Ostatnio postanowiłam zerknąć na pierwsze wpisy na tym blogu. Zauważyłam, że bardzo zmieniło się moje podejście do życia. Na początku studiów byłam niezmiernie szczęśliwa, bo odcięłam się od wszystkich złych elementów mojego życia: nieudanego związku, chorych znajomości, melancholii spowodowanej niezrozumieniem innych osób. A przynajmniej tak mi się wydawało.

Masa nowych znajomości sprawiła, że czułam się dobrze, miałam nadzieję, że wreszcie otworzę się na ludzi, na imprezy, na przygody. Nie do końca to się jednak stało. Stałam się bardziej otwarta na nowe znajomości, to prawda, jednak nadal brakuje mi czegoś, co pomogłoby mi utrzymać te znajomości. Być może jestem jednak w większym stopniu introwertykiem, niż ekstrawertykiem. Tyle, że mam czasem ochotę gdzieś wyjść i dobrze się bawić, a wtedy nie ma nikogo, z kim mogłabym gdzieś wyjść i mieć świadomość, że będę bawić się dobrze.

Początek znajomości jest zazwyczaj prosty, jak drut. Dopiero później wszystko zaczyna się komplikować, bo każdy ma inny charakter, co powoduje zgrzyty. Staram się nie gniewać na ludzi za wystawianie mnie, jednak ostatnio dzieje się to za często.

W znacznym stopniu zmieniła się też moja codzienna rutyna. Na początku studiów wstawałam rano wypoczęta, radosna, zazwyczaj o szóstej albo siódmej rano i byłam pełna sił do działania. Teraz wprawdzie wstaję o tej samej porze, ale jestem przemęczona. Kiedyś poranna herbata, albo kawa stawiały mnie na nogach. Teraz muszę nadrabiać braki magnezu spowodowane piciem kawy, stresem i ogólnym zabieganym trybem życia. Nie oznacza to, że całkiem zrezygnowałam z picia kawy. Po prostu piję rzadziej.

Na plus zmieniło się to, że jestem w stanie tak zaplanować sobie tydzień, że weekend mam wolny w takim stopniu (o ile nie mam kolokwium albo jakiegoś większego zaliczenia w następnym tygodniu), że przynajmniej w poniedziałek jestem wypoczęta, a poniedziałek mnie niszczy, choć i tak nie jest najgorszym dniem tygodnia.

Ostatnio zdecydowałam się poznać grupę fanów mojego ulubionego serialu – Doktor Who. Muszę przyznać, że to grupa ludzi bardzo podobnych do mnie. Dzięki temu spotkaniu podniosłam się trochę na duchu. To bardzo przyjemne, kiedy nie trzeba na siłę próbować czegoś powiedzieć, tylko dlatego, że reszta tego oczekuje. Graliśmy w gry planszowe, co być może stanie się moim nowym zainteresowaniem. Dawno nie bawiłam się tak dobrze, jak na tym spotkaniu.

Zaczęłam też zajęcia w laboratorium, które prowadzą do mojej pracy inżynierskiej. Nie ma to jak pół dnia siedzieć w pomieszczeniu, w którym znajduje się wielki laser warty okrągły milion i używać małych kwarcowych kuwetek, które są warte kilkaset złotych za sztukę.

Postanowiłam znaleźć rozwiązanie na wszystkie moje problemy i niedociągnięcia. Nie wszystkie na raz. Krok po kroku. Chcę znów być pełna entuzjazmu. Chcę znów być kojarzona z uśmiechem na twarzy, a nie z wyrazem niezadowolenia, bo coś znowu mi nie wyszło.

Trzymajcie kciuki, bo ktoś musi we mnie uwierzyć.

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail