Dzisiejszy dzień zaczął się fatalnie. Wstałam z nieziemskim bólem głowy, a po chwili okazało się, że w całym bloku nie ma prądu. Ja należę do grupy osób, które bez problemu wyjdą bez idealnego makijażu, ale mam problem z grzywką, bez której się nie ruszam. Moje włosy szybko się przetłuszczają, szczególnie te na czole, więc bez porannego umycia i wysuszenia grzywki nie ma szans na wyjście.

Przed lusterkiem spędziłam ponad pół godziny na majstrowaniu przy grzywce, ponieważ na wf musiałam pójść i innej opcji nie było. Gdy już doprowadziłam ją do stanu ogarnięcia i wyszłam na zewnątrz, przeszył mnie zimny dreszcz – wiał mroźny i mocny wiatr, a do tego padał nieprzyjemny drobny deszcz. Jakoś doszłam na przystanek i dowlokłam się na zajęcia sportowe.

Kiedy wróciłam, myślałam, że zamarznę w mieszkaniu, ponieważ grzejniki nie działały (bo nie było prądu). Zrobiłam sobie gorącą herbatę i zabrałam za czytanie Tolkiena. Na szczęście mieliśmy gaz i zapałki, bo bez tego mogłoby być ciężko.

Postanowiłam zrobić coś z tym nieciekawym dniem i zapaliłam w łazience dwa podgrzewacze. W tej romantycznej atmosferze umyłam sobie zęby i ręce. Zdmuchnęłam świeczki i wróciłam do czytania książki.

Od tego momentu dzień wyglądał już tylko coraz lepiej – przyszedł mój chłopak, ludzie z elektrowni naprawili awarię, a atmosfera ogólnie się rozluźniła.

Dlatego pamiętajcie, że nieważne jak źle nie zaczynałby się dzień, zawsze warto dać mu szansę, bo może nas bardzo pozytywnie zaskoczyć.

 

Miłego wieczoru,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail