A plastic ocean

Pamiętam, jak na biologii w szkole omawialiśmy różne procesy zachodzące w przyrodzie i prawa, którymi rządzi się natura. I pamiętam też dokładnie rysunek, na którym bardzo prosto pokazano prawo zachowania masy. W przyrodzie nic nie ginie, a tylko się przekształca. Gdzieś pod koniec XIX wieku naukowcom udało się zsyntezować polichlorek winylu, czyli to wszechobecne PCW, które większość z nas posiada na przykład w formie okien. Polimery, znane szerszemu gronu jako tworzywa sztuczne lub plastiki, okazały się przemysłowym strzałem w dziesiątkę. Wiem, bo skończyłam inżynierię materiałową i większość studiów związana była właśnie z polimerami.

Polimery, które syntezuje się głównie z różnych składników ropy naftowej, umożliwiły maszynową produkcję seryjną, zmniejszając znacznie koszty produkcji w porównaniu z metalami i innymi naturalnymi materiałami. Przede wszystkim jednak ułatwiły codzienne funkcjonowanie ludziom. Nagle można było kupić żywność w porcjowanych opakowaniach, używać szczoteczek do zębów, które później wyrzucało się do kosza, można było kupić szeroko dostępne kosmetyki w plastikowych butelkach, wodę w lekkich plastikowych butelkach, jogurt w plastikowym kubeczku, pomidorki koktajlowe w plastikowym pojemniku, drobny sprzęt elektroniczny w sześciu warstwach plastiku… Wszystko szczelne, lżejsze od szkła, tańsze od metalu, jednorazowe.

Tworzywa sztuczne są materiałami bardzo trwałymi. Nie rozpadną się po kilku miesiącach, latach, dekadach, a nawet stuleciach. Są podatne na warunki atmosferyczne, ale i z tym naukowcy sobie poradzili, łącząc je z dodatkami, które temu zapobiegają. Supermateriały?

To, co dla jednych jest błogosławieństwem, dla innych okazało się przekleństwem. Jednorazowe rzeczy wyrzucamy i przestają nas one interesować. A nie powinny. W końcu w ten sposób zaśmiecamy planetę, a nie zapowiada się, żebyśmy w najbliższym czasie mieli przenieść się na inną.

Prawo zachowania masy działa nadal. Ale zanim tworzywa sztuczne wrócą do swojej pierwotnej formy, miną setki a nawet tysiące lat. Wyjęliśmy masę z jej standardowego obiegu. Zaburzyliśmy jeden z naturalnych procesów.

A plastic ocean

Ostatnio obejrzałam dokument na Netflixie pod tytułem A plastic ocean. Decyzja o obejrzeniu filmu była dość spontaniczna. Słyszałam już wcześniej o tej produkcji, ale jakoś nie było mi do niej po drodze. A w ostatni weekend miałam kilka wolnych chwil, więc bez zbędnego ociągania się włączyłam dokument.

Pierwsze kilka minut A plastic ocean w ogóle treścią nie oddają treści pozostałej części. Dziennikarz Craig Leeson poluje na płetwale błękitne. Oczywiście w znaczeniu poszukiwań i dokumentacji, a nie zabijania ich. Film rozpoczynają piękne i spokojne ujęcia oceanu i wspomnianych płetwali. Powierzchnia oceanu wygląda obiecująco, jakby była nietknięta stopą ludzką. Szybko jednak zmienia się kąt kamery i pokazuje z bliska powierzchnię wody. A ta jest zanieczyszczona naszymi śmieciami. Plastikami.

Część dokumentu pokazana jest z punktu widzenia Craiga Leesona, a część z punktu widzenia wolnego nurka – Tanyi Streeter. Oboje przedstawiają swoje obserwacje na przestrzeni lat, a ich narracja przeplatana jest zarysem historycznym i faktami ze świata biznesu, oceanu i prostymi doświadczeniami. A plastic ocean buduje obraz świata, w którym człowiek jest największym szkodnikiem na świecie. I trudno się z tą wizją nie zgodzić.

To mocny dokument, który warto obejrzeć. Szczególnie, jeśli dużo kupujesz i robisz to bez pełnej świadomości. Szczególnie, jeśli nie obchodzi cię, czy kupujesz jabłka w foliowym woreczku. Szczególnie, jeśli potrzebujesz motywacji, by bardziej świadomie podchodzić do dbania o środowisko.

a plastic ocean

A plastic ocean nie daje żadnych bezpośrednich odpowiedzi, jak poradzić sobie z problemem plastiku. Ale wcale nie musi tego robić. Pokazując zaśmiecenie planety i jego skutki dla ludzi uświadamia, że nie jesteśmy tu bez winy. I wyraźnie mówi, że potrzebne są zmiany zarówno w świadomości ludzi, jak i producentów, którzy są równie odpowiedzialni, a nawet bardziej niż my. Pokazuje, że trzeba działać już teraz.

Podpowiedzi, co można robić, by żyć w zgodzie z planetą, można znaleźć wszędzie. Jest teraz moda na zero waste. I dobrze. Ale warto zacząć robić cokolwiek, zacząć od less waste, czyli ograniczania. Możliwości są. W niektóre trzeba zainwestować, ale mnóstwo z nich kosztuje tylko naszą wygodę i zmianę nawyków. I od tego zacznijmy.


Tematem dbania o środowisko interesuję się już od jakiegoś czasu. W pewnym stopniu wpłynęli na mnie blogerzy, którzy promują podejście less lub zero waste. Po części wynika to z mojego wykształcenia i dość sporej świadomości na temat samych tworzyw. Myślę, że warto się edukować i w nienachalny sposób edukować innych, pokazywać, że można żyć produkując mniej odpadów.

To moja nowa misja.


Oglądałeś już A plastic ocean?

Co sądzisz o podejściu zero waste i less waste?

Podziel się w komentarzu!

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail