Nie spodziewacie się jaka była moja radość, kiedy w piątek, podczas powrotu ze spotkania organizacyjnego, po raz pierwszy od kilku miesięcy na ziemi zobaczyłam swój wyraźny cień. Oficjalnie zaczął się okres słonecznych dni.

Wystarczyła ta odrobina promieni, aby poprawić mój humor, gdy szłam na 7:30 na zajęcia w poniedziałek. Nie, że nie lubię zimy, ale łatwiej jest być szczęśliwym, kiedy słoneczko ogrzewa twarz. Od razu robi się lżej na sercu i chce się żyć.

Nawet mam ochotę uczyć się na zajęcia, choć nie ma takiej potrzeby w większości.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa;)

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail