Do wszystkich chłopców, których kochałam vs The Kissing Booth

Do wszystkich chłopców, których kochałam vs The Kissing Booth

W zeszłym tygodniu potrzebowałam trochę nastoletniego romansu. Potrzeba ta pojawiła się nagle, znikąd. Obejrzałam Do wszystkich chłopców, których kochałam i mój apetyt wzrósł. Sięgnęłam więc po The Kissing Booth i moja ochota na młodzieżowe filmy przeszła.

Do wszystkich chłopców, których kochałam 2018

Lara Jean Covey (Lana Condor) jest zamkniętą w swoim świecie nastolatką. Mnóstwo czasu spędza, czytając książki i wyobrażając sobie siebie w głównej roli. Jej starsza siostra Margot Covey (Janel Parrish) wyjeżdża na studia i przed wyjazdem zrywa ze swoim chłopakiem, z którym Lara Jean się przyjaźni, a nawet odrobinę podkochuje. Nastolatka, w ramach prywatnej terapii, napisała listy do wszystkich chłopaków, z uczuciami do których nie mogła sobie poradzić. Zaadresowane koperty schowała do pudełka. Po wyjeździe starszej siostry listy te zostają wysłane i docierają do adresatów. Życie Lary Jean nabiera tempa, szczególnie, że jeden z listów trafia do Josha (Israel Broussard), byłego chłopaka jej siostry.

 

The Kissing Booth 2018

Elle Evans (Joey King) i Lee Flynn (Joel Courtney) są przyjaciółmi od kołyski. Stworzyli nawet listę zasad, których trzymają się, by uniknąć wzajemnych spięć. Zasada numer 9 mówi o tym, że krewni przyjaciół są poza zasięgiem.

Elle i Lee poza przyjaźnią dzielą także pasję do tańca. Głównie do tańca na konsoli do gier (w stylu Dance Dance Revolution). Angażują się też w klub taneczny w szkole (co nie jest pokazane, a jedynie kilkakrotnie wspomniane). Z okazji jakiegoś szkolnego święta każdy klub musi zorganizować aktywność, która umożliwi zebranie pieniędzy. Elle i Lee wpadają na pomysł Całuśnej Budki, w której za opłatą każdy może pocałować uczestnika.

Podobieństwa

Oba filmy niewątpliwie skierowane są do młodzieży. Głównymi bohaterkami są nastolatki, które do tej pory nie miały chłopaków. Każda z nich na swój sposób przeżywa rodzące się uczucia i próbuje sobie poradzić z burzą hormonów. Przeżywają coś, co w ich wieku przeżywała każda z nas, a niektóre pewnie właśnie są na podobnym etapie.

Różnice

Jednak mimo podobnej grupy docelowej i gatunku, oba te filmy znacząco się od siebie różnią.

Przede wszystkim rzuca się w oczy kwestia scenariusza. W Do wszystkich chłopców, których kochałam jest on spójny, a historia na tyle realna, że można na czas seansu przenieść się duchem do świata przedstawionego. The Kissing Booth natomiast nie potrafi wyciągnąć widza ze świata realnego. Próbuje, ale bardzo nieudolnie. Być może ta różnica wynika z tekstu źródłowego. Pierwszy film jest adaptacją książki Jenny Han, pisarki, która przed adaptowaną książką miała już na koncie kilka powieści. Drugi natomiast został oparty na książce nastolatki, która opisała tę historię pierwszy raz na Wattpadzie. Jenny Han miała więc warsztat, który nie tylko pozwala na wyrobienie sobie pisarskiego stylu, ale także na stworzenie ciekawej historii. Na przestrzeni lat poznała z pewnością mnóstwo wskazówek, a te pomogły w stworzeniu dobrego scenariusza. Beth Reekles, jak podejrzewam, nie miała zbyt dużego warsztatu, kiedy pisała The Kissing Booth, ponieważ wersja filmowa zdaje się być sklejona bezmyślnie z motywów z innych książek młodzieżowych. Choć oczywiście, żeby w pełni przekonać się co do książki, musiałabym ją przeczytać, a szczerze mówiąc po obejrzeniu filmu absolutnie nie mam na to ochoty.

Bardzo ważną różnicą jest podejście do stereotypów. W The Kissing Booth zauważyłam ogromny dysonans. Z jednej strony postacie otwarcie krytykują stereotypy, a z drugiej strony bezmyślnie je utrwalają. Relacje między bohaterami raz cierpią na stereotypach a innym razem wręcz dzięki nim funkcjonują. I to jeden z powodów, dla których oglądanie tego filmu było po prostu trudne. W Do wszystkich chłopców, których kochałam podejście do stereotypów jest naturalne. Wiadomo, że niektóre stereotypy i klisze funkcjonują i na nich opiera się fabuła, ale tutaj bohaterowie nie ruszają na nie z mieczem i tarczą, po czym próbują ożywić.

Sama produkcja wygląda w obu przypadkach całkowicie inaczej. Do wszystkich chłopców, których kochałam jest dobrym filmem między innymi dlatego, że zadbano tu o szczegóły i część wizualną. W filmie tym w pewnym momencie dwójka bohaterów rozmawia ze sobą po kłótni. Kadr jest pięknie podzielony słupem w drzwiach dwuskrzydłowych, potęgując dystans między nimi. Muzyka w tle doskonale współgra z fabułą i nastrojem, co w filmach młodzieżowych wcale nie jest takie oczywiste.

W The Kissing Booth natomiast młodzieżowość podkreślona jest przez nasycone kolory i popowe utwory pojawiające się mniej więcej co pięć minut. Czyli standard w tego typu filmach. A przemyślane ujęcia zostały zastąpione montażami, które w większości przypadków na ekranie wypadają blado. Nie inaczej stało się i tym razem.

W tym zestawieniu Do wszystkich chłopców, których kochałam jest po prostu lepszym filmem. Zarówno jego wartość produkcyjna, jak przeniesienie historii na ekran wygrywa pod każdym względem z The Kissing Booth. Gdybym miała każdy z tych filmów opisać jednym słowem, Do wszystkich chłopców, których kochałam byłby uroczy a The Kissing Booth cringy. Nawet żadne polskie słowo nie przychodzi mi do głowy. Ale skoro nawet dystrybutorowi nie chciało się tłumaczyć tytułu, to czemu ja miałabym szukać polskiego odpowiednika?

Myśl na koniec

Te dwa filmy pokazują, jak bardzo podobne z założenia historie można przedstawić dobrze i spartaczyć. Nie mówię oczywiście, że fabuła jest w obu przypadkach taka sama, bo absolutnie nie jest. Ale sam moment w życiu, przeżywanie pierwszej miłości, radzenie sobie z nieznanymi dotąd uczuciami to wspólne motywy przewodnie obu filmów. Ale sama historia różni się w nich dość znacząco. Poza tym na samą fabułę wpływ ma tekst źródłowy, a jak już wspomniałam, nie mógł on się bardziej różnić.

Jest jeszcze cała masa rzeczy, których muszę nauczyć się o filmografii. Ale nawet moje niewyszkolone oko zauważa różnice między tymi dwoma filmami i elementy, które jeden z nich czynią lepszym, a drugi słabszym.

Oba filmy w ostatecznym zestawieniu są po prostu filmami młodzieżowymi, które się ogląda dla przyjemności, a nie dla większej wartości. I obydwa w jakiś sposób sprawiły mi przyjemność. Do wszystkich chłopców, których kochałam wzbudził we mnie wspomnienia moich pierwszych miłości i czasów beztroski, a The Kissing Booth pozwolił mi się wyżyć i docenić dobre historie. Ten drugi byłby w ogóle doskonały do oglądania z koleżanką – ile głupich tekstów i scen do komentowania!


Oglądałeś Do wszystkich chłopców, których kochałam? Albo The Kissing Booth?

A może masz całkiem inne zdanie niż ja?

Podziel się w komentarzu.


FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa