Zauważyłam ostatnio dość znaczącą zmianę w moim sposobie bycia.
Kiedyś umiałam jeść słodycze praktycznie bez przerwy. Lubiłam wszystko, od czekolady, przez żelki, galaretki, ciasta, ciasteczka, gumy, aż do cukierków. Kiedy w domu nie było żadnych z wymienionych, otwierałam paczkę rodzynek i je jadłam. Gdy zabrakło również ich, jadłam migdały.
Potrafiłam zjeść trzy tabliczki czekolady, jedną za drugą. Bez czekolady nie funkcjonowałam.
I nadeszła Wielkanoc 2013. Zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie zjeść nawet jednej dziesiątej tego co jadłam kiedyś. Gdy kupuję czekoladę, starcza mi ona z reguły na kilka, a nawet kilkanaście dni. Wraz z moją kuzynką (która również zauważyła coś takiego u siebie) stwierdziłyśmy, że zaczynamy się starzeć. No cóż, kiedyś trzeba.
Pozdrawiam,
zielonamalpa