Słowem wstępu: opowiadane powstało jakiś rok temu, napisałam je aby wzbogacić zbiór creepypast na forum paranormalne.pl. Wykorzystałam w nim motyw godzin, które często obserwuje się na zegarach – 11.11, 12.12 itd. Ciekawostką jest to, że prawie w całości napisałam je w pociągu, jeżdżąc do szkoły. W domu tylko dopracowałam tuż przed opublikowaniem. Moim zdaniem wyszło mi nie najgorzej, ale oceńcie sami!

GODZINY
Ten dzień zaczął się zwyczajnie. Wydawać by się mogło, że nie stanie się nic nadzwyczajnego, wszystko będzie dokładnie tak jak zawsze, jak co dzień.
Był to kolejny zimowy poranek. Mróz na dworze i zaśnieżona okolica sprawiały wprawdzie wrażenie ulotności i dawały mi poczucie, że święta zbliżają się dużymi krokami, ale tego dnia ten krajobraz przejmował mnie obawą. Wstałam z łóżka niechętnie, bo jak zawsze miałam wrażenie, że leżenie cały dzień pod ciepłą pierzynką jest o wiele lepsze, niż siedzenie z chłodnych klasach. Zjadłam śniadanie, wzięłam swoją torbę i wolnym, niechętnym krokiem poszłam na autobus. Na przystanku stała moja koleżanka i rozmawiała przez telefon podniesionym głosem. Kiedy skończyła, przywitała mnie.
– Posłuchaj, wioska jest zasypana. W nocy wiał wiatr i wszędzie porobiły się zaspy – powiedziała.
– Czyli nici ze szkoły? – ucieszyłam się.
-Tak.
Wróciłam więc do domu. Zaparzyłam gorącą herbatę i zaczęłam pisać z nieznajomymi na czacie. Na początku błąkałam się trochę po pokojach. Na szczęście nie byłam jedyną osobą tego ranka, która została w domu, więc nie było problemu ze znalezieniem ciekawych osób. Zainteresowała mnie osoba o nicku Nie_zabijaj_mnie. Zaintrygowała mnie ta nazwa. Zaprosiłam więc tę osobę do wspólnej rozmowy w prywatnym pokoju.
Grinmonki: cześć
Nie_zabijaj_mnie: Witaj.
G: jak ci na imie?
NZM: Czy moje imię nie może pozostać tajemnicą?
G: jasne, czemu nie
G: jesteś kobietą czy mezczyzną?
NZM: Mężczyzną.
G: fajnie panie tajemniczy
G: ile masz lat?
NZM: Czy wiek ma znaczenie?
G: ma
NZM: 25.
G: jestem ania, mam 18 lat
Skłamałam oczywiście.
NZM: Nieprawda.
G: skad niby możesz to wiedzieć?
NZM: Wiem nie jedno.
G: ORLY?
NZM: Oczywiście.
G: czy mam się bac?
NZM: Tak.
G: czego?
NZM: Znikającego czasu.
Nie_zabijaj_mnie wyłączył okno rozmowy.
Uśmiechnęłam się do siebie, mimo że właściwie nie było mi do śmiechu. Wmówiłam sobie, że człowiek, z którym pisałam, to nastolatek, który pewnie się nudził i próbował wystraszyć ludzi. Wciąż towarzyszyło mi jednak lekkie uczucie grozy. Przeczuwałam, że coś strasznego może się stać. Coś, czego nie zapomnę do końca życia.
Odłożyłam laptopa i spojrzałam na zegarek. Była 10.10, cóż za niespodzianka. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonków, takich jakie słychać czasami w świątecznych piosenkach. Na początku przypominał szum. Nieokreślony, daleki. Wstałam i rozejrzałam się. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że jakieś dzieciaki „napisały” coś na śniegu. Jakieś litery nie mające sensu. Zirytowałam się i poszłam zrobić sobie kanapkę.
Kiedy smarowałam chleb masłem, odruchowo spojrzałam na zegarek. Była 11.11.
– Niemożliwe! – krzyknęłam. Minęło najwyżej dziesięć minut, a zegar pokazywał, że już ponad godzina. Zmarszczyłam brwi. Jednak od razu się zreflektowałam i pomyślałam, że nie chcę przecież mieć zmarszczek jako dwudziestokilkulatka. „Przecież zegar może być przestawiony” – uspokoiłam się.
Wróciłam do pokoju i ponownie włączyłam czat. Niestety Nie_zabijaj_mnie nie pojawił się. Włączyłam więc telewizor, usiadłam sobie wygodnie w fotelu i… Znów coś mi nie pasowało. Program, który był właśnie nadawany, powinien lecieć dopiero za dwie godziny. Przełączałam kanały, ale na każdym było dokładnie tak samo. Miałam dziwne wrażenie, że z czasem jest coś nie tak. Sięgnęłam po telefon, aby się przekonać, czy mam rację. Była 12.12.
Nie do końca wiem, co stało się później. Straciłam przytomność? Zapomniałam? Doprawdy, nie mam pojęcia. Musiało się jednak stać coś strasznego, ponieważ wszystkie zegary w domu były zniszczone. Nawet telewizor i komputer… Miałam mętlik w głowie. Wstrząsnął mną dreszcz, kiedy zauważyłam mój „rozczłonkowany” telefon w śniegu. Drżałam na całym ciele. Serce biło jak oszalałe. Próbowałam się uspokoić, liczyć do dziesięciu, później do dwudziestu, a nawet stu… Nic mi nie pomogło.
Otworzyłam na oścież okno w moim pokoju, aby mroźne powietrze pozwoliło mi na chwilę odetchnąć od minionych zdarzeń. Kątem oka zauważyłam wieżę kościelną. Prędko zamknęłam oczy. Naprawdę nie chciałam tego widzieć. Wiedziałam, że na wieży jest ogromny zegar i bardzo dokładnie widać, która jest godzina.
Bałam się! Tak potwornie bałam się spojrzeć na kościół… Bałam się, że zostanie mi odebrana kolejna godzina życia.
Z drugiej strony kusiło mnie! Och! Tak niesamowicie kusiło, aby spojrzeć. Tylko jedno krótkie, przelotne spojrzenie… Ułamek sekundy. Aby udowodnić samej sobie, że to jakiś głupi żart. Jakiś dziwny zbieg okoliczności.
Tak walczyły dwie strony przeciw sobie. Dwie części mojej skomplikowanej osobowości. Gdy teraz o tym myślę, nie wiem, czy miałam wpływ na decyzję…
Otworzyłam oczy. Patrzyłam na podłogę. Nagle ogarnęło mnie poczucie absolutnej uległości… W mojej głowie grała kocia muzyka, brzmiąca jak molestowanie strun głosowych. Grała coraz głośniej. Mimo że nie chciałam, zaczęłam kołysać się w rytm muzyki… Ale czy ona miała w ogóle rytm? Kołysałam się tak stojąc na mrozie, w cienkim tylko sweterku i nie myślałam. Nie pamiętam, aby w mojej głowie powstało przynajmniej jedno składne zdanie. Wciąż grała ta okropna muzyka. Doszły dźwięki rozstrojonych skrzypiec. Po chwili takiego wegetowania odzyskałam władzę nad swoim umysłem.
Zmusiłam swoje nogi, aby zeszły do kuchni, swoje ręce, aby wzięły ostry nóż i swoją głowę, aby odchyliła się do tyłu. Ręka z nożem powoli zbliżała się do odsłoniętej szyi. Poczułam zimno metalowego ostrza… Nie!
Skupiłam wszystkie myśli i walczyłam teraz nie z myślami, lecz z moim ciałem. Nierówna walka. Na szczęście udało mi się puścić nóż.
Usiadłam na krześle i próbowałam zebrać myśli. „Po pierwsze: Był ten facet. Nie_zabijaj_mnie. Po drugie: wszystkie zegary wariują. Po trzecie: chyba oszalałam.” Zerknęłam na nóż i odłożyłam go na miejsce. Nagle o czymś sobie przypomniałam. W domu są przecież moi rodzice. Dlaczego jest więc tak cicho? Czemu nikt nie zwraca na mnie uwagi? Jakbym nie istniała.
Pobiegłam do mojego pokoju i spojrzałam przez okno na mój telefon. W tym momencie po raz kolejny zauważyłam napis w śniegu. „dellik eb lliw uoy ro em llik ton do”. Przepisałam litery na kartkę i próbowałam swoich sił. Naprawdę chciałam zrozumieć o co chodzi. Niestety nie mogłam skorzystać z Internetu, ponieważ komputer został wcześniej zdemolowany… Wtedy wpadłam na pomysł, aby iść do koleżanki i u niej poszukać odpowiedzi. Wtedy znów coś mnie tknęło. Gdzie są moi rodzice?
Ubrałam się ciepło i wyszłam z domu.
Zapukałam do drzwi mojej koleżanki. Pukałam tak kilka minut, ale nikt nie otwierał. Zerknęłam za siebie. Na zegar kościelny… 13.13. Ktoś otworzył drzwi. Nagle znalazłam się w pokoju przy komputerze. Nie miałam pojęcia, jak się tam znalazłam. Tak po prostu…
Weszłam na czat, by popisać z nieznajomymi. Nie było zbyt wiele ciekawych osób. Moją uwagę zwróciła osoba o nicku JaCieZabije. Coś mnie tknęło. To już się zdarzyło.
Grinmonki: czesc
G: popiszemy?
JCZ: Jeśli masz ochotę…
G: kim jesteś
JCZ: Nieważne kim jestem, ważne, jaką mam misję.
G: jaką?
JCZ: Powstrzymać znikający czas.
JaCieZabije wyłączył okno rozmowy.
Podeszłam do okna, by zaczerpnąć powietrza. Nagle coś mnie zastanowiło. Kto mnie wpuścił? Nie widziałam żywej duszy od samego rana. Poszłam do kuchni i wzięłam nóż. Za swoimi plecami usłyszałam szelest. Ścisnęłam drugą dłoń w pięść, aby dodać sobie odwagi i odwróciłam się. Za mną stał mężczyzna, w lewej ręce miał mój telefon, w prawej jakieś dziwne narzędzie. Popatrzyłam mu prosto w oczy i spytałam, czego ode mnie chce.
– Chcę Cię uratować. Masz – podał mi telefon. – Hasło jest kluczem.
Zerknęłam na moją komórkę i zauważyłam, że jest złożona i działa. Kiedy chciałam spytać o coś, facet zniknął.
Wyszłam na dwór z uczuciem, że jest tu zbyt pusto. Nikogo nie słyszałam. Krzyknęłam więc z całych sił: „Jeeeest tu ktoooś?!” Odpowiedziało mi puste echo. Spojrzałam na zegar. Naprawdę nie chciałam, jednak to uczucie było silniejsze ode mnie. 14.14.
Westchnęłam i ruszyłam przed siebie. Nie wiedziałam właściwie dokąd idę. Czułam, że muszę i tyle. Więc szłam. Z jakiegoś powodu nie potrafiłam obrócić głowy, aby sprawdzić, czy ktoś nie idzie za mną. Ale wiedziałam, że szedł. Towarzyszył mi już od jakiegoś czasu. Nie wiem ile to było minut, bo przestałam wierzyć w czas. Miałam wrażenie, że nie istnieję.
Usłyszałam dziwny dźwięk przypominający stuknięcie pustej plastikowej butelki o beton. Odwróciłam się a za mną stał mężczyzna ubrany w szary płaszcz. Nie potrafiłam wykrztusić z siebie ani słowa. Za to nieznajomy mówił coś w obcym mi języku. Brzmiał trochę jak japoński.
Po dłuższej chwili zamilknął i wyjął z kieszeni zabytkowy zegarek na łańcuszku. Przełknęłam ślinę, ponieważ przewidywałam najgorsze. Nie do końca wiem co działo się później. Zobaczyłam chyba jakiś odblask i usłyszałam, że ktoś mnie woła. Nie wiem kto.
Czułam ogromną ochotę, by zabić nieznajomego, ale nagle przypomniałam sobie napis w śniegu i nazwy osób, z którymi pisałam na czacie. „Do not kill me or you will be killed” tak brzmiał napis na śniegu czytany od końca. Nie zabijaj mnie, albo ty zostaniesz zabita. Powstrzymałam się więc i nadal żyję.
***
Dziś jestem strzępkiem informacji. Nie mam ciała, nie mam duszy. Myślisz, że mnie nie znasz? Ile razy na zegarze widzisz, że jest godzina 12.12, 22.22 albo podobna, to wiedz, że to jestem ja. To moje ostrzeżenie. Ostatnie z moich wspomnień należą teraz do ciebie. Za każdym razem stajesz się odrobinę mną i z pewnością przyjdzie czas, że to do ciebie napisze użytkownik Nie_Zabijaj_Mnie. Zabij. To, czym się stałam jest znacznie gorsze od śmierci.
***
Nie cofniesz czasu
Choć stracić go możesz
Nie zmienisz świata
Choć bardzo pragniesz
W nicości zaklęta
Istota wyklęta
Pamięta

 

@

 

Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do komentowania!

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail