Top of the Lake, czyli kryminał bez kryminału

Top of the Lake, czyli kryminał bez kryminału

Po obejrzeniu pierwszego sezonu Mostu nad Sundem naszła mnie ochota na więcej podobnego klimatu. W propozycjach pojawił się serial, którego tytuł kojarzyłam. Nawet znalazł się on na mojej liście na Netflixie. Zapraszam na wrażenia z pierwszego sezonu Top of the Lake.

Top of the Lake – sezon pierwszy

Fabuła

W małym nowozelandzkim miasteczku dwunastolatka w piątym miesiącu ciąży nie chce zdradzić, kto jest ojcem dziecka. Wkrótce później znika bez śladu. W sprawę jej odnalezienia angażuje się młoda detektyw, Robin Griffin (Elisabeth Moss), która właśnie wróciła do domu, by zająć się umierającą matką.

W tym samym czasie nad pobliskim jeziorem powstaje tajemniczy obóz kobiet w średnim wieku. Pod okiem G.J. (Holly Hunter) próbują one odzyskać radość życia i pogodzić się z przemijającym czasem. Tui, zaginiona ciężarna nastolatka, po raz ostatni była widziana właśnie w tym miejscu.

Wątek poszukiwań Tui prowadzi do odkrycia przez Robin wielu tajemnic skrywanych od lat przez mieszkańców. Niektórzy nie chcą, by wyszły one na jaw.

Mało kryminalnie

Choć zapowiadało się na serial kryminalny, to wątku kryminalnego nie jest tu bardzo dużo. Przewija się on przez odcinki, przypomina o sobie, ale nie gra pierwszych skrzypiec. Poszukiwania Tui stanowią istotną część fabuły, tak samo, jak odkrywanie tajemnic mieszkańców, jednak na sam przód wysuwa się postać głównej bohaterki. To jej historia intryguje bardziej i przyciąga uwagę do ekranu.

Na początku Robin po prostu oferuje swoją pomoc w rozmowie z Tui, potem w jej poszukiwaniach. Jej zaangażowanie w znalezienie dziewczyny przeradza się niemal w obsesję, co w pewnym stopniu jest zrozumiałe. Tui zaginęła, będąc w piątym miesiącu ciąży, a zbliżają się najzimniejsze miesiące, co może się skończyć źle, jeśli uciekła i kryje się w pobliskich lasach. Nie pomaga fakt, że ojciec Tui jest miejscowym bossem, który na boku kręci różne nielegalne interesy.

Bardzo klimatycznie

Choć Nowa Zelandia leży prawie dokładnie po przeciwnej stroni kuli ziemskiej, co Polska, nie do końca w serialu dało się odczuć tę odległość. Akcja tak naprawdę mogłaby się toczyć w dowolny kraju, który ma odpowiednio duże obszary leśne położone w górach. Lokalizacja nie miała tu dużego znaczenia. A przecież Nowa Zelandia to jedno z najciekawszych miejsc, jeśli chodzi o krajobrazy!

Mimo wszystko zbudowano tu niesamowity klimat. Żałuję, że nie oglądałam Top of the Lake jesienią, wtedy uzyskałabym dodatkowy wymiar oglądania. Akcja zaczyna się późną jesienią i wyraźnie odczuwa się, że bohaterowie mają przed sobą ostatnie cieplejsze dni. Otoczenie pokazane jest w formie półdługich ujęć z lotu ptaka na zalesione góry.

Mało dynamicznie

Fabuła w Top of the Lake rozwija się bez pośpiechu. Dopóki nie dzieje się nic niebezpiecznego, bohaterowie nigdzie się nie spieszą. Mieszkańcy żyją własnym rytmem, z którego wybijani są tylko na chwilę, kiedy muszą zaangażować się w poszukiwania nastolatki.

Śledztwo także posuwa się do przodu dość wolno. Tui zniknęła bez śladu, a policji udało się tylko odkryć tajemnice mieszkańców, niezwiązane z zaginięciem. Mijają całe miesiące poświęcone żmudnym poszukiwaniom. Przeważnie w kryminałach sprawy rozwiązuje się szybciej, albo po drodze trup ściele się gęsto. Tutaj nie pojawiają się trupy podczas śledztwa, a te, które się pojawiają, giną na oczach widza z rąk ujawnionych sprawców.

Ten brak dynamiki w śledztwie może kogoś odrzucić i doskonale to rozumiem. Przy braku dynamiki jak najbardziej można obawiać się nudy. W przypadku Top of the Lake miejsca na nudę jest bardzo mało. Fabuła skupia się bowiem nie tylko na samym śledztwie, ale także na relacjach mieszkańców i głównej bohaterce. Przez to serial staje się bardziej obyczajowo-dramatyczny niż kryminalny.

Co myślę o Top of the Lake?

Serial ten z pewnością ma szansę spodobać się osobom, które lubią nordic noir. Mimo, że ze Skandynawią nie ma nic wspólnego, to charakteryzuje się podobnym klimatem, budowaniem postaci i wolnym rozwojem akcji. Jednocześnie mnóstwo widoków z lotu ptaka sprawia, że serial zyskuje walory estetyczne.

Myślę też, że fani serialu Opowieść podręcznej mogą dać mu szansę ze względu na odtwórczynię głównej roli – Elisabeth Moss.

Powinien spodobać się miłośnikiem seriali takich jak Broadchurch, Most nad Sundem czy Forbrydelsen.


Oglądałeś Top of the Lake? Jak wrażenia?

A może polecasz jakiś inny serial w tym stylu?


FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa