Wczoraj zbierałam sobie, jak to mi się ostatnio często zdarza, maliny. A wśród nich latało pełno bąków, pszczół i os. Zazwyczaj staram się uważać i łapać tylko te gałązki, na których nic nie siedzi, ale zdarza mi się to ignorować i łapać, co popadnie.

Chwyciłam więc kciukiem i palcem wskazującym jedną z gałązek a przy okazji zerknęłam, ile malin się już nazbierało. I pach! poczułam ukłucie na kciuku. Stałam tak dobre kilkanaście sekund zastanawiając się czy to ta osa, która się zerwała i odfrunęła, czy może kolec, jakich na tych krzewach wiele. Nagle rzuciłam się do biegu i potraktowałam ugryzienie octem. Miałam dużo szczęścia, bo kciuk spuchł mi tylko odrobinę i dziś nie ma po użądleniu ani śladu. Dwa tygodnie temu mój brat padł ofiarą pszczoły, a w piątek mój ojciec. Przyszła pora na mamę…

W każdym razie śmiałam się wczoraj z tego, bo gdyby kciuk spuchł mi dość znacząco, to nie umiałabym go zgiąć, a wtedy każdemu mogłabym pokazać niewymuszoną “łapkę w górę”. Trzymajcie się pozytywnie!

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail