Ostatni miesiąc był strasznie pracowity, od Wielkanocy każdy tydzień zawierał w sobie jakieś kolokwium, kilka wejściówek i sprawozdania. Z tego powodu bardzo cieszyłam się na dwudniowy wypad w góry podczas weekendu majowego, aby móc w końcu odpocząć i przynajmniej na chwilę nie myśleć o studiach.

Wraz z chłopakiem i jego znajomymi wybraliśmy się do Szklarskiej Poręby. Drugi raz w życiu zaspałam, za co winię siebie, bo nie mogłam się wyspać od dwóch tygodni. Miałam być o 6:30 pod akademikiem, aby zdążyć na pociąg z małym zapasem, a obudziłam się o 6:20. W piętnaście minut byłam gotowa i wybiegałam z mieszkania. Chwilę później byłam już pod akademikiem. Zdążyliśmy na tramwaj i tym samym na pociąg. Można sobie wyobrazić, że pociąg, którym jechaliśmy, był kompletnie zapełniony już we Wrocławiu. Na szczęście część ludzi wyszła na wcześniejszych przystankach, dlatego nie musieliśmy stać ponad trzy godziny. W trakcie podróży pociągiem pogoda zmieniła się ze słonecznej i przyjemnej do deszczowej i chłodnej. Ze względu na to, że nie zdążyłam rano wypić kawy i byłam niewyspana, modliłam się o kawę właśnie… Niestety musiałam zadowolić się energy drinkiem.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, padał śnieg z deszczem. Mimo to wyruszyliśmy z uśmiechami na twarzy w góry. Po godzinie deszcz przestał padać i więcej nas nie zaskakiwał. Zdobyliśmy Szrenicę i poszliśmy dalej, aż do Śnieżnych Kotłów, po czym rozdzieliliśmy się. Ja z chłopakiem wróciliśmy do Szklarskiej Poręby, zameldowaliśmy się w hotelu i poszliśmy na grzańca. Udało nam się znaleźć bardzo ładną knajpkę z górskim klimatem karczmy. W blasku świec wypiliśmy cudownie ciepłego grzańca i poszliśmy z powrotem do hotelu.

20150501_144429 2015-05-01 14.29.44

Następnego dnia chodziliśmy sobie po Szklarskiej Porębie. Zaczęliśmy od centrum, w którym aż roiło się od ludzi i stoisk z pamiątkami (zastanawiam się nad postem na ten temat). Potem poszliśmy zobaczyć Sowie Skały, które znajdują się w lesie w Szklarskiej Porębie. Na szczęście podejście było łagodne, bo po pierwszym dniu miałam zakwasy. Poszliśmy zjeść obiadek, który okazał się przepyszny (pierś z kurczaka ze szpinakiem i zapiekana z oscypkiem). Po obiedzie dało nam się jeszcze zobaczyć skałę Grzybek, która znajdowała się blisko PKP i wróciliśmy do Wrocławia.

Dawno nie miałam tak relaksującego weekendu. Polecam wszystkim wypad w góry z grupą znajomych. Wróciłam zmęczona fizycznie, ale świeża psychicznie. Taki wypoczynek był mi bardzo potrzebny.

 

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie,

Zielona Małpa

 

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail