Tytuł umyślnie napisałam z błędem.
Dzisiejszy wpis będzie o ortografii. A konkretniej o błędach ortograficznych. Zastanawia mnie bowiem, dlaczego tak wiele osób nie zadaje sobie żadnego trudu, żeby zadbać o spuściznę historyczną, jaką jest nasz język. Tak wiele słyszę o inwestowaniu w naprawę, czy remonty zniszczonych zabytków, dlaczego więc nikt nie wyremontuje polskiej ortografii?
Nie twierdzę, że jestem pod tym względem idealna, bo mnie również zdarza się napisać coś z „bykiem”. U mnie jednak wpływ na to ma głównie przeglądanie forów internetowych i (ostatnio) blogów, na których od błędów roi się niesamowicie. Oko niestety oswaja się ze źle napisanym słowem i później mam dylemat, które „U” wstawić. Może kiedyś znajdę w zeszytach jakieś perełki i podzielę się nimi z Wami.
Czytałam ostatnio o propozycji ujednolicenia ortografii – tylko u otwarte, ż tylko z kropką a h zawsze bez c. Pomyślałam wtedy, że ludzie naprawdę dążą do uproszczeń. W tym przypadku uproszczenie byłoby jednak nieporozumieniem. Nie wyobrażam sobie pisania „drzewo” jako „dżewo”, albo „pióro” jako „piuro”.
Co Wy o tym sądzicie?
Być może będzie niedługo wpis o dysmózgii, ale nic nie obiecuję.
Pozdrawiam,
zielonamalpa