Odkąd pamiętam, chciałam być inna od wszystkich. Zarazem jednak chciałam przynależeć do jakiejś większej grupy. To trochę tak, jak hipsterzy, którzy z jednej strony głoszą swoją niezależność od kultury popularnej, a z drugiej (paradoksalnie) tworzą tak wielką grupę, że można ich nazwać nową kulturą (prawie) masową.

Po części udało mi się każde z moich postanowień. Otóż zawsze dobrze się uczyłam, interesowałam światem, czytałam dużo książek i uwielbiałam jazdę na rowerze. Przy okazji (jak to zauważyła moja nauczycielka) byłam bardzo skromna. Teraz jestem trochę mniej skromna, bo ta cecha w moim przypadku wynikała z nieśmiałości, której zdołałam sie po części pozbyć, ale nie chwalę się wszystkim na lewo i prawo. No… Może poza blogiem, ale również tutaj nie obnażam się całkowicie.

Moje pragnienie odrębności sięgnęło zenitu gdzieś w okolicach piątej klasy podstawówki, kiedy wszyscy słuchali niemieckiego zespołu Tokio Hotel. Ja zawzięcie upierałam się przed sobą, że nie dam się namówić na wciągnięcie w tą głupią modę. Nie przepadałam za tą grupą, więc może nie było to aż takie drastyczne.

W pewnym momencie (jak już pisałam kilkanaście notek temu) poznałam zespół Linkin Park, który nakierunkował mnie na mój obecny gust muzyczny. Wtedy raczej pragnęłam akceptacji wśród koleżanek w klasie, ale słuchanie całkiem innej muzyki trochę to uniemożliwiało. Próbowałam wtedy w jakiś sposób polubić ówczesne hity, ale nie przypadły mi raczej do gustu. Więc nie udało mi się dostosować do reszty. A kto nie skacze, ten z policji. Hop hop hop!

Myślę, że każda osoba, która była niepopularnym dzieciakiem w szkole, wie jak trudno zacząć przynależeć do śmietanki. Ja do podstawówki i gimnazjum chodziłam na wsi, więc mimo wszystko było mi łatwiej niż tym, których szkoły były w miastach. Tam różnica pomiędzy popularnymi i niepopularnymi osobami jest bardziej widoczna. Ja na wsi ledwo przeżyłam podstawówkę, wolę nie myśleć, co musieli przeżywać “miastowi”.

W każdym razie, czasem ciężko jest podjąć decyzję, czy chce się przynależeć, czy może podążać za własnymi zainteresowaniami. Bywa, że żadna decyzja nie okaże się w stu procentach dobra. Ale nic nie jest. Nieraz trzeba przejść niezwykle długą drogę, by przekonać się, co będzie dla nas najlepsze. Ja tą drogą idę już kilka lat, poznałam wspaniałych ludzi, osoby, które sprawiały mi ból i nadal nie do końca wiem, co jest dla mnie najlepsze. Ale jestem wytrwała;)

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail