Zazwyczaj bywa tak, że serial utrzymuje poziom dwa, trzy sezony, a potem w różnym tempie poziom spada i spada aż serial się kończy. Raczej jest to regułą i chyba niewiele seriali rozwija się w dobrym kierunku. Jest jednak jeden serial, który jest dla mnie wyjątkiem od tej reguły, choć nie wszyscy tak uważają. To Buffy, postrach wampirów.

Serial znany pewnie przez większość ludzi w moim wieku, trochę starszych i ciut młodszych. Serial o wybranej dziewczynie, o imieniu równie niezwykłym, jak ona sama – Buffy. Została ona wybrana do specjalnego zadania – walki z potworami, demonami i wampirami. Buffy wraz z przyjaciółmi i opiekunem tworzą świetną drużynę, która znakomicie radzi sobie z wieczną walką.

Pierwsze sześć sezonów i kilka odcinków sezonu siódmego zbudowane są w taki sposób, że jeden odcinek opowiada jedną historię, przedstawia jednego potwora, a przez cały sezon przewija się jakiś wątek główny, który rozwiązuje się w ostatnim odcinku. Wiele “ekspertów” twierdzi, że dobre są tylko pierwsze 3 sezony, kiedy nasi główni bohaterowie uczęszczają do ichniego liceum. Tam wszystko jest proste, bo szkoła staje się tłem większości wydarzeń, mamy ładnie zarysowane postaci, które jako tako radzą sobie z problemami młodości.

W czwartym sezonie idziemy z nimi na studia, gdzie problemy zaczynają mieć całkiem inny wymiar, zaczynają dotyczyć całkiem innych sfer życia. Główni bohaterowie stają się głębsi, przez co nie do końca całkiem dobrzy. Poznajemy ich lepiej, a zarazem nie jesteśmy w stanie przewidzieć co zrobią. Pojawiają się wątki pierwszej pracy, chorych związków, miłości do tej samej płci, miłości do największego wroga. Wiele osób uważa, że te sezony nie są już takie dobre, jak pierwsze trzy. Są inne, przyznaję, ale przecież bohaterowie dorastają tu wraz z widzami.

Siódmy sezon zaczyna się standardowo, choć w nieco innym klimacie. Po bardzo ciemnym sezonie szóstym i wyjątkowo szokującym finale, nie dostajemy chwili na oddech, jak to zazwyczaj bywało. Skutki poprzedniego sezonu są bardzo widoczne. Mamy niepewność bohaterki, która poprzednio była tą złą w finale, jej potrzebę akceptacji, mamy chorobę psychiczną, która wynika z ogromnej miłości i faktu, że skrzywdziło się ukochaną oraz demona, który chyba nie do końca radzi sobie z obecnym życiem. I mamy wątek główny, który po kilku odcinkach dominuje serial. Bohaterowie w pełni skupiają się na walce z pierwotnym złem, które manipuluje chyba każdym. Sezon ten pokazuje samotność głównej bohaterki. Mimo, że ma przyjaciół, zawsze jest ona tą wyjątkową, wybraną przez los pogromczynią. Wiele problemów rozkładane jest tutaj na części pierwsze. Wraca się do źródeł całego zła na świecie. Ale czy takie pierwotne zło da się zwalczyć? Zostawię to Wam, może ktoś zdecyduje się na obejrzenie tego serialu, albo przypomni sobie tamte czasy.

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail