Diuna film 2021 recenzja Timothée Chalamet Zendaya Denis Villeneuve

Diuna. Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego roku (albo zeszłego?). Co mam o nim do powiedzenia?

Diuna – część pierwsza

Przed filmem

Nie byłam zainteresowana Diuną. Nie czytałam książki. Nie oglądałam filmu z 1984 roku. Moje zainteresowanie pojawiło się przez osmozę. Mam wielu znajomych, którzy bardziej niż ja siedzą w fantastyce naukowej i to ich ekscytacja nową adaptacją filmową sprawiła, że zaczęłam z niecierpliwością czekać na to dzieło. A nawet zasmuciłam się, kiedy w zeszłym roku przesunięto premierę o 12 miesięcy z wiadomych wszystkim przyczyn. Pod wpływem własnej ekscytacji ambitnie zabrałam się nawet za książkę, którą jednak porzuciłam dość szybko dla innych, znacznie lżejszych pozycji.

Recenzja ta będzie więc napisana z perspektywy osoby, która poznała ten świat dopiero podczas seansu i nie ma odniesienia do pierwowzoru literackiego i wcześniejszych adaptacji.

Fabuła

Ród Atrydów przybywa na planetę Arrakis, która została przekazana im w lenno przez Imperatora. Poprzednio planetą zarządzał ród Harkonnenów, wrogo nastawiony do rodu Atrydów i knujący plany unicestwienia przeciwników. Arrakis, zwana też Diuną, jest planetą wyjątkową, gdyż jedynie w tym miejscu znaleźć można przyprawę (melanż), która jest cenna ze względu na swoje właściwości sprzyjające jasnowidzeniu oraz przedłużającym życie.

Paul Atryda (Timothée Chalamet), syn księcia Leto (Oscar Isaac), miewa dziwne sny związane z Diuną. Czasem pojawia się w nich tajemnicza dziewczyna, Fremenka (tubylczy ród na planecie Arrakis). Czasem są to sny, które wyglądają jak prorocze.

 

Świat Diuny

Reżyser Denis Villeneuve chyba lubi pustynną scenerię. Ostatnio obejrzałam Blade Runnera 2049 (również w jego reżyserii) i to potwierdziło moje stwierdzenie. W ogóle Villeneuve bardzo stawia w swoich filmach na estetykę. Dla miłośników pięknych minimalistycznych kadrów niemal każda scena będzie małym osobnym przeżyciem. Czy to scena na pustyni, czy w budynku, każda jest w pełni dopracowana. Poza scenami walki kadry są czyste, uporządkowane i statyczne. No gratka dla oka po prostu.

W świecie Diuny istnieje kilka rodów, z których każdy ma specyficzne cechy wyglądu. Bardzo łatwo można ich dzięki temu rozróżnić, co przydaje się nieopierzonemu widzowi. Harkonnenowie są pozbawieni owłosienia, Atrydzi mają czarne włosy i jasną skórę, Fremeni różnią się między sobą, ale przez znajdującą się w powietrzu przyprawę białka ich oczu są niebieskie. Spodziewam się, że przyprawa wpływa w ten sposób na wszystkich przebywających na dzikich regionach Arrakis.

Pewien element, na który zwrócił uwagę mój kolega z pracy, to bardzo analogowe wyposażenie statków kosmicznych. Same statki kosmiczne są równie minimalistyczne, jak styl reżysera. Ich wyposażenie „przypomina wyposażenie samochodu z lat 90.” Jest to coś, co ponoć znacznie lepiej wyjaśnione jest w książce. Cywilizacja Imperium poszła bowiem w rozwój umysłowy, a nie technologiczny. Co w sumie wyjaśnia uzależnienie od melanżu.

Skupienie

Diuna jest produkcją, do której trzeba podejść albo z ekscytacją albo z determinacją, przy czym film zdecydowanie warty jest każdej minuty. Jego długość i gatunek może wielu odstraszać, co jest dla mnie w pełni zrozumiałe. Wiecie ile więcej filmów obejrzałabym, gdyby były trochę krótsze? Myślę, że całkiem sporo. Niemal trzy godziny siedzenia to jednak jest pewien wyraz poświęcenia, szczególnie kiedy cztery litery zaczynają powoli uwierać, a myśli coraz łatwiej odpływać.

Skupienie okazało się istotnym wymaganiem podczas seansu. Ponieważ jest to pierwszy film z serii i ze świata, który został opisany w kilku bardzo pokaźnych tomiszczach. W związku z tym konieczna jest spora ekspozycja, aby niezorientowany widz mógł choć wstępnie odnaleźć się w całkowicie nowym dla niego świecie. Wśród niewielu opinii, które przeczytałam przed seansem znalazły się głosy, że nowy widz nie zrozumie świata, ale osobiście nie odniosłam takiego wrażenia. Jasne, widzowi, który nie czytał książek, umknie wiele smaczków, ale uważny widz zrozumie najważniejsze elementy. No ale w celu zrozumienia fabuły warto nieco wytężyć umysł.

Diuna – co myślę?

Pójście na Diunę do kina było bardzo dobrą decyzją. Jednak odizolowanie od bodźców zewnętrznych ułatwiło mi seans. W domu spodziewam się wielu rozpraszaczy, które wyrywają mnie z oglądania, a w przypadku tego filmu imersja jest istotna. Jest to film stworzony do oglądania w kinie.

Cieszę się, że powstanie trylogia Diuny. Szkoda natomiast, że trzeba będzie się naczekać, bo aż dwa lata… No ale przynajmniej narobię sobie apetytu.


Widzieliście już Diunę? Zamierzacie?

A może znacie książkę?

Co w podobnym klimacie polecacie?

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail