Pogoda, jaką dziś mamy, sprzyja mojemu narzekaniu. A gdyby jeszcze tego było mało, muszę w tym upale zawozić ojcu i bratu wodę na pole. Parę razy pomagałam też mamie zsypać z przyczepy zboże. Lepszego sportu chyba nie ma, jak stanie na odchylonej przyczepie w takim upale, machanie łopatą i pocenie się. Wyćwiczyłam sobie nogi, poczucie równowagi i bicepsy. I chyba dobre dwa litry wypociłam w ciągu tych kilku rundek. Dodatkową zaletą takiej pomocy jest kompletnie darmowy peeling stóp, bo jak na przyczepę, to tylko na bosaka. Ma się te luksusy!

Dziś mam ochotę trochę ponarzekać, mimo że w lodówce czeka na mnie przepyszny koktajl z malin, jeżyn i moreli – a malinowe pestki to dla mnie pestka. Otóż, ściągnęłam sobie dzisiaj jakąś darmową grę, aby móc zabić jakoś resztę tego upału. Oczywiście przy okazji ściągnęłam sobie również niespodziankę w postaci pluginu do przeglądarki. Niezwykle denerwującego, samoinstalującego się i potwornego pluginu, jakim jest wyszukiwarka Delta Search. Kiedy włączyłam przeglądarkę, moim oczom zamiast google, pojawiło się właśnie to coś. Na domiar złego program WOT, który polecam, wyświetlił mi komunikat, że ta strona jest niebezpieczna. Szybko weszłam w ustawienia, zmieniłam wszystko pięknie ładnie na google i nic! Dalej pokazywało mi się Delta Search.

Poszukałam więc informacji, jak mogę to zmienić, bo nawet w zaawansowanych ustawieniach nie dało się nic zrobić i odinstalowałam wszystkie “potencjalnie niechciane dodatki” za pomocą kolejnego programu. Moja przeglądarka lśni w tym momencie czystością i jest gładziutka, jak pupcia niemowlaka.

Irytuje mnie to, że praktycznie za każdym razem, gdy ściągam jakiś program, albo grę, automatycznie (i bez mojej zgody) instalują mi się dodatki w przeglądarce i muszę na nowo zmieniać ustawienia. Wolę nie wiedzieć, ile wirusów mam na laptopie. Co jakiś czas robię dla czystego sumienia porządne skanowanie, ale to i tak nie starcza. Czasem zerkam sobie na listę zainstalowanych programów i, gdy mam wątpliwości, sprawdzam w Internecie, do czego on służy. Wyłapałam w ten sposób niemałą liczbę wirusów. Z niektórymi trudno walczyć, bo samo odinstalowanie nic nie daje i trzeba wejść głębiej. Wtedy jednak proszę brata o pomoc.

Kiedyś ściągnęłam sobie niezłego śmiecia. Był to jakiś wirus z facebooka. Napisała do mnie siostra mojego chłopaka, a ja jej odpisałam, ona podesłała mi jakiś link i bach! Miałam wirusa. Okazało się, że Magda wcale do mnie nie pisała, a robił to jakiś bot. Nie umiałam połączyć się z siecią, nie mogłam sprawdzić, jak się tego pozbyć, komputer działał jak galareta… Dopiero sformatowanie dysku mi pomogło. Jakoś udało mi się wcześniej zapisać zdjęcia i ważne rzeczy na pendrivie, więc tragedii nie było. Dostałam jednak nauczkę.

Tego rodzaju wirusy i inne niespodzianki są niezwykle denerwujące, uprzykrzają nam życie. Dlatego ważne jest regularne usuwanie tych “dodatków” i kontrolowanie tego, co ściągamy. Najlepiej ściągać z zaufanych stron i szerokim łukiem omijać te podejrzane. Czasem nawet te zaufane strony zaczynają dołączać takie Delta, czy Babylon Search. Trzeba uważać i mieć porządnego antywirusa. To jest program, w który warto włożyć parę groszy. Zazwyczaj płatne wersje częściej i porządniej aktualizują swoją bazę, co pomaga szybko wykryć i unieszkodliwić urwisa.

Internet jest dla ludzi, korzystajmy z niego z głową!

Pozdrawiam i życzę bezpiecznego surfowania!

zielonamałpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail