Energia nie znika. Ona zmienia swoją formę

Przeanalizowałam zeszły rok i wychodzi mi, że w życiu prywatnym przeszłam z poziomu 5 na poziom 10. Niestety w kwestiach blogowych zeszłam z poziomu 5 na poziom 3. Poziomy są całkowicie subiektywne.

Kiedy zakładałam blog, nie wiedziałam, w jakim celu to robię. Kiedy już zaczęłam go prowadzić, stał się on moim terapeutą, któremu mogę się wygadać. Było tak, dopóki nie usłyszałam, że blog powinien obrać kierunek. Więc zrobiłam coś, co uznałam, że będzie właśnie tym – obraniem kierunku. Zaczęłam pisać o kulturze i w sumie o niczym więcej.

Nie wiedziałam wtedy, że to, co uważałam za obranie kierunku okaże się w rzeczywistości postawieniem dookoła siebie murów. Ja nie obrałam kierunku. Ja wybrałam tematykę, a to dwie różne sprawy.

Niedawno pisałam nieco o zmianach, jakie zaszły we mnie w zeszłym roku. Zaczęłam też odczuwać dyskomfort na myśl o blogowaniu, o pisaniu i o mediach społecznościowych. Podświadomie dystansowałam się od nich i od zaangażowania w coś, co nie szło w takim kierunku, jak to sobie zaplanowałam. A nie szło w kierunku, bo ja stałam w miejscu, otoczona murem, który sobie postawiłam z książek i seriali.

W połowie 2017 roku podjęłam decyzję o regularnym pisaniu na blogu. Dwa teksty tygodniowo, choćby się waliło i paliło. Przecież zawsze można napisać coś uniwersalnego na zapas i opublikować, kiedy nie ma czasu na tworzenie. I pisałam tak prawie dwa lata z przerwą w momencie, kiedy zwaliła mi się na głowę obrona, ostre przeziębienie, przeprowadzka i rozpoczęcie pracy jednocześnie. I wtedy pominęłam tylko jeden wpis. Drugą przerwę zrobiłam sobie pod koniec zeszłego roku. Dwa tygodnie detoksu blogowego. I zdałam sobie sprawę, że od prawie dwóch lat nie czułam się tak dobrze.

Z drugiej strony tęskniłam za pisaniem i po dwutygodniowej przerwie z uśmiechem na twarzy wróciłam do pisania i działania w mediach społecznościowych. Jednak ta przerwa zasiała we mnie ziarenko niepewności, czy naprawdę chcę pisać, czy to już uzależnienie? I jeśli chcę pisać, to czy nadal tak samo?

Postanowiłam znaleźć rozwiązanie, które pozwoli mi się cieszyć blogowaniem i się rozwijać.

Nie porzucam kultury, bo to duża część mojego życia i lubię pisać recenzje. Czy czymkolwiek są teksty na moim blogu (puryści definicyjni – nie krzyczcie, wiem, czym jest recenzja). Ale postanowiłam, że nie będę się już za literaturą i serialami chowała. Będzie tu więcej mnie. Czasem napiszę coś o moim życiu, czasem o kulturze, czasem o spostrzeżeniach. Zrobię fuzję Zielonej Małpy z początków jej istnienia i tej nowej, obecnej, która ma już doświadczenie. I powstanie Super Sayian Zielona Małpa, która wyrwie wszystkich ze skarpetek i poskromi swój kryzys tożsamości.

Dawno nie napisałam tekstu na blog w tak szybkim tempie. Jednak dobrze pisze się o kulturze, ale trochę lepiej o sobie. Ciekawe spostrzeżenie.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail