Za mną dożynkowy weekend pełen wiejskich wrażeń. Muszę przyznać, że były udane i myślę, że nie tylko ja tak uważam.
W tym roku to moja miejscowość organizowała gminne dożynki, więc znalazłam się w centrum przygotowań.
Nie będę tu wszystkiego opisywać, bo większość pewnie jest zbliżona do każdych innych dożynek. Pod spodem kilka fotek, które pokazują pomysłowość i kunszt mieszkańców mojej wioski.
Śliczny Minionek z lekko zboczonym wyrazem twarzy
Słodka rodzina świnek (rozkosz po prostu)
Pan z dupą hydraulika (macałabym)
Detale korony żniwnej robionej między innymi przez moją mamę
Z ciekawych historii to mogę przytoczyć jedną. Mój chłopak uparł się, że kupi mi watę cukrową. Ja nie bardzo chciałam, bo wiem, że to jest przepłacanie za cukier. No ale nie miałam nic do gadania. Pan zaczął kręcić patykiem w maszynie i coś poszło nie tak, wata wyszła krzywa i trochę w połowie patyka, więc w końcu dał mi ją za darmo. A smakowała jak kupiona 😉
Buziaki,
Zielona Małpa




