Troszkę dobija mnie, że Internet, a w szczególności Facebook, Twitter i różne podobne strony, stały się miejscem, gdzie świat dowiaduje się o zaręczynach Kasi, zanim rodzice Kasi się o nich dowiedzą, albo znajomi Kasi, spotkani raz jedyny na wycieczce do Krakowa, widzą zdjęcie z ultrasonografu dziecka Kasi, zanim jej rodzice w ogóle dowiedzą się, że ich córka jest w ciąży, albo nawet w ogóle ma chłopaka.

Świat trochę zwariował. Po co wystawiać się swoją prywatność na dyskusję innych osób aż w takim stopniu? Rozumiem, że każdy chciałby się pochwalić, że był na Bahamach, czy w Honolulu. To zrozumiałe, bo ludzie chwalili się tym od zawsze. Czasem mam wrażenie, że niektórzy znajomi nie jadą na urlop, aby odpocząć, ale po to, by przebić swoich znajomych. Z mojej perspektywy jet to śmieszne, ale sama też czuję presję, żeby czymś się pochwalić od czasu do czasu. Bez tego nie istnieję, bo nie jestem dość interesująca. Wiadomo.

W pewnym momencie obnażania swojej prywatności dochodzi się do “etapu”, w którym trzeba pochwalić się kupką dziecka, bo akurat nic ciekawszego się nie wydarzyło. A nie każdy chce to oglądać. Social media uzależniają. I to równie mocno, co alkohol i papierosy. Robią to jednak znacznie subtelniej. Nie dajmy się w to wciągnąć.

Pozdrawiam,

Zielona Małpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail