The end of the F***ing world

Kiedy włączałam pierwszy odcinek The end of the f***ing world, spodziewałam się, że będzie to serial, który porzucę i całkiem o nim zapomnę. Jednak rzeczywistość lubi mnie zaskakiwać.

The end of the f***ing world

On. Chłopak o skłonnościach psychopatycznych, niezdolny do odczuwania emocji i milczący. Jego marzeniem jest zabić człowieka.

Ona. Buntowniczka, nie potrafiąca znaleźć swojego miejsca w społeczności i potrafiąca zareagować ripostą. Jej marzeniem jest spotkać ojca.

Dwójka skrajnie różnych młodych ludzi, których łączy tylko niedostosowanie i bycie odludkami.

Ruszają we wspólną podróż w nieznane.

Początkowo myślałam, że The end of the f***ing world okaże się serialem skierowanym wyłącznie do młodzieży. Z perspektywy widzę jednak, że każdy, kto choć trochę interesuje się zakamarkami ludzkiego umysłu, będzie w stanie ocenić tę produkcję choć trochę pozytywnie.

Sam serial jest surowy w swojej formie. Nie ma tu efektów specjalnych, wyszukanej pracy kamery, czy pięknych aktorów. Ale to ostatnie może wynikać z tego, że to brytyjska produkcja, a Brytyjczycy mają to do siebie, że nie potrzebują pięknych aktorek i przystojnych aktorów, żeby przyciągnąć uwagę. Za to często ich uroda, a właściwie stylizacja odbierana jest jako specyficzna. Zerowy makijaż i niemodne ubrania dodają bohaterom uroku prawdziwych odludków.

James (Alex Lawther), główny bohater, wcale nie jest męski, czy silny. Nie jest nawet początkowo bohaterem pozytywnym. A jednak można znaleźć w nim jakieś pokręcone pozytywy. Podobnie jak Alyssa (Jessica Barden), która też nie jest ucieleśnieniem współczesnej nastolatki. Cieniutką nitkę porozumienia odczułam też na linii James-Alyssa.

The end of the f***ing world to historia drogi. Jednak przez pewne komplikacje staje się historią drogi bez możliwości powrotu. W tym popularnym motywie odkrywa się stopniowo, co tak naprawdę stoi za charakterami i problemami bohaterów. Całość okraszona jest dodatkowo czarnym humorem i dysonansem między myślami i rozmowami bohaterów.

Przede wszystkim bohaterowie poznają samych siebie. Każdy przystanek ich wspólnej podróży generuje sytuacje, z których wynikają reakcje. A nie zawsze są to reakcje, których możemy się spodziewać.

Nie ma róży bez kolców

Choć serial trzymał mnie w swoich szponach do ostatniego odcinka, pod koniec sezonu zaczęłam się przy nim trochę nudzić. Bohaterowie przeszli wewnętrzną przemianę, która zabrała trochę uroku i ostatecznie wydźwięk ostatniego odcinka był sprzeczny z klimatem wszystkich poprzednich. Lubię obserwować zmiany w serialowych bohaterach, ale tu jakoś nie potrafiłam się do nich przywiązać, przez co po kilku dniach serial całkowicie wyparował mi z pamięci.

Podsumowanie

The end of the f***ing world okazał się intrygującym serialem o współczesnych problemach młodych ludzi. O depresji, samobójstwach, wpływie traumatycznych wydarzeń na stan emocjonalny, samotności i trudnościach z poznaniem samego siebie. Choć nie każdemu się spodoba, z pewnością warto wziąć go pod uwagę, planując listę seriali do obejrzenia.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail