Opowiem Wam dziś o pewnym muzyku. Nie grzeszy urodą. Na ulicy pewnie w ogóle nie zwróciłabym na niego uwagi. Ale jego głos… Jego uczucia wkładane w każdy utwór… Na to ciężko nie zwrócić uwagi.
Każdy z nas zna zapewne jeden z jego kawałków: I’d do anything for love. Reszta jest mniej kojarzona.
Mowa o Meat Loaf.
Czytając komentarze na youtube trafiłam na kilka bardzo ciekawych. Ktoś napisał, że jest wiele artystów potrafiących ująć w piosence całe opowiadanie, a Meat Loaf całe powieści. Można to zobaczyć chociażby po długości utworów: co najmniej 8 minut. Mi bardzo się podobają, ponieważ są niezwykle baśniowe, jakby świeżo zdjęte ze sceny, wyjęte z jakiegoś musicalu. Ich długość ułatwia całkowite oddanie się słowom, melodii, rytmowi. Najczęściej przed jakimiś stresującymi wydarzeniami, na przykład egzaminami, czy kolokwiami, włączam sobie utwór Couldn’t have said it better.
http://www.youtube.com/watch?v=3wgp-M6oGpI
Innym świetnym kawałkiem jest Paradise by the Dashboard Light:
http://www.youtube.com/watch?v=nnjV7qIPVsA
Każdemu polecam zapoznać się z tymi utworami, bo, moim zdaniem, warto.
Ciekawostką jest to, że piosenka It’s all coming back to me została oryginalnie napisana właśnie dla Meat Loaf, który jednak z niej zrezygnował. W rezultacie zaśpiewała ją Celine Dion. Przy okazji Meat nagrał własną wersję jakiś czas poźniej. I w sumie to wolę właśnie jego wersję.
Pozdrawiam,
zielonamalpa