Warkot, czyli retrokryminał ze śladowymi ilościami wszystkiego innego

Warkot, czyli retrokryminał ze śladowymi ilościami wszystkiego innego

Trafiła mi się możliwość przeczytania książki, której akcja toczy się w mieście, w którym mieszkam, ale kilkadziesiąt lat wcześniej. Jak sprawdził się kryminał retro Jarosława Rybskiego? Oto Warkot.

Warkot – Jarosław Rybski

Fabuła

Powojenny Wrocław budzi się do życia. Jego mieszkańcy żyją jednak w strachu przed czarną pobiedą, która krąży nocą po mieście. Ostatnio słychać dużo o brutalnych morderstwach, a elementem wspólnym jest ten wypolerowany samochód. Jan Warkot, ambitny student i pracownik drukarni, zostaje wciągnięty w środek śledztwa przez tajemniczą postać, która zdaje się być nie z tej ziemi – Leona Słupeckiego. Do Janka dołącza także milicjant Stefan Gromił oraz majster z drukarni, Zdzisław Kapusta. Wspólnie próbują powstrzymać tajemniczych członków zgromadzenia przed zrealizowaniem ich planu.

Wkrótce okazuje się, że może się to okazać znacznie bardziej niebezpieczne, niż się spodziewali.

Warkot Jarosław Rybski

Klimatycznie

Fabuła powieści jest na tylnej okładce opisana dość obszernie, zarówno w postaci opisu, jak i opinii. Zapowiadał się mroczny kryminał retro w klimatach stalinowskiego Wrocławia, ale dostałam od książki znacznie więcej. I wcale nie oznacza to nic dobrego.

Gdzieś w oddali zaszczekał pies, co samo w sobie było dość niezwykłym zjawiskiem po wojnie. Najwyraźniej udzieliła mu się nerwowość właścicieli.

Klimat odbudowującego się po drugiej wojnie światowej i szybko zasiedlającego Wrocławia gra pierwsze skrzypce w większości książki i zdecydowanie to on trzymał mnie do ostatniego rozdziału. Tak się składa, że przez system edukacji zbyt słabo poznajemy historię współczesną. Zazwyczaj materiał urywa się tuż po drugiej wojnie światowej, bez wchodzenia w szczegóły, bo trzeba do końca roku szkolnego przerobić pozostały materiał. I tak miałam w szkole podstawowej i gimnazjum. Jedynie w liceum trafił mi się nauczyciel, który chciał poświęcić więcej czasu na historię współczesną, która przecież ukształtowała obecne społeczeństwo w znacznie większym stopniu niż antyk mielony i melony jak kotlety.

Dlatego też doceniam, że Warkot dał mi wgląd w kawałek historii, którego do tej pory nie miałam okazji poznać bliżej. A także to, że mogłam poznać miasto, w którym mieszkam od sześciu lat z całkiem innej perspektywy. Z pewnością będę miała oczy szerzej otwarte na elementy architektury, o których mowa była w książce.

Kryminalnie i fantastycznie

Wrocławiem wstrząsają brutalne morderstwa. Ofiary były przed śmiercią widziane w pobliżu lśniącej nowością czarnej pobiedy (radzieckiego samochodu). Poza tym są niemal całkowicie pozbawione krwi. Kto zabija? I dlaczego?

Denatów nie mógł zagryźć pies, ani inne zwierzę, bo rany byłyby inne. Ta tutaj wyglądała na precyzyjne i czyste nacięcie chirurga na tętnicy szyjnej, jakby ktoś wbił widelec do pieczeni w odsłonięty fragment bladej skóry.

Czwórka głównych bohaterów po tym, jak już zaczyna współpracować, dowiaduje się prawdy na wczesnym etapie i generalnie cała zabawa z poszukiwaniem sprawcy się kończy. Pozostaje jedynie wyrównanie rachunków i powstrzymanie złych przed zrobieniem tego, co chcą zrobić. Książka, zapowiadana jako retrokryminał, przestaje nim być i przeistacza się w przygotówkę w stylu Indiany Jonesa lub Skarbu narodów. Jestem dużą fanką przygód z zaginionymi lub ukrytymi artefaktami, ale w tym przypadku po prostu jestem zawiedziona rozwojem sytuacji.

Poza tym Jarosław Rybski wplótł w tę historię elementy, których nie da się wyjaśnić nauką, ot, fantastykę w najczystszej, pierwotnej postaci. Problem w tym, że te elementy nie współgrają z resztą fabuły. Połączenie retrokryminału z powieścią przygodową i fantastyką, a do tego bogate opisy życia w powojennym Wrocławiu i jego realiów to po prostu za dużo na 380 stron. Dlatego książkę czyta się opornie.

Potencjalnie

Nie chcę jednak smucić na temat Warkotu za bardzo. Ta książka to debiut polskiego autora i tłumacza Jarosława Rybskiego, u którego nie da się przeoczyć zamiłowania do miasta, w którym żyje. Widzę potencjał w powieści, szczególnie w umieszczeniu akcji oraz w bohaterach, którzy są dobrze wykreowani. Z tego, co zdążyłam się zorientować, za jakiś czas pojawi się drugi tom z serii Bractwo Wrocławskie, zatytułowane Gromił od innego z czwórki bohaterów. Więc mogę mieć nadzieję, że autor nie będzie próbował wcisnąć w fabułę tylu gatunków i pozwoli czytelnikowi odetchnąć i cieszyć się czytaniem.


Czytałeś Warkot? A może jakiś inny retrokryminał?

Sięgasz po książki w akcją w miejscu, w którym mieszkasz?

Podziel się w komentarzu.


Książkę przeczytałam we współpracy z portalem czytampierwszy.pl


FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa