Życie często daje nam w kość. Mi w tegoroczne wakacje aż kilkakrotnie.

Gdzieś w połowie lipca dowiedziałam się, że bardzo bliska mi osoba ma raka. Po dokładniejszych badaniach okazało się, że jest on nieoperowalny i na dodatek złośliwy. W pierwszym momencie przeżyłam ogromny szok. Jest to bowiem pierwsza osoba z tak bliskiego otoczenia, która zmaga się z nowotworem. Wiersz “Potwór”, który niedawno opublikowałam na blogu został przeze mnie napisany właśnie w tym najgorszym momencie, kiedy jeszcze nie do końca przetrawiłam tę informację. Jakiś miesiąc temu na dodatek wszystkiego okazało się, że są też przerzuty, co wstrząsnęło mną jeszcze bardziej. Nigdy nie spodziewałam się, że coś tak strasznego może pośrednio dotyczyć i mnie.

Kolejną szokującą informacją było to, że mój dobry znajomy o mały włos nie zginął w wypadku. Na szczęście wyszedł z niego zaledwie połamany i nieźle poturbowany. Choć pewnie była to w większości jego wina. Mój znajomy jest bowiem miłośnikiem ścigaczy, a wiadomo, że z czasem jeździ się nimi szybciej i mniej ostrożnie. Widocznie przeliczył się na zakręcie. Poczułam ulgę, kiedy okazało się, że wszystko będzie z nim w porządku i wróci pomału do zdrowia.

Przy takich złych wiadomościach najtrudniej dopuścić do siebie myśl, że to dzieje się naprawdę. Pamiętam, jak jeszcze w gimnazjum podejrzewano u mnie najpierw cukrzycę, a potem przerost tarczycy. Na szczęście badania wykazały, że pod tym względem byłam zdrowa, a moje odbiegające od normy objawy były spowodowane moją nerwowością. Wiem jednak, że było mi ciężko z samą myślą, że coś może być ze mną nie tak. Dosłownie robiło mi się gorąco na samą myśl o tym. I czasem robi mi się jeszcze dziś.

Grunt to nie tracić nerwów. Przecież może być lepiej. Nigdy nic nie wiadomo.

FacebooktwitterpinterestlinkedinmailFacebooktwitterpinterestlinkedinmail