Kilka dni temu mój kuzynka i kuzyn zaproponowali mi wspólne wyjście do kina. Przyznam, że ostatni raz w kinie byłam chyba na ostatniej części Harry’ego Pottera, czyli jakieś dwa lata temu. Zazwyczaj szkoda iść na film, który może okazać się słaby i nudny, wydając przy okazji niemałe pieniądze (jak na moją studencką kieszeń). Tym razem dałam się jednak skusić, bo Pacific Rim miał na filmwebie i imdb całkiem dobre oceny i recenzje.

Ocean Spokojny kryje w sobie wiele tajemnic, lecz nikt się nie spodziewał, że na jego dnie znajduje się zagadkowy, prowadzący do innego wymiaru portal. Pod koniec 2012 roku wyłaniają się z niego ogromnych rozmiarów potwory, które niszczą przybrzeżne miasta i rozpoczynają niszczycielską wędrówkę w głąb lądu, pozostawiając po sobie jedynie zgliszcza. W celu pokonania niebezpieczeństwa wojsko rozpoczyna pracę nad programem “Jaeger”, mającym na celu stworzenie gigantycznych mechów bojowych, które operowane przez pary pilotów będą w stanie pokonać bestie.

filmweb.pl

 

Jakie były moje wrażenia? Muszę powiedzieć, że bawiłam się świetnie i nie żałuję wydanych pieniędzy. Wprawdzie sam scenariusz nie zachwyca wyszukaniem, ale wspaniałe efekty specjalne w połączeniu z dużym ekranem zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Były tam może trzy momenty, kiedy zastanawiałam się nad logicznością pewnych pomysłów, ale darowałam twórcom te niedomówienia. Podobały mi się wprowadzone elementy humorystyczne, nie było ich za wiele i wynikały głównie z kontrastu osobowości. To o wiele lepiej, niż gdyby ktoś władował tam pełno przesadnie śmiesznych tekstów wraz z towarzyszącymi im dziwnymi mrugnięciami oczkiem.

Jest to film, który pewnie odrobinę mniej spodobałby mi się na moim niedużym telewizorze, czy laptopie. Ogólnie jednak oceniam go na plus. Na filmwebie dałabym mu 7, gdybym pamiętała login i hasło.

 

A teraz pozwolę sobie przejść do meritum sprawy, o której chciałam dziś napisać. Otóż czytając wczoraj wieczorem (już po powrocie do domu) opinie na temat filmu, zauważyłam, że wiele osób wypowiada się bardzo negatywnie. Chodzi mi o typowy „hejt”. Nieważne, czy wejdziemy na youtuba, na jakąś stronę z recenzjami  muzyki, czy książek, niemal zawsze znajdziemy pełno komentarzy, w których opisywany element jest zrównywany z ziemią.

Pierwsza część tych komentarzy to typowi hejterzy. (Swoją drogą, strasznie nie lubię takich spolszczonych na siłę słów.) Ich komentarze są zazwyczaj krótkie i zawierają w sobie prawie całkowity brak interpunkcji, a czasem również ortografii. Wolę myśleć, że są to niedouczeni gimnazjaliści i dzieci z podstawówki, niż dopuścić do siebie myśl, że dorosły człowiek mógłby narobić tyle błędów. Ich wiadomości zawierają zazwyczaj elementy slangu, jakieś niecenzuralne słowa i wyrazy nienawiści do autora. Z nimi trzeba żyć.

Natomiast gorsza jest, moim zdaniem, ta druga część. Pseudokrytycy. Ich komentarze są całkowitym przeciwieństwem tych napisanych przez hejterów. Są raczej dłuższe, pełne pytań retorycznych, a interpunkcja i ortografia są na dość wysokim poziomie. To, co łączy ich wszystkich, to „brak głębi” zarzucany wszystkich filmom z gatunków innych niż psychologiczne. Kiedy pobieżnie przeglądnęłam profile większości moich ulubionych filmów, zobaczyłam, że wszystkim „brakuje drugiego dna”. Tyle, że ja nie oczekuję od Jamesa Bonda, aby nauczył mnie jakiejś ważnej prawdy życiowej, a od Forresta Gumpa niezwykłych efektów specjalnych.

Po głębszych poszukiwaniach doszłam do wniosku, że moda na takie krytykowanie rzeczywistości wzięła się albo od hipsterów, albo wynika z pragnienia bycia w czymś lepszym od innych. Gdzieś zauważyłam, że wszystko zaczęło się od Avatara, kiedy to w bardzo szybkim tempie przybyło pełno pozytywnych komentarzy. Ktoś postanowił był inny, być może lepszy i zaczął modę na krytykowanie.

 

Chyba będę musiała przestać polegać na komentarzach z filmwebu, bo okaże się, że nie ma ani jednego dobrego filmu do obejrzenia.

 

A co Wy myślicie na ten temat?

 

Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji na ten temat.

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail