Usiadłam dzisiaj na chwilę przy laptopie z pyszną kawą w ręce i przeglądałam sobie moje ulubione strony. Nagle do głowy przyszła mi myśl, że kiedyś, gdzieś na początku liceum śmiałam się razem z koleżanką z bloga Emo Martynki. Jakieś nieliczne osoby pewnie skojarzą. Autorkami bloga były dwie nastolatki, które ujawniły się w swoim ostatnim wpisie.

Nie pamiętam już, jak trafiłam na tego bloga. Możliwe, że poprzez demotywatory, które namiętnie przeglądałam za namową kolegi z klasy, Tomka. Możliwe, że ktoś mi o tym powiedział, albo podesłał linka na naszej klasie, która wtedy zaczęła już denerwować. W każdym razie znalazłam się na tamtej stronie i zrywałam boki, kiedy czytałam o kolejnych bezsensownych przygodach Martynki. Samo czytanie było przygodą, bo tekst był napisany w stylu pokemonów, czyli część liter wielka, część mała. Niektóre słowa były zastąpione angielskimi odpowiednikami, ale pisownia była fonetyczna. Każdy wpis był na początki trochę jak łamigłówka, labirynt do przejścia.

Ludzie obficie komentowali jej bloga. Było pełno hejtów, żartownisi i osób, które reklamowały własne wypociny. W tym czasie pojawiło się wiele tego typu blogów, ale żaden nie stał się nawet w jednej czwartej tak popularny jak oryginał. Być może przyciągało nas wrażenie, że to jest internetowy pamiętnik bardzo nieogarniętej gimnazjalistki, albo kompletnie nierealne historie, typu robienie ciasta bez mąki? Nie wiem. W każdym razie miło wspominam tamten okres, gdyż miałam powód, by usiąść przy komputerze i śmiać się z czyjegoś zabawnego życia.

Tak mnie na wspomnienia naszło troszeczkę:)

pozdrawiam

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail