Wydaje mi się, że emocjonalnie należę raczej do słabszych osób. Wszystko dookoła bardzo na mnie wpływa. Na szczęście nauczyłam się konstruować drabiny z pozytywnych myśli, przez co wyjście z każdego dołka jest o wiele łatwiejsze.

Ostatnim wydarzeniem, które było zdecydowanie wartością bardzo ujemną na mojej emocjonalnej krzywej, był koniec dwuletniego związku. Spotkałam się z Pawłem i nie spodziewałam się usłyszeć takich słów. Raczej myślałam, że spotkamy się tak, jak zawsze.

On jednak stwierdził, że nie chce już ze mną być. Uważał, że go olewałam, z czym nawet mogę się zgodzić. Jednak najgorsze były jego słowa: “Bo już Cię nie kocham.” Mimo, że ja jego nie kochałam, to moja lekko narcystyczna natura spytała mnie od razu: “Jak on tak może!?”

Po tym miałam stan absolutnej melancholii i smutku. Dzięki drabinie i mało ambitnym filmom romantycznym wygrzebałam się z tego po niecałych dwóch tygodniach. Poczułam się wolna i szczęśliwa. Gotowa na złapanie swoich marzeń i podążenie za nimi. Bałam się tylko pierwszego kroku – przeprowadzki do Wrocławia, ale jak przyszło co do czego, to i z tym spokojnie dałam sobie radę.

Ktoś spyta, jak mogłam być z kimś dwa lata i nie kochać go? Otóż początek naszego związku był burzliwy, zaczęło się od złego powodu i przyzwyczaiłam się do chłopaka, który szalał na moim punkcie. Nie miał za dużo pieniędzy (co nie jest dla mnie wyznacznikiem wartości człowieka), nie był najprzystojniejszy, nie był w moim typie, ale był dla mnie zawsze wtedy, gdy miałam problemy. Choć zabrzmi to okrutnie – był dla mnie wygodą, zastępstwem wszystkich przyjaciół, którzy na przestrzeni lat wykruszali się jeden po drugim. Był, kiedy nie było nikogo innego porównywalnie bliskiego. I to był powód, dla którego ja z nim byłam: strach przed brakiem miłości.

Związki, z którymi radzę sobie najlepiej, to te frazeologiczne.

Byłam szczęśliwa, ale po mniej więcej roku zaczęłam się dusić. Jego i moimi staraniami. Wtedy często myślałam o tym, aby zerwać, ale nigdy nie miałam odwagi.

Dziś nie żałuję niczego, co było, bo dzięki temu wiele się nauczyłam. W tym wielu rzeczy, których nie umiem ująć w słowa. Najważniejsza jednak, to ta, żeby nie pakować się w związki bez uczucia. I pozwolić się uczuciom rozwijać, kiedy pojawi się ich zalążek. Ważne jest też, aby nie smucić się za długo, bo później trudniej z tego wyjść.

 

Dziś troszkę łzawo dla mnie, ale dołuje mnie ta postśniegowa ciapa i brak słoneczka. Mojego Słoneczka też.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail