Czarodziejki, czyli co myślę o reboocie serialowego hitu schyłku lat 90.?

Czarodziejki, czyli co myślę o reboocie serialowego hitu schyłku lat 90.?

Ostatnio o uszy obiła mi się informacja o podjęciu się przez stację CW rebootu znanego serialu Czarodziejki.

Czarodziejki

Serial ten był ostatnią telewizyjną produkcją wykorzystującą falę popularności motywów nadnaturalnych lat 90. Jego czas pierwszej emisji przypadł na sam schyłek XX wieku i kilka pierwszych lat XXI. Na tej samej fali powstały wcześniej takie seriale jak Buffy: Postrach wampirów i Roswell: W kręgu tajemnic.

Fabuła

Trzy siostry Halliwell kilka miesięcy po śmierci babci zamieszkują razem w jej domu. Odkrywają, że nestorka rodu była czarownicą, a one same też wyzwalają w sobie drzemiącą w genach magię. Łączy je już nie tylko krew, ale także Siła Trzech.

Prue (Shannen Doherty), Piper (Holly Marie Combs) i Phoebe (Alyssa Milano) szybko zdają sobie sprawę, że wielka siła oznacza wielką odpowiedzialność. Dlatego też stają na drodze demonom i czarnoksiężnikom często ryzykując własne życie, aby uratować życie bezbronnego wobec magii człowieka. Nie zawsze uratowanie kogoś jest łatwe. Niejednokrotnie wymaga podjęcia decyzji sprzecznych z charakterem danej siostry.

Bohaterowie

Każda z sióstr Halliwell została okraszona własnym charakterem, co szczególnie uzewnętrznia się, kiedy czarodziejki muszą działać wspólnie.

Najstarsza z sióstr zawsze jest głosem rozsądku w sprzeczkach. Wie, co powiedzieć i w jaki sposób, żeby zdjąć napięcie i zmusić do współpracy. A dodatkowo potrafi pokazać, jak wiele znaczą ich moce, i jak mogą uratować czyjeś życie. Często zdaje się być nieco wycofana z życia towarzyskiego, a później też z uczuciowego. Zdaje się, że to na niej spoczywa największa odpowiedzialność, ponieważ to ona jest najstarsza.

Kolejną siostrą jest Piper. Piper to niezwykle ciepła osoba, w której ramionach można się wypłakać i która zawsze umili dzień pysznym obiadem. Z całej trójki to ona najbardziej chciałaby przestać być czarownicą. Pragnie prowadzić normalne życie u boku wymarzonego mężczyzny i w spokoju wychowywać dzieci. Zdaje sobie sprawę, że życie czarownicy, a w dodatku takiej wybranej, nie będzie bezpieczne i z pewnością nie sprzyja założeniu rodziny.

Najmłodsza siostra Halliwell, Phoebe, jest trzpiotką i flirciarą. Zawsze uśmiechnięta, z głową pełną pomysłów i porządną dawką lekkomyślności. Jej siostry często muszą ratować ją z tarapatów, w które wpakowała się sama. Wie, że jej rodzaj magii nie daje możliwości samodzielnie walczyć przeciwko demonom, dlatego zamiast rozpaczać, podejmuje się nauki sztuk walki.

Siostry Halliwell mimo dość znaczących różnic w charakterach (i okazjonalnych sprzeczek) zazwyczaj bardzo dobrze się dogadują. Dzięki tym różnicom relacje sióstr nabierają tempa i stają się motorem napędowym, który wręcz zmusza widza do włączenia kolejnego odcinka mimo formuły monster of the week.

Wydźwięk serialu

Nie zdążyłam jeszcze obejrzeć całego serialu. Na szczęście zrobienie sobie tygodniowej przerwy nie odbiera mi żadnej przyjemności.

Kiedy zobaczyłam informację, że pojawi się reboot Czarodziejek i będzie on miał wydźwięk feministyczny, zapaliła mi się w głowie lampka. Czy dziś nie może powstać choć jeden serial bez przepychania jakichś poglądów? Nawet w serialach przygodowych pojawiają się wątki polityczne, niemal propagandowe. Jak czerpać przyjemność z serialu, kiedy wciąż próbuje on nam coś wmówić? Rozmowa z osobą, która w każdej wypowiedzi przepycha swoje poglądy też nie jest na dłuższą metę przyjemna.

Nie rozumiem też określania seriali mianem postępowych czy też feministycznych przez samych twórców. Takie znaki powinien dawać sam serial w trakcie oglądania. Pod warunkiem oczywiście, że robi to w naturalny sposób. Pomijam to, że nie przemawia do mnie koncepcja odgrzewania każdego kotleta, z którego da się jeszcze wyciągnąć cokolwiek, a ostatnio jesteśmy wręcz bombardowani rebootami i wznowieniami.

Czy obejrzę nowe Czarodziejki?

Na pewno dam szansę nowej wersji popularnego serialu. Czy mi się spodoba, to już inna kwestia. Uważam, że oryginalne Czarodziejki były bardzo wyważone i nie potrzebują więcej girl power. To w końcu historia, w której trzy kobiety o własnych siłach i dzięki własnemu sprytowi oraz umiejętnościom ratują świat od zła niejednokrotnie. I każda z bohaterek jest wielowymiarową postacią, jaką zasługuje być każda inna postać kobieca w sztuce. Jeśli do tego dorzuci się jakieś hasła i klimat wyższości kobiet (czego się obawiam), może wyjść naprawdę niezła kaszana. I to taka niezjadliwa.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail

Platformy

zBLOGowani.pl

Archiwa