Czasem zastanawia mnie, dlaczego nie potrafię zachować powagi w niektórych sytuacjach. Nie mam tu na myśli pogrzebów, bo to inna bajka. Ale jest wiele takich sytuacji, w których uśmiech sam ciśnie mi się na usta, a zaraz po nim śmiech wypełnia mi przeponę.

Na przykład dzisiaj, gdy zjeżdżałam windą z czwartego piętra serowca, początkowo byłam sama. Na kolejnym piętrze doszedł jakiś student. Jakimś magicznym sposobem najpierw na moich ustach pojawił się uśmiech, a potem zaczęłam się śmiać. Chłopak równie zaczął. Na dodatek spytał, czy coś z nim nie tak. Oczywiście powiedziałam, że wszystko w porządku. A później wybełkotałam kompletnie bezsensowne zdania.

No cóż, zrobiłam z siebie pajaca. Mam nadzieję, że poprawiłam studentowi humor przynajmniej na pół godzinki.

 

Tymczasem lecę się wyspać,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail