Może trochę nie w czas i nie w porę, ale napiszę coś o matematyce. Może pomogę komuś nauczyć się dobrego podejścia do niej.

Otóż wiadomo, że podczas uczenia się czegokolwiek najważniejsze jest podejście. Przykładowo, dopóki wydawało mi się, że nie dam rady nauczyć się gotować, to samo próbowanie przychodziło mi z ogromnym wysiłkiem. Dopiero, kiedy pomyślałam sobie, że “to przecież nic trudnego”, zaczęłam smażyć, gotować, dusić i piec z przyjemnością.

Przed maturą mojej koleżanki rozmawiałyśmy o rozszerzonej matematyce. Ona zdawała właśnie rozszerzenie, mimo że całe trzy lata była na biol-chemie. Chodząc na dodatkowe zajęcia razem z klasami matematycznymi zauważyła, że wiele osób źle zabiera się za zadania. Ona po rozwiązywaniu setek zadań z chemii miała wyrobiony pewien schemat. Wiadomo, że najpierw trzeba wypisać sobie dane, to co się wie plus jakieś potrzebne stałe. Potem warto wypisać sobie znane zależności, które mogą się przydać. A potem można zabrać się za rozwiązywanie.

I w tym momencie dla wielu zaczynają schody. Przeciętnie większość myśli sobie z reguły “Nie mam pojęcia, jak to rozwiązać”. Takie myślenie jest jest jednak złe, bo zakładamy, że zadanie jest trudne i podchwytliwe. Kiedy jednak nauczymy się wierzyć we własne siły, zadania przestaną nas przerażać a rozwiązanie ich będzie kwestią czasu. Oczywiście sama wiara w siebie to nie wszystko, bo trzeba posiadać wiedzę dotyczącą odpowiednich wzorów, przynajmniej odrobinę samej teorii i jakieś przykładowe zadania rozwiązane za pomocą innej osoby.

Zamiast więc myśleć “Nie dam rady”, zacznijmy myśleć “Dam sobie rady, przecież to umiem”. Pomoże nam to nie tylko rozwiązać niejedno zadanie, ale przy okazji mniej będziemy się stresować przed egzaminem, czy kartkówką. Znam to na własnej skórze i szczerze polecam.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail