Lubię spokojne, wczesnojesienne popołudnia, kiedy za oknem dominuje pomarańcz i przyduszona zieleń. Szkoda, że ten okres się już kończy, bo coraz więcej szarości i burości. Na szczęście mam kilka sposobów na ubarwienie swojego życia.

Pierwszy z nich, to kolory. Pełno kolorów, gdzie tylko się da. Posiadam w piórniku 6 kolorowych zakreślaczy, które potrafią zaprowadzić porządek w moich notatkach. Poza tym są świetną zabawką na nudnych wykładach. Niedawno kupiłam też sobie zestaw kolorowych cienkopisów w pudełku. Są one niezastąpione, tak jak zakreślacze. Muszę powiedzieć, że taka feeria barw w notatkach ułatwia naukę. A nawet trochę ją wymusza.

Co do nauki, to mój brat przyłapał mnie wczoraj podczas rozwiązywania zadań z chemii fizycznej. Muszę przyznać, że nasz romans kwitnie w najlepsze. Nawet zdecydowaliśmy się wypróbować nowe pozycje, nie tylko ciągłe grzeczne siedzenie na krześle, czy pozycja półleżąca z zeszytem na łóżku.

Moja mama skomentowała to, pytając, czy na lampę też już weszłam. Nie weszłam, ale kto wie, może kiedyś…

Kolejny sposób na ubarwienie życia, to gotowanie pysznych obiadów. Wprawdzie nie zawsze wychodzą pyszne, ale co tam… Dopiero się uczę. Na szczęście idzie mi o wiele lepiej niż w zeszłym roku.

No i trzeci sposób, chyba mój ulubiony, mój słaby punkt, czyli herbaty. Aktualnie najbardziej lubuję się o owocowych, bo przynoszą mi smak lata. Kupiłam sobie we wrześniu herbatę o smaku cytryny i czarnego bzu z Teekanne. Polecam!

 

Pozdrawiam i życzę tygodnia pełnego barw i smaków,

zielonamalpa

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail