12 małp, czyli gdzie diabeł nie może, tam małpę pośle

12 małp, czyli gdzie diabeł nie może, tam małpę pośle

W zeszłym roku znalazłam serial 12 małp, który mimo mojego początkowo sceptycznego podejścia okazał się niesamowitą przygodą z podróżami w czasie. W tym miesiącu, a właściwie nawet w tym tygodniu wychodzi ostatni sezon tego serialu. Z tej okazji w zeszłym tygodniu sięgnęłam po filmowego poprzednika o tym samym tytule.

12 małp (1995)

Fabuła

James Cole (Bruce Willis) zostaje wybrany na ochotnika, by odbyć podróż w przeszłość i zebrać próbki ze świata, w którym większość ludzkości wymarła w wyniku rozprzestrzeniania się śmiertelnego wirusa. Przez pomyłkę zamiast do roku 1996 zostaje wysłany do roku 1990, w którym to wirus jeszcze nie istniał, a ludzkość prowadzi swoje normalne życie. Czy w tym wypadu może zrobi coś, aby zapobiec epidemii, która wybije prawie wszystkich ludzi?

Oczywiście pomyłka prowadzi do konsekwencji, ponieważ ani James nie był przygotowany na spotkanie kogokolwiek, ani też sam fakt, że przeniósł się w przeszłość, nie mógł przejść niezauważony. James trafia do aresztu, skąd dostaje się pod opiekę m. in. dr Kathryn Railly (Madeleine Stowe) w ośrodku dla psychicznie chorych. W tymże ośrodku spotyka Jeffreya Goinesa (Brad Pitt), niezwykle obłąkanego młodzieńca.

Bohaterowie

Nie wiem, czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale Bruce Willis ma jakieś szczęście (lub pecha – zależy od perspektywy), że trafiają mu się role osamotnionych i skrzywdzonych przez los mężczyzn. Nie inaczej jest w filmie 12 małp, w którym to jego postać trafia do ośrodka psychiatrycznego, w którym musi znosić różne niedole. Mimo, że gra człowieka skrzywdzonego i nieraz potwornie zmęczonego całą sytuacją, nie brakuje mu sprytu. Zresztą to właśnie przez ten spryt i wybitną pamięć został wybrany do tej misji.

Obok Jamesa pojawia się też postać doktor Kathryn Railly grana przez Madeleine Stowe. Jej postać jest początkowo bezbarwna, ale z czasem zyskuje charakter i podejmuje mniej lub bardziej odpowiednie decyzje. Jako lekarz twardo stąpa po ziemi i nie daje sobie łatwo wmówić czegokolwiek.

Jednak najbardziej wyróżniającą się postacią jest Jeffrey Goines, który w serialu został zastąpiony Jennifer Goines. Zanim obejrzałam film, byłam przekonana, że to Emily Hampshire w roli Jennifer pozostanie w mojej pamięci. Jednak To Brad Pitt w roli absolutnie szalonego człowieka zdetronizował Emily. Tiki, jakie pojawiały się niespodziewanie w jego gestach i rozbiegany we wszystkie strony wzrok… wspaniała rola Brada! Jestem nim zachwycona.

Podróże w czasie

Sam motyw podróży w czasie jest w 12 małpach jedynie środkiem, dlatego nie dostałam żadnych konkretnych informacji na temat działania maszyny (poza tym, że kombinezon musi być zamknięty szczelnie i należy zwrócić uwagę na zamki błyskawiczne) ani na temat powrotu do teraźniejszości. Choć patrząc na całość filmu, nie jest to sci-fi, w którym przeważa science.

Efekty specjalne

Mimo, że 12 małp to film science fiction, efektów specjalnych wcale nie było tu dużo. Głównie pojawiały się one w postaci zwierząt i wypadły naprawdę kiepsko w porównaniu do dzisiejszych możliwości. Nawet parsknęłam śmiechem ze dwa razy.

Na szczęście fabuła filmu nie wymagała zastosowania większej ilości efektów specjalnych generowanych komputerowo.

Porównanie z serialem

Oglądając film, zdałam sobie sprawę, że choć film i serial są dwiema różnymi historiami, serial w pierwszym sezonie czerpał naprawdę sporo z pierwowzoru. W szczególności zauważyłam zbieżność niektórych motywów i wątków. W serialu zostały one odpowiednio ubarwione i rozwleczone, ale teraz mogę porównać, ile tak naprawdę było inwencją twórców, a ile inspiracją.

Film oczywiście posiada prostszą fabułę, choć z pewnością nie bardziej banalną. Nadal stawką jest Ziemia wraz z całą ludzkością i wciąż mamy zdeterminowanego bohatera, który dąży do tego, aby odkryć źródło wirusa. Jednak wszystko podane jest w nieco bardziej lekkostrawnej formie i zdecydowanie mniej skomplikowanej.

Podsumowanie

Choć obawiałam się, że filmowe 12 małp okaże się przestarzałym filmem science fiction, spędziłam całkiem przyjemne 1,5 godziny. Wartka akcja utrzymała moją uwagę na ekranie, a wyszukiwanie wspólnych mianowników z serialem okazało się świetną zabawą. To niewątpliwie dobry film i ciężko uwierzyć, że jest zaledwie dwa lata młodszy ode mnie.

 

Dodam jeszcze, że obecnie można obejrzeć film na Netflixie.


Zapraszam też do zapoznania się z moją recenzją serialu 12 małp.

12 małp

Widziałeś film 12 małp? A może oglądałeś serial? Podziel się swoimi wrażeniami w komentarzu, albo poleć jakie klasyczne sci-fi.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa