Sherlockon, czyli jak uwolniłam mojego wewnętrznego geeka

Sherlockon, czyli jak uwolniłam mojego wewnętrznego geeka

Już od dłuższego czasu tłumiłam w sobie moje skłonności do bycia prawdziwym geekiem. Wiesz, osobie dorosłej, pracującej na pełny etat nie wypada. To, że na blogowanie niektórzy patrzą z pobłażaniem, nie liczy się. Wybrałam się jednak na Sherlockon w Warszawie.

Sherlockon 2018

Już w zeszłym roku chciałam pojechać na Sherlockon, ale był to czas intensywnego pisania pracy magisterskiej oraz kończenia studiów, więc wszystkie przyjemności wtedy odłożyłam na kolejny rok. W tym roku o mały włos także nie ominęłam tego wydarzenia, ale po kupieniu biletu nie było już odwrotu.

Najbardziej stresowałam się dwiema rzeczami. Po pierwsze, że nie trafię na miejsce, bo moja orientacja w Warszawie jest zerowa. Po drugie, że będę się czuła wyobcowana, bo nie zabrałam ze sobą nikogo znajomego.

Okazało się jednak, że niektórych uczestników można było poznać z daleka i dzięki temu podczepiłam się w busie do grupki, która zmierzała w tym samym kierunku. A wiadomo, że nic tak nie łączy ludzi, jak wspólny cel. Może poza wspólnym wrogiem. Wspólnymi siłami trafiliśmy na miejsce.

Choć po rejestracji czułam się jak dziecko we mgle i palec jednocześnie, bardzo szybko znalazłam wspólny język z dwiema dziewczynami, które przygarnęły mnie pod swoje skrzydła. Spędziłam z nimi praktycznie całe dwa dni konwentu i bardzo dobrze się bawiłam w ich towarzystwie. Chyba dopiero drugiego dnia dopytałam je o wiek i uznałam, że wspólny temat i zamiłowanie łamie niektóre granice, szczególnie, że ja w głębi serca czuję się na dwadzieścia lat, a nie dwadzieścia pięć.

Więc obie moje obawy okazały się ostatecznie nieuzasadnione.

Wzięłam udział w niektórych warsztatach. Szczególnie spodobał mi się pokaz technik kryminalistycznych przygotowany przez ekspertów ze Szkoły Policyjnej w Pile. Bardzo kręci mnie kryminalistyka i poczułam małe ukłucie żalu, że nie zdecydowałam się właśnie na taki kierunek studiów. Ale tak naprawdę nie mam czego żałować.

Sherlockon 2018
Pokaz technik kryminalistycznych – Sherlockon 2018

Wzięłam także udział w Sherlockowym Bingo, które było pierwszym elementem, który wydobył mojego ukrytego geeka na światło dzienne. W głowie pojawiła mi się myśl, jak coś tak prostego, uzupełnionego o elementy fandomu może sprawiać tyle przyjemności? I choć nic nie wygrałam, wyszłam z sali bogatsza o nowe doświadczenia i z nowym towarzyszem – bardziej otwartą sobą.

Tego samego dnia, kiedy w programie akurat nic nie przyciągało naszej uwagi, wraz ze wspomnianymi wcześniej dziewczynami udałyśmy się do strefy gier planszowych w celu zabicia czasu. W ogromnym stosie różnych kartonów moją uwagę przyciągnęło znajome pudełko, którego nie widziałam na oczy od ładnych kilku lat. Małe czarne pudełko z mrocznym wzorem… Gloom, w który miałam kiedyś okazję pograć podczas spotkań z Whovianami w Wrocławia. I znów pojawiło się ukłucie żalu, że grupa upadła krótko po tym, jak do niej dołączyłam. Wróciły wspomnienia…

sherlockon 2018 gloom gra planszowa karciana
Gra w Gloom na Sherlockonie 2018

Nauczyłam więc młodzież grać w Gloom, która swoją drogą została przetłumaczona w międzyczasie na język polski, więc jedna z barier została zniszczona. Znów trafiłam na rodzinkę z kuzynem Mordekacaiem, a właściwie szybko zwinęłam zielone karty sprzed nosa dziewczyn. Co poradzę na moje zamiłowanie do zielonego? Pasowały mi do stołu.

Poza tym nie mogłam przejść obojętnie obok repliki Tardis z mojego absolutnie ukochanego serialu Doctor Who. Nie mogłam i już! Wtedy mój wewnętrzny geek zdążył cały wyślizgnąć się na światło dzienne. Zrobiłam sobie zdjęcie i przysięgłam sobie, że na kolejny konwent uzewnętrznię swojego geeka koszulką, przypinkami i torbą. I wszystkim, co zdobędę do tej pory.

Sherlockon 2018 Tardis replika
Moje zdjęcie z Tardis

Zrobiłam sobie nawet selfie z kartonowym Sherlockiem i Watsonem z serialu BBC. Najpierw pomyślałam, że nisko upadłam, bo robię sobie zdjęcia z kartonami. Po chwili przyszła jednak refleksja, że co z tego?

Drugiego dnia wzięłam udział w warsztacie z podstaw filmowania, kadrowania i ujęć. Jeśli chodzi o techniczne sprawy, nie dowiedziałam się nic otwierającego oczy. Za to pojawiło się mnóstwo ciekawostek z planów filmowych, które mnie zaskoczyły i pokazały, że przede mną długa droga do poznania sekretów filmografii.

Później skorzystałam z okazji i oddałam się przyjemności posłuchania fragmentu słuchowiska Odcienie czerni, w którym to Sherlock przenosi się akcją do steampunkowego Londynu. Z całą pewnością kupię w audiotece całą historię, żeby w tym świetnym skręcającym jelita klimacie posiedzieć trochę dłużej.


Sherlockon nie tylko pozwolił mi świetnie spędzić dwa dni w Warszawie. Pomógł mi też zdać sobie sprawę z tego, że zbyt łatwo oceniam innych, a przez to także siebie. Patrzę na świat przez pryzmat uprzedzeń. I muszę to zmienić.

Uwolniłam tę pełną zamiłowania do kultury osobę, która zawsze siedziała we mnie bardzo głęboko, ale przejawiała się jedynie w domowym zaciszu i może odrobinę w tekstach na blogu.

Wygrzebałam z pudełka stare przypinki, które będą towarzyszyć nowym i tym, które jeszcze kupię. Bo kupię z całą pewnością!

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa