kursów, więc trzeba zaliczyć i ćwiczenia i wykład. Z tym, że wykładowca poszedł nam na rękę i jeśli ktoś ma przynajmniej 5 obecności na wykładzie i 4.0 z ćwiczeń, jest zwolniony z egzaminu.

Ale jakiego egzaminu! Egzaminu, który obrósł legendami na moim wydziale. Otóż, pytania są dosyć łatwe i raczej wydawać by się mogło, że każdy powinien napisać to na te 50%. Jednak doktor koniecznie chce, żebyśmy uczyli się z jednej konkretnej książki. Inne, równie dobre, a nawet lepsze nie wchodzą w grę. Wiele nasłuchałam się od studentów, którzy po raz trzeci próbują zaliczyć ten kurs. Otóż trzeba dosłownie cytować autora tej książki. Oznaczenia również trzeba stosować takie, jak autor. Wystarczy, że zapomni się o jednym słowie, czy elemencie i dostaje się 0 punktów za zadanie. A zadań jest 4, każde wysoko punktowane i rozbudowane. I dlatego właśnie się cieszę, że udało mi się zaliczyć ćwiczenia na te 80 %.

Kilka dni wcześniej mój kolega powiedział mi, że jeśli chodzi o chemię fizyczną, to on może powiedzieć tylko jedno:

Veni, vidi, fugi

czyli “przybyłem, zobaczyłem, uciekłem”. Dla mnie będzie to akurat “Veni, vidi, vici”.

Choć zazwyczaj mogę powiedzieć “Veni, vidi, risi”, czyli “przybyłam, zobaczyłam, zaśmiałam się”. A co Wy możecie powiedzieć w ten sposób o sobie?

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail