Poczułam dziś na własnej skórze ironię losu. Postrzegam siebie jako osobę, która z życia czerpie garściami, a gdy własne dłonie to za mało, bierze do ręki łopatę i nią ładuje życie na własne wózki.

Byłam dziś rano w sklepie po bułki. Przy okazji kupiłam sobie Tymbarka. Taką małą butelkę 300 ml. Pod nakrętką znalazłam napis: Carpe Diem.

Co tak właściwie znaczy dla mnie “carpe diem”? Podobnie jak z wolnością, nie da się jednoznacznie tego określić. Dla jednego będzie to absolutne i pełne korzystanie z życia, bez zwracania uwagi na innych, na konsekwencje i  taka osoba będzie szczęśliwa. Dla innego “korzystanie” będzie ograniczone przez otoczenie albo przez siebie samego (a właściwie przez własną definicję tego słowa).

Dla mnie “łapanie dnia” to napawanie się każdą drobnostką. Jednocześnie są to moje własne działania, aby dany dzień należał do udanych. Pełne korzystanie z życia kończy się dla mnie w momencie, kiedy moje działania mają zły wpływ na mnie albo na kogoś innego. Nie wyobrażam sobie bycia szczęśliwą i umyślnego ranienia ludzi wokół mnie. To po prostu nie idzie w parze.

Kiedyś, na lekcji religii, omawialiśmy pojęcie “wolność”, które dla jednego oznaczać będzie całkowicie nieskrępowany tryb życia (nieskrępowany również przez otocznie), a dla innych życie zgodnie z własnym sumieniem. Dla mnie bardziej odpowiednia jest ta druga definicja. Nie wyobrażam sobie “róbta, co chceta” każdego dnia. Odpowiadałoby mi to najwyżej kilka dni, aż ktoś poczułby się urażony moim nadużywaniem wszystkich wolności i sama byłabym z tego powodu nieszczęśliwa.

Uczniowie często zastanawiają się, jak mają łapać dzień, kiedy tak naprawdę nie mają na to czasu. Bzdura! Zawsze chodzi wyłącznie o podejście. Ja zawsze należałam do tej grupy uczniów, która miała dobre oceny. Swego czasu byłam nawet najlepszą uczennicą w szkole. I zawsze znalazłam te kilka chwil, aby nacieszyć się dniem. Czasem były to dwie godzinki oglądania telewizji, czasem dobra książka czytana z własnej woli, a czasem coś całkiem innego. Moja koleżanka, o ocenach bardzo podobnych do moich, wolny czas poświęcała na śpiewanie w zespole i imprezowanie. Więc niech nikt mi nie mówi, że nie ma wolnego czasu.

CZAS JAKO POLE

Jeżeli nie wiesz, skąd wziąć tę godzinkę, wyobraź sobie czas jako pola uprawne. Jeśli dobrze zagospodarujesz każdy ar, zadbasz o dobre plony, teoretycznie będziesz potrzebował mniejszą powierzchnię pod zasiew. A im mniejsza ta powierzchnia, tym więcej możesz pozostawić ugorem. Nieobsiane części będą wtedy czasem wolnym. Jeśli zastanowić się głębiej, to głupio tak zostawiać pustą ziemię. I tutaj w grę wchodzą zainteresowania i hobby. W moim przypadku byłyby to książki, fizyka i wiele wiele innych rzeczy.

Mam może troszkę dziwny tok myślenia, ale mi to nie przeszkadza.

JAK UPRAWIAĆ CZAS

Co w takim razie zrobić, aby uzyskać lepsze plony z pól? Trzeba o nie zadbać. Przede wszystkim zabezpieczyć je przed szkodnikami – głównie lenistwem. Następnie trzeba zadbać o dobry nawóz – myślę, że chęć nauki i zdrowe odżywianie się całkiem wystarczą jak na początek. Później można zawsze dorzucić trochę dobrego snu i mobilizacji. Najważniejsza jest regularność nawożenia i oprysków – inaczej nasze starania mogą pójść na marne.

ŻNIWA

Przejdźmy do najważniejszej części – żniw. Podczas żniw najważniejszą rzeczą jest nie zapomnieć o nich i wziąć w nich udział. Jeżeli poświęciłeś czas na uprawianie pól, nie powinieneś mieć żadnych problemów. Przede wszystkich zachowaj spokojną głowę. Staraj się nie stresować. Wiem, że trudno jest się nie denerwować, ale wystarczy w trakcie siewu dodać odrobinę pozytywnego myślenia – ono również wykiełkuje i urośnie. Ważny jest sprzęt, którego użyjemy do zbiorów. Koniecznie trzeba się zaopatrzyć w wygodny długopis i awaryjną sztukę na wszelki wypadek. Przedmiotem, którego absolutnie nie polecam mieć przy sobie, to instrukcja obsługi, zwana tutaj ściągą, ponieważ każdy rolnik powinien znać swój sprzęt.

PO ŻNIWACH

Po żniwach należy swoje zbiory gdzieś składować. Dobry rolnik wie, że ziarno warto sprzedać w znacznej większości, słomę zostawić, kukurydzę zaprawić jako paszę dla świń, buraki sprzedać w całości a ziemniaki składować w piwniczce. Tak samo jest z nabytą wiedzą – część sobie zostawiamy, część przekształcamy tak, aby nam się przydała, a resztę… o reszcie zapominamy.

RESZTA

Co do ugorów – mądry rolnik wie jak je wykorzystać;)

 

Pozdrawiam serdecznie,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail