Zabawne sytuacje ostatnio mnie prześladują.

Wczoraj na przykład wybrałam się na domówkę do znajomego. A mam taki problem, że w dużych grupach milknę i ciężko coś ze mnie wydobyć, do momentu, kiedy się przyzwyczaję do towarzystwa. Jakimś cudem dotarłam do mieszkania znajomego i nastąpiło przedstawianie się z ogromnym bananem na mojej twarzy. Takim od ucha do ucha.

Ja miałam postanowienie, żeby nie pić, bo przede mną jeszcze trochę nauki, więc skusiłam się tylko na jedno piwko. Na początku siedziałam cicho i próbowałam wczuć się w towarzystwo, ale kiepsko mi to szło. Znajomy, który mnie tam zaprosił zna mnie tylko jaką wiecznie chichrającą się dziewczynę, która śmieje się bez powodu, więc mój stan musiał wydawać się mu dziwny i co chwilę podchodził do mnie, pytając, czy żyję.

Po jakimś czasie w miarę się rozluźniłam. Teraz wyobraźcie sobie taką sytuację, że wszyscy milkną. Takie chwilowe zawieszenie. Oczywiście w takim momencie to ja musiałam się popisać. Zaczęłam chichotać pod nosem i potem coraz głośniej, aż śmiałam się pełnym brzuchem. Wszyscy mieli oczy na mnie skierowane i patrzyli, jak na orangutana. W pewnym momencie nagle się uspokoiłam i z pełnym spokojem powiedziałam: “Śmiechłam.” Oj, wszyscy zaczęli się śmiać, że szkoda gadać. I w tym momencie właśnie rozluźniłam się całkowicie i mogłam w pełni wykorzystać tę imprezę, aby zregenerować siły.

Taka właśnie jestem – śmiechowa.

 

Pozdrawiam,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail