Morderstwo w Orient Expressie

Morderstwo w Orient Expressie Agathy Christie jest jedną z moich ulubionych historii z klasycznych kryminałów. Książkę czytałam już w podstawówce, a serialową ekranizację z Davidem Suchetem w roli głównej widziałam niedługo później. Kiedy więc usłyszałam o próbie przeniesienia tej historii na duże ekrany kinowe i z gwiazdorską obsadą, wiedziałam, że niezależnie od opinii będę musiała obejrzeć ten film.

Morderstwo w Orient Expressie (2017)

Fabuła

Hercules Poirot przebywa właśnie w Istambule. Po ostatniej rozwiązanej sprawie postanawia zrobić sobie mały urlop od zbrodni. Po znajomości udaje mu się dostać miejsce w zapełnionym już pociągu Orient Express do Londynu. W czasie podróży pociąg zostaje zatrzymany w wyniku lawiny. W tym samym czasie jeden z pasażerów wagonu zostaje brutalnie zadźgany na śmierć. Kto jest mordercą?

Główna oś fabularna nie różni się tu od książkowego pierwowzoru. Detektyw poznaje swoich współtowarzyszy podróży, pociąg zostaje zatrzymany przez lawinę, ktoś znajduje ciało, Hercules Poirot przesłuchuje pasażerów, analizuje i rozwiązuje zagadkę. I właśnie z tym morderstwem ma problem. To jedna z tych historii, które ciężko zapomnieć. Od pierwszego przeczytania Morderstwa w Orient Expressie już zawsze pamiętam kto zabił. Nawet po kilku latach. Motywy rozjeżdżają się i mieszają, bo czytam sporo kryminałów, ale w przypadku tej historii morderca już zawsze będzie dla mnie oczywisty, nawet jeśli nie pamiętam dlaczego to zrobił.

Hercules Poirot

Zanim w ogóle wspomnę o gwiazdorskiej obsadzie, chciałabym poświęcić parę liter na głównego bohatera, jakim jest Hercules Poirot. To jedna z tych postaci, która większości już zawsze będzie kojarzyć się z Davidem Suchetem. Mnie także, bo namiętnie wręcz oglądałam kiedyś cały serial na podstawie książek Agathy Christie z Poirotem jako detektywem. Aktor ten kojarzy się z tą rolą nie tylko dlatego, że przez wiele lat wcielał się w detektywa, ale przede wszystkim dlatego, że jego wersja Poirota jest wręcz idealna. Książkowy detektyw to niski i krępy człowiek, zawsze elegancko ubrany i aż nazbyt dbający o swojego niezwykłego zawiniętego do góry wąsa. David Suchet mistrzowsko oddał nie tylko wygląd, ale też ekscentryczny charakter detektywa.

Kenneth Branagh, który tym razem wcielił się w rolę ekscentrycznego Belga a jednocześnie reżyserował Morderstwo w Orient Expressie, niewątpliwie jest świetnym aktorem, ale detektyw Poirot to jednak nie jego bajka. Jako reżyser z całą pewnością przyłożył rękę do kreacji swojego bohatera, a ta w kontekście książkowego pierwowzoru jest samowolką budowlaną. Z oryginalnego Herculesa pozostało jedynie zamiłowanie do symetrii, belgijski akcent i ekscentryczny wąs, który i tak wygląda, jakby nie należał do twarzy. Prawdziwy Hercules Poirot nigdy świadomie nie wdepnąłby w koński placek tylko po to, by zachować symetrię. Jego zamiłowanie do czystości i schludności po prostu by mu na to nie pozwoliły.

Film jako adaptacja

Pomijając jednak fakt, że kreacja głównego bohatera okazała się niezbyt udana, film jako całość zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie. Oczywiście duże znaczenie miała tu oprawa wizualna, czyli miejsce akcji w dużym stopniu ograniczone do kilkudziesięciu metrów kwadratowych, ujęcia na twarze bohaterów i generalnie stylistyka otoczenia. Wszystko to w całości stworzyło klimat, który pamiętam z książek. A poza tym lubię historie ograniczone do względnie małego metrażu – wtedy znacznie bardziej niż opisy otoczenia liczy się kreacja bohaterów.

Samo śledztwo, wzbogacone o przebłyski z przeszłości, zostało przedstawione jak najbardziej poprawnie. Zresztą w momencie, kiedy jest ono bezpośrednim przełożeniem z książki, nie ma tu za bardzo czego zepsuć. Trochę szkoda, że twórcy nie zdecydowali się na znaczące zmiany, które zaskoczyłyby nie tylko osoby nieobeznane w historiach Agathy Christie, ale także jej fanów znających doskonale rozwiązanie zagadki zbrodni w Orient Expressie. To finalnie okazało się małym problemem, bo przyzwyczaiłam się już do tego, że scenarzyści obecnie nie robią już ekranizacji, ale raczej luźne adaptacje zahaczające trochę nawet o interpretacje. Taką właśnie luźną adaptacją jest Sherlock BBC. Ze zwykłej ekranizacji byłabym zadowolona, gdyby wcześniej nie powstał żaden inny film w oparciu o Morderstwo w Orient Expressie. Jednak serialowo-filmowa wersja z Davidem Suchetem w roli Poirota jest całkowicie wystarczającą ekranizacją nie odbiegającą zbytnio od oryginału.

Gwiazdorska obsada

Kolejnym ważnym aspektem nowej adaptacji jest gwiazdorska obsada. Zagrali tu bowiem Johnny Depp, Michelle Pfeiffer, Daisy Ridley (znana z roli Rey w sadze Gwiezdne Wojny), Judi Dench, Josh Gad, Willem Dafoe, Penélope Cruz oraz Derek Jacobi i Olivia Colman, których znam z Doktora Who i Broadchurch. Takie zgromadzenie trochę przytłacza. Szczególnie, kiedy praktycznie każdy ważniejszy bohater kojarzy się z postacią “z innej bajki”. Największe obawy przed obejrzeniem Morderstwa miałam w stosunku do Johnny’ego Deppa, który ostatnimi czasy grał przede wszystkim wielkich ekscentryków i wręcz karykaturalne postaci. Jego styl po prostu nie pasował mi do żadnego z bohaterów, stąd moje obawy. Na szczęście jednak okazały się ona nieuzasadnione. Johnny Depp powstrzymał się na szczęście od niekontrolowanych ruchów, a odrobina ekscentryzmu dodała postaci trochę własnego charakteru.

Ostatecznie gwiazdorska obsada trochę przytłoczyła samą historię. Mimo wszystko seans uważam za udany, a pieniądze za niewyrzucone w błoto. Gdyby twórcy odważyliby się zaryzykować i podjęli się odkrycia ponownie całej historii, film miałby szansę urwać cztery litery. Niestety tego nie zrobił.

Ostatnie zdania

Pojawią się tu pewnie głosy, że nie powinnam porównywać książki do filmu i oceniać filmu w stosunku do książki, bo to dwa różne media. Ale w przypadku ekranizacji książek, które czytałam, nie potrafię całkowicie wyłączyć mechanizmu porównywania. Szczególnie, kiedy twórcy naprawdę niewiele zmienili i film tak bardzo próbuje udawać pierwowzór. I szczególnie, kiedy w głowie mam już od dawna wypalony wizerunek Herculesa Poirota. Dlatego, kiedy najdzie mnie ochota na porównywanie filmu do książki, będę to robić mimo głosów sprzeciwu.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail