Wpis powstał w czerwcu, więc nie zwracajcie uwagi na niektóre nieścisłości związane z czasem i studiami 🙂 Napisałam go “na zapas” i kompletnie o nim zapomniałam.

Jestem ogromną fanką filmów, seriali, książek kryminalnych. Gdzie jest dobra zagadka, tam schodzi mój wzrok. Jeżeli do tego dochodzi wspaniała, mrożąca krew w żyłach atmosfera, nie ma nic lepszego.

Od jakiegoś czasu nie oglądałam żadnych thrillerów, ponieważ brakowało mi czasu. Thriller musi być oglądany z pełnym zaangażowaniem, tylko wtedy jest w stanie nas poruszyć, a ja jako wiecznie zarobiona po pachy studentka zawsze mam coś do roboty czy też do nauki. Na szczęście w tym roku udało mi się przebrnąć przez sesję… w ogóle jej nie zaczynając. Wszystkie kursy mam już zaliczone i teoretycznie mam wakacje. Praktycznie pracuję jeszcze nad pracą inżynierską, ponieważ w maju pokomplikowały się sprawy z nią związane. W każdym razie dzisiaj zdecydowałam się na thriller. Po drobnych poszukiwaniach na filmwebie i nie tylko, zdecydowałam się na Rzekę Tajemnic. Jest to film, który zawsze pomijałam, bo wydawało mi się, że nie jest w moim typie (po opisie filmu). W końcu postanowiłam jednak go obejrzeć, bo wciąż pojawiał się w polecanych. Nie pożałowałam.

Pewnego dnia trójka przyjaciół bawi się w hokeja na ulicy. Koło nich przejeżdża samochód, zatrzymuje się. Mężczyzna, który wychodzi z samochodu każe jednemu z chłopaków wsiąść do środka. Chłopak wsiada. Od tego momentu życie chłopaków zmienia się.

Kilkanaście (lub nawet więcej) lat później umiera córka jednego z nich. Zostaje zamordowana. Kto ją zabił?

Podejrzenia rzucane są na każdego po kolei, jak to zwykle bywa w tego typu filmach. Każde podejrzenie jest czymś uzasadnione – motywem, brakiem alibi, dziwnym zachowaniem.

Zdecydowaną zaletą jest wspaniała, jak zwykle z resztą, gra aktorska Kevina Bacona, który ma specjalne miejsce w moim filmolubnym sercu. Przemówił do mnie również autentyczny ból na twarzy Seana Penna.

Muszę koniecznie sięgnąć po powieść, na podstawie której powstał film, ponieważ pewien wątek jest tam zdecydowanie lepiej przedstawiony (co wiem z opinii użytkowników na filmwebie). Co ciekawe, okazuje się, że inny film, który również zapadł mi w pamięć (Wyspa Tajemnic) również jest adaptacją powieści tego samego pisarza – Dennisa Lehane. Oznacza to, że jednym z następnych filmów, jakie obejrzę, będzie Gdzie jesteś, Amando?, który też się już gdzieś w mojej podświadomości przewijał.

W każdym razie serdecznie polecam Rzekę Tajemnic!

Pozdrawiam,

Zielona Małpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail