Stokrotka w kajdanach

Na długo przed tym, jak zaczęłam na blogu podejmować tematy przede wszystkim kulturalne, zdarzało mi się czytać pojedyncze książki. Jakieś dwie z nich udało mi się nawet na blogu wspomnieć. Jedną z nich były Ulubione rzeczy Sharon Bolton. Książka, która trzymała mnie w napięciu do ostatniej strony, zachęciła mnie po latach do sięgnięcia po inną powieść tej samej autorki – Stokrotka w kajdanach.

Stokrotka w kajdanach – Sharon Bolton

Fabuła

Hamish Wolfe odsiaduje wyrok za zamordowanie trzech kobiet. I czwartej, której ciała nie odnaleziono. Wszystkie kobiety łączyła nadwaga. Hamish jest celebrytą, każdy zna jego twarz i przed zapadnięciem wyroku podziwiał jego pracę chirurga. Maggie Rose jest genialną prawniczką i również celebrytką, ale w świecie moli książkowych mających fioła na punkcie true crime. W przeciwności do Hamisha, Maggie unika świateł reflektorów. Ignoruje też jego prośby o podjęcie próby obronienia go w sądzie.

W końcu jednak zmienia zdanie. Dlaczego?

Plusy

W książce wykorzystano sporo współczesnych motywów w małych dawkach. Wspomniane są na przykład snuff movies, czyli nagrania czyjejś śmierci. Tego typu filmy są jednym z najbardziej poszukiwanych rodzajów plików w zaszyfrowanej części internetu. Zawsze lubię wyłapywać tego typu smaczki, szczególnie kiedy mają coś wspólnego z fabułą. Nawet tylko skojarzenia.

Sama fabuła była dobrze zbudowana. Stanowiła zmieszanie przeszłości bohaterów z teraźniejszością. W dodatku wszystko zostało podszyte emocjami, które zbijały z tropu.

Minusy

Akcja powieści rozwija się dość powoli. Wciąż znajdowałam się między młotem i kowadłem, między punktem widzenia Hamisha i Maggie. Oboje nie są do końca szczerzy w swoich zamiarach i widać, że mają coś za uszami, albo przynajmniej gdzieś w przeszłości. Kiedy już niemal udało mi się przyzwyczaić do niezbyt lubianego przeze mnie typu narracji, byłam zmuszona do czytania artykułów z gazet i ckliwej korespondencji Hamisha. Wniosły one pewne informacje do głównego wątku, ale wydawały się kompletnie wyrwane narracyjnie. Być może to wina tłumaczenia.

Stokrotka w kajdanach ma jedną zasadniczą wadę. Została napisana w czasie teraźniejszym. Dlatego mimo intrygującej historii niesamowicie mnie irytowała w trakcie czytania. Sytuacji nie poprawiły dość miernie napisane dialogi i fakt, że główny trzon zagadki rozwikłałam gdzieś w dwóch trzecich powieści. Autorce nie udało się rzucić subtelnych wskazówek. Raczej kłody, o które łatwo jest się potknąć i przy okazji łatwo rozwiązać intrygę.

Podsumowanie

Mając w pamięci świetną i porywającą książkę Ulubione rzeczy, liczyłam na totalne oderwanie i wciągnięcie się w wir wydarzeń. Miałam też nadzieję na koniec tak szokujący, że spadnę z krzesła. Rzeczywistość nie okazała się dla mnie tak łaskawa. Stokrotka w kajdanach, mimo wielu zalet, nie zachwyciła mnie. Niemniej uważam, że to książka warta poznania, szczególnie jeśli lubi się samemu szukać wskazówek w fabule.

Nie polecam osobom, które mają wygórowane oczekiwania co do tego typu książek. Nikt nie lubi czuć się zawiedziony, dlatego ostrzegam.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail