Altered carbon, czyli krew, seks i cyberpunk

Altered carbon, czyli krew, seks i cyberpunk

Altered carbon atakował mnie od dwóch miesięcy. Zapowiedzi najlepszego do tej pory serialu Netflixa pojawiały się na Facebooku, na YouTube, na blogach… Ciężko było przegapić premierę.

Altered carbon

W dalekiej przyszłości ludzkość znalazła sposób na nieśmiertelność. Sposobem tym są stosy korowe, czyli małe urządzenia, na których zapisuje się świadomość człowieka. Dopóki stos nie ulega zniszczeniu, dopóty człowiek może transferować się do nowej powłoki.

Takeshi Kovacs (Will Yun Lee, Joel Kinnaman) po 250 latach zostaje wyciągnięty z więzienia przez wpływowego bogacza Laurensa Bancrofta (James Puferoy). Został on znaleziony martwy w swoim domu z przestrzelonym stosem, a jego kopia zapasowa nie zdążyła nadpisać danych. W zamian za znalezienie prawdziwego sprawcy swojej śmierci oferuje uniewinnienie i duże pieniądze. Takeshi po początkowych wątpliwościach podejmuje się zadania i rozpoczyna śledztwo w świecie, który jest dla niego całkowicie nowy.

Na jego drodze staje zawzięta policjantka Kristin Ortega (Martha Higareda) oraz żona Bancrofta, Miriam (Kristin Lehman).

Altered carbon okazał się wizualną perełką. Zastosowana kolorystyka i dbałość o szczegóły naprawdę zbudowały ten mroczny świat przyszłości. Mechaniczne części ciała i nowoczesna technologia stała się częścią ludzkiego organizmu, co nadało serialowi cyberpunkowego klimatu. Wszechobecne neony i holograficzne reklamy wpisały się w ostatnie trendy przedstawiania odległej przyszłości. Przy okazji nie zabrakło tu nawiązań do klasycznej literatury w wersji futurystycznej. Dość ważną rolę odegrał tu hotel Raven prowadzony przez sztuczną inteligencję, Poe. Nawiązanie to oczywiście słynny poemat Edgara Allana Poego – Kruk.

Kolory i kontrasty

Nie wszystko w przyszłości jest jednak kolorowe i idealne. Biedniejsze dzielnice miast pełne są brudnych ludzi, których stać tylko na jedno życie. Za to rezydencje najbogatszych pozbawione są neonów i nasyconych kolorów. Ich domy przypominają raczej wnętrza starożytnej Grecji. Ale najbogatszych stać na antyki, którymi lubią się otaczać.

Możliwość przedłużania sobie życia i zmieniania powłok zwiększyła drastycznie różnice między biednymi i bogatymi. Klasa średnia praktycznie przestała istnieć. Pieniądze gwarantują wpływy, a wpływy władzę. To bardzo mroczna wizja przyszłości, ale pod tym względem bardzo realna.

Moje problemy z serialem

W serialu zabrakło mi problemów ze zmianami powłok. Jasne, po zmianie powłoki odczuwa się coś w rodzaju kryzysu tożsamości, ale po niedługim czasie on mija i przestaje być problemem. Po kilku godzinach osoba czuje się w innym ciele jak w swoim własnym. I to po kilku godzinach, a nie tygodniach. To odbiera zmianie powłoki złe nacechowanie i praktycznie całą ambiwalencję. Umierasz, zmieniasz powłokę, żyjesz dalej. O ile cię stać. Bez moralnych wątpliwości, bez trudności z asymilacją.

Dodatkowo odniosłam wrażenie, że powłoki były traktowane nomen omen dość powierzchownie. Jakby chciano widzowi za wszelką cenę wmówić, że liczy się wnętrze, czyli stos. A przecież ciało też ma znaczenie w tym, jak kogoś postrzegamy. I nie chodzi mi o traktowanie żony, która nagle znalazła się w ciele mężczyzny, ale o generalne podejście do powłok.

W Altered carbon pojawia się także wątek powrotu do żywych po wielu wielu latach. Takeshi dostał powłokę po 250 latach mentalnego bezcielesnego więzienia. I po powrocie generalnie nie odczuwa zmiany wynikającej z tego, że cywilizacja zdążyła się rozwinąć w ciągu tej ćwiartki tysiąclecia. To tak jakby ktoś z 1760 roku przeniósł się w nasze czasy. A zakładając, że cywilizacja rozwija się wykładniczo… Cóż, odczułam tu ogromny niedosyt i zawód, że przeszłość nie różni się znacząco od teraźniejszości, gdzie oba te momenty w historii dzieli całe 250 lat. Nie dano nam żadnego wyjaśnienia, że na przykład rozwój drastycznie zwolnił albo stało się coś innego.

Co myślę o serialu?

W serialu jest bardzo dużo nagości, seksu, brutalności i rozlewu krwi. Dla jednych będzie to plusem, innych odstraszy. Na mój gust twórcy mogli trochę ograniczyć się ze scenami łóżkowymi i ciurkającą krwią. Ale to tylko moje preferencje. I mogli znacznie skrócić walkę w finałowym odcinku. Trwała zbyt długo i zdążyłam w jej trakcie sprawdzić kilka rzeczy w internecie bez tracenia wątku.

Sama historia na szczęście trzyma się kupy. Z perspektywy finału większość wątków została doprowadzona do końca, albo przynajmniej do momentu przejściowego. Nie wszystko było dla mnie jasne od razu, ale po dyskusji z drugą połówką udało mi się nie mieć zbyt wielu wątpliwości na koniec.

Co myślę o Altered carbon? Jak na szum, który zrobił się wokół tej nowej produkcji Netflixa, jestem nieco zawiedziona. Spodziewałam się prawdziwej bomby, a dostałam najwyżej ładną neonową petardę. Mimo wszystko podczas oglądania dobrze się bawiłam i nie uważam czasu poświęconego serialowi za stracony. Jeśli podejdzie się do niego chłodno i bez ogromnych oczekiwań, które sprowokował Netflix, Altered carbon może się nawet spodobać.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa