Rozczarowani, czyli baśniowo, zabawnie, kuriozalnie i buntowniczo – ale czy dobrze?

Rozczarowani, czyli baśniowo, zabawnie, kuriozalnie i buntowniczo – ale czy dobrze?

Kiedy zobaczyłam, że Netflix wypuszcza nowy serial animowany, w którym maczają palce twórcy Simpsonów, wiedziałam, że muszę wspomnieć o nim mojemu narzeczonemu. A ponieważ weekend jest idealnym momentem na wciągnięcie całego sezonu na raz, na tapecie wylądowali Rozczarowani.

Rozczarowani

Fabuła

W królestwie Dreamland księżniczka Teabeanie, zamiast czynić swoje powinności, woli upijać się w pobliskiej karczmie.

Elf Elfo wbrew swojej naturze nie jest szczęśliwy i buntuje się przeciwko słodkiemu życiu w elfiej wiosce przy produkcji słodyczy. Kieruje się do królewskiego zamku.

Tajemnicy demon Luci pojawia się na dworze królewskim w dniu ślubu księżniczki Teabeanie i zaczyna mącić jej w głowie.

Cała trójka poznaje się w dniu ślubu Teabeanie i zaczyna trzymać się razem, wpadając w różnorakie kłopoty.

Baśń w krzywym zwierciadle

W zapowiedziach, które śledzę tylko jednym okiem, przeczytałam, że Rozczarowani będą mieszanką Simpsonów, Futuramy i klasycznej baśni. I rzeczywiście po twórcach można było tego oczekiwać, w końcu Matt Groening, twórca Rozczarowanych, napisał także oba wspomniane seriale. I choć kreska animacji od razu przywodzi po części zarówno Simpsonów, jak i Futuramę, to umieszczenie akcji w średniowiecznej krainie prosto z uroczej baśni nadaje tej produkcji odrębnego klimatu.

Rozczarowani są bowiem w pewnym sensie parodią wszelakich przesłodzonych baśni o rycerzach, księżniczkach i magicznych stworzeniach. Z tym, że część humorystyczna zaczyna dość szybko kuleć. Ale o tym za moment.

Poza motywami typowo baśniowymi w serialu znaleźć można także elementy bardziej średniowieczne, jak na przykład wierzenia ludowe, kwestię higieny osobistej, która oczywiście jest pierwszorzędnym przedmiotem parodii, czy też małżeństwa aranżowane.

Humor

W przypadku komedii, czy też parodii w tym przypadku, grzechem byłoby nie wspomnieć o humorze. Zanim to jednak zrobię, muszę wyjaśnić jedno – nie jestem dobrym odbiorcą komedii. Mało co mnie bawi, a w dodatku sposób odbierania żartów jest u mnie uzależniony od nastroju danego dnia, ułożenia mebli w pomieszczeniu, konfiguracji planet i dnia w miesiącu. Dlatego nie lubię oceniać komedii, bo wiem, jak wiele czynników wpływa na to, czy się zaśmieję, czy uznam coś za denne lub obraźliwe.

Rozczarowani początkowo rozbawili mnie niemal do łez. Ale byłam wtedy po całym dniu szkolenia, miałam za sobą kilka godzin w samochodzie bez klimatyzacji w upale i połówce wina. Być może przeważyła świeżość serialu, ale naprawdę dobrze się bawiłam.

Po trzech odcinkach nastąpiła jakaś stagnacja i nie śmiałam się już wcale. Praktycznie nic mnie nie bawiło, czasem tylko jeden kącik ust podrygiwał lekko w górę. I tak pozostało już do końca sezonu.

Rozczarowani – czy się rozczarowałam?

I tak i nie. Nie można rozczarować się czymś, co do czego nie miało się żadnych oczekiwań. A ja z racji nieprzepadania za komediami ich nie miałam. Jednak pierwsze trzy odcinki dały mi nadzieję, podbudowały moją wiarę w komedię, po czym kolejne wyrwały mi to z rąk i podeptały na moich oczach. 

Czy warto dać szansę Rozczarowanym? Myślę, że mimo mojej niepochlebnej opinii warto, ponieważ mój zmysł odczuwania komedii jest spaczony. Poza tym humor generalnie jest sprawą indywidualną.

Serial mnie nie zaczarował, ale nie skreślałabym go po mojej recenzji.


Widziałeś już Rozczarowanych? A może dopiero planujesz?

Może znasz jakieś seriale animowane w podobnym klimacie?

Podziel się w komentarzu!

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa